środa, 10 stycznia 2018

#16 Teraz było idealnie

              Czułem, jak koszulka lepi się do mojego ciała. Po twarzy spływał mi pot, połączony z chłodnymi kroplami deszczu. Nawet w butach zdążyło mi się zrobić nieprzyjemnie mokro, zanim udało mi się dotrzeć do klatki schodowej. Ciemne kosmyki włosów przykleiły mi się do czoła. Przeczesałem je palcami, a następnie ruszyłem schodami na górę, by w końcu dostać się do mieszkania.
              Kiedy wszedłem do środka, błękitne tęczówki spojrzały wprost na mnie. Luke wychylił się zza kanapy. Uśmiechnął się szeroko, a ja od razu odpowiedziałem tym samym. Ściągnąłem przemoczone buty, a następnie podszedłem do niego bliżej. Blondyn zamiast gazety czy komputera  nadal dokładnie studiował ogłoszenia  miał w ręku jedną z moich książek. Cieszyło mnie to, że chociaż w weekend odpuścił sobie szukanie pracy . Szczególnie że podchodził do tego z dużym zacięciem i przesadnym zaangażowaniem, które doprowadzało do tego, że był wiecznie podenerwowany.
                Zbliżyłem się jeszcze bardziej do kanapy. Odkleiłem mokrą koszulkę od klatki piersiowej. Pochyliłem się, nadal nie odrywając wzroku od rozłożonego na kanapie Hemmingsa. Chłopak przekrzywił głowę i cicho zaśmiał się pod nosem.
 Długo mnie nie było?  zapytałem, a potem dla zgrywy rozczochrałem mokre włosy. Kilka chłodnych kropel poleciało w jego stronę, zatrzymując się na jego czole i policzkach.
 Calum  jęknął, odsuwając się. Mimo wszystko i tak z jego ust znów wypłynął cichy śmiech.  Nie było cię z jakieś dwie godziny. Aż tak się rozpadało?
 Złapało mnie na końcówce.
 Dzwoniła twoja mama  pociągnął, wskazując na stół.
 Co chciała?
 Nie mam pojęcia. Nie odbieram cudzych telefonów  odparł, wracając do książki.
 To nie jest cudzy telefon, tylko mój.
 Nie zmienia to faktu, że jest twój a nie mój  powiedział, wpatrując się w drobny tekst Sklepiku z marzeniami Stephena Kinga.
 Luke?
 Tak?  odpowiedział, a błękitne oczy znów na mnie spojrzały.  Ej!  mruknął i skrzywił się, kiedy dla zabawy pstryknąłem go w nos. Po chwili znów usłyszałem jego cichy śmiech.
                 Odwróciłem się, dając mu w końcu spokój. Ruszyłem w kierunku stołu, na którym znajdowała się moja komórka, której zapomniałem zabrać, gdy wychodziłem biegać. Ignorując to, że nadal jestem cały mokry, usiadłem na krześle. Złapałem za urządzenie. Odblokowałem telefon i przejrzałem spis połączeń. Mama dzwoniła trzy razy. Zostawiła mi też wiadomość tekstową.

Od Joy:
Pewnie śpisz albo znowu ćwiczysz i nie słyszysz. Chcę tylko wiedzieć, o której przyjdziesz ze swoim chłopakiem na obiad.

Do Joy:
Biegałem. Luke nie jest moim chłopakiem.

                Podniosłem głowę znad komórki. Blondyn dalej znajdował się na kanapie, pochłonięty lekturą. Opierał się o jedną z większych poduszek, co pozwalało mu się ułożyć w pozycji pół leżącej. Przewrócił kolejną stronę, znów dokładnie wczytując się w tekst. Nawet nie czuł tego, że mu się przyglądam. A może było inaczej i po prostu na to nie reagował?
                 Zacisnąłem lekko usta. Nadal nie odrywałem od niego wzroku. Zacząłem się zastanawiać, dlaczego moja matka pomyślała, że ja i Luke jesteśmy razem? W sumie nie tylko ona nas łączyła, bo Ashton też był skłonny dać mi na ten temat skrócony wykład  dobrze, że byliśmy w pracy, bo inaczej Irwin by się za mocno rozkręcił. Nie żebym miał coś przeciwko, ale… Nadal uważałem, że wszystko powinno rozgrywać się w spokojnym i nie za szybkim tempie. Szczególnie że Luke wciąż był na etapie odbudowywania i składania swojego życia do jednego spójnego kawałka.
                  Aż podskoczyłem, kiedy komórka w mojej dłoni zawibrowała. Po chwili pojawił się znany i krótki dźwięk, oznajmujący mi przyjście wiadomości. Oderwałem ciemne oczy od blondyna, ponownie przenosząc je na ekran urządzenia. Wszedłem w otrzymanego SMS-a.

Od Joy:
W takim razie, o której Ty i Twój (nie)chłopak będziecie?

                 Przekręciłem oczami, wypuszczając jednocześnie cicho powietrze z ust. Ta kobieta to tak na poważnie? Mam nadzieję, że przestanie rzucać takie aluzje, jak już znajdziemy się u niej w domu. Naprawdę nie chciałem, by Luke poczuł się niezręcznie.

Do Joy:
Będziemy około trzeciej.

Od Joy:
Fajnie! To do zobaczenia!

                Zmarszczyłem nos, wpatrując się w jej ostatnią wiadomość. W końcu zablokowałem komórkę i odłożyłem ją na stół. Dźwignąłem się ciężko z krzesła. Mój wzrok po raz kolejny zatrzymał się na blondynie. I musiałem to przyznać, że zdanie: to mój chłopak Luke, brzmiało naprawdę dobrze i przyjemnie. Niestety rzeczywistość była nieco inna, nie tak prosta i trochę pogmatwana. Nie ma pośpiechu i nic na siłę.

                 Zatrzymałem samochód na podjeździe. Wyłączyłem silnik. Zerknąłem na siedzącego obok chłopaka. Widziałem, że się denerwuje. Nie musiał mi nawet o tym mówić, ale jego ciało samo pokazywało, w jakim jest stanie. Jego palce nerwowo zaciskały się na siatce z ciastkami, które tak bardzo uwielbia Joy. Oprócz tego skubał zębami dolną wargę, a jego wzrok skupiony był na jasnym, nie dużym budynku, który znajdował się przed nami. Przyczyna jego stanu też nie była trudna do odgadnięcia. I nie chodziło o sam obiad, a raczej o ludzi, których miał poznać. Dzisiaj miał się pierwszy raz spotkać z moim ojcem i siostrą. W czasie jazdy próbowałem go wciągnąć w luźną rozmowę, aby nieco się odprężył. Nic to jednak nie dało. Domyślałem się tego, że później poziom stresu, w jakim był, spadnie, jak tylko pozna tę dwójkę nieco lepiej i zobaczy, że nie będą do niego uprzedzeni  a wnioskowałem, że w tym tkwi główna przyczyna. Po tym, co zafundowała mu własna rodzina, blondyn cholernie obawiał się odtrącenia i niechęci względem jego osoby.
 Luke?
                 Lekko drgnął, słysząc swoje imię. Odwrócił się, jakbym tym jednym słowem wyrwał go z rozmyślań. Uśmiechnął się delikatnie.
 Idziemy czy chcesz tu jeszcze posiedzieć?
 Idziemy  odpowiedział, chcąc brzmieć pewnie.
                 Kiwnąłem tylko głową, nie komentując tego w żaden sposób. Uwolniłem się z pasa i to samo zrobił on. Po chwili wysiedliśmy z samochodu. Zamknąłem auto, wsuwając kluczyki do kieszeni kurtki. Zagrabiłem się, gdy zawiał mocniejszy wiatr. Jako pierwszy ruszyłem w stronę drzwi wejściowych. Luke był tuż za mną. Zanim złapałem za klamkę, poklepałem go po plecach, chcąc tym gestem dać mu znać, że naprawdę nie ma się czym stresować. Po raz kolejny na jego twarzy pojawił się niewielki uśmiech.
                 Nacisnąłem na klamkę. Drzwi nie były zamknięte na klucz. Otworzyłem je, a następnie machnąłem ręką, dając znać chłopakowi, by wszedł pierwszy. Przez chwilę na jego oczach dostrzegłem ciekawość, kiedy mijał próg mojego rodzinnego domu. Wszedłem do środka zaraz po nim. Ledwo zdążyłem zamknąć drzwi, gdy rozległ się głośny głos Joy.
 Chłopaki już są!
                 Odwróciłem się. Mama niemalże wybiegła z kuchni. Na jej ustach jak zwykle malował się pogodny i dobroduszny uśmiech. Rozłożyła ramiona, podchodząc bliżej. Objęła mnie mocno, jakbyśmy nie widzieli się przez naprawdę długi czas.
 Nie mogłam się doczekać  powiedziała, a potem spojrzała na blondyna.  Dobrze cię widzieć, Luke.
 Panią również  odpowiedział, a Joy uściskała również i jego.
                  Poklepała go po ramieniu, jakby i ona wyczuwała to, jak bardzo jest w tym momencie zdenerwowany i spięty. Uśmiechnąłem się, kiedy błękitne tęczówki na moment znów skupiły się na mnie. Odchrząknąłem, a następnie przejąłem od niego siatkę z ciastkami. One od razu zostały przekazane we właściwe ręce. Nie zdążyłem jednak nic powiedzieć, bo kobieta już wiedziała, co dokładnie się w niej znajduje.
 Czy to te ciasteczka z kremem z tej waszej cukierni?
 Dokładnie tak  rzuciłem, kiwając dodatkowo głową.
 Uwielbiam je  dodała, a potem odwróciła się, słysząc kroki.
                  Ja i Luke również spojrzeliśmy na drugi koniec holu. Z salonu wyłonił się David Hood. Był nico pulchny i niższy ode mnie. Na jego okrągłej twarzy znajdował się uśmiech, którym potrafił zarażać innych. Dokładnie zlustrował Hemmingsa wzrokiem, poprawiając przy tym prostokątne okulary, które zjechały mu na czubek nosa. Kiedy zatrzymał się obok, uściskał mnie, jednocześnie klepiąc mnie przy tym po plecach.
 Tato, poznaj Luke'a  powiedziałem, a następnie odwróciłem się do blondyna.  Luke, to mój tata David.
 Miło mi pana poznać  odpowiedział, od razu wyciągając dłoń.
 Joy mi o tobie opowiadała. Cieszę się, że zgodziłeś się przyjechać  pociągnął mężczyzna, ściskając rękę chłopaka.
 Nie mogłem odpuścić takiej okazji  odparł Luke, co spowodowało, że ojciec uśmiechnął się jeszcze bardziej.
 Ej, a ja to co?!
                  Moja starsza siostra, która chyba niedawno musiała przefarbować swoje ciemne włosy na jasny blond, zbiegła po schodach, jakby na dole działo się coś bardzo interesującego. I z pewnością dla niej tak to wyglądało, bo Mali była pod tym względem ciekawska. Czasami tak mocno przypominała mi mamę.
 A to  powiedziałem, gdy siostra zbiegła pod schodach.  Mali-Koa, moja siostra. Mali, poznaj Luke'a.
 Bardzo mi miło  odparła, dokładnie mu się przyglądając. Widziałem, jak błyszczą jej oczy i chyba wolałem nie wnikać w to, co mogła nagadać jej Joy. Zdążyłem tylko o tym pomyśleć, a Mali odezwała się ponownie.  Nie mogłam się doczekać, aż oficjalnie poznam chłopaka mojego kochanego braciszka.
                Gdy tylko te słowa padł z jej ust, zrobiłem wielkie oczy. Zerknąłem kontrolnie na Luke'a, którego policzki pokryły się soczystą czerwienią. Nie byliśmy tu nawet dziesięć minut, a już zdarzyła się mała wtopa.
 Chłopaka? Kto ci to powiedział?  odparłem, choć wcale nie musiałem o to pytać. Odpowiedź była, aż nazbyt oczywista. Mali wyprostowała się i z rozbawieniem spojrzała na mamę.  Poważnie?
 Może to za bardzo wyolbrzymiłam  skwitowała kobieta, jakby nic takiego się nie stało.  Ale nie stójmy tak. Zapraszam do stołu! Chodźcie  odparła, machając na nas ręką.  Luke, mam nadzieję, że lubisz ryby. Zrobiłam też klopsiki w sosie koperkowym. A na deser  zrobiła rękami młynek, a potem wskazała na niego  lody z bitą śmietaną i sosem czekoladowym. Jest też ciasto z truskawkami.
 Już jestem głodny  odezwał się blondyn, kiedy mama złapała go za ramię i poprowadziła do jadalni.
 Ona go uwielbia  powiedziała cicho Mali ze śmiechem.  Może zamieni cię na nowszy model i to Luke będzie moim bratem? 
 Wielkie dzięki, siostrzyczko.
 Wygląda na miłego.
 I taki jest – rzuciłem, gdy oboje ruszyliśmy za ojcem.
 Uważaj, bo matula sprzątnie ci faceta sprzed nosa  zażartowała, a potem zacisnęła usta, próbując nie wybuchnąć śmiechem.
 Bardzo zabawne. Ja i Luke nie jesteśmy razem.
 Nie? A wyglądacie na parę  skwitowała, wzruszając ramionami.
 O nie, ty też? – jęknąłem, przekręcając oczami. Czy oni wszyscy nie mogą z tym przestać?
                 Wszedłem do przestronnej, jasnej jadalni. Luke już siedział przy zostawionym stole, a mama kręciła się obok niego, nie przestając mówić. Chłopak grzecznie odpowiadał na jej wszystkie pytania, jakby to nadmierne zainteresowanie jego osobą, nie było dla niego problemem. Znałem go jednak na tyle, że doskonale wiedziałem, że Luke jednak woli stać z boku, niż być w centrum.
                 Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, jak całe pomieszczenie intensywnie pachnie od tych wszystkich dań, które przygotowała mama. Już chciałem się odezwać i pochwalić jej kuchnię, ale kobieta złapała mnie za ramię i niemalże siłą wcisnęła na miejsce tuż obok mojego pseudo chłopaka. Blondyn zerknął na mnie, zacisnął usta i zdusił w sobie śmiech. Uśmiechnąłem się tylko, uznając, że nie ma sensu komentować zachowania mamy. Gdy Joy była mocno podekscytowana, włączała się u niej dodatkowa porcja energii, jakby cierpiała na nadpobudliwość.
 Jak w pracy, tato?  zapytałem, gdy wszyscy w końcu usiedli. To była dobra kwestia na rozruszanie rozmów, które później cały czas trwały przy stole. A tematów było wiele. Nawet Luke szybko się do nich dołączył.

                  Uśmiechnąłem się pod nosem, widząc rozmawiającego ojca z Lukiem. Obaj znaleźli wspólny temat, o którym dość długo dyskutowali. Mianowicie muzyka. Połączyła ich muzyka. W końcu usłyszałem, że tata zaproponował Hemmingsowi, że pokaże mu swój zbiór płyt winylowych  a kolekcję miał całkiem niezłą. Blondyn szybko się zgodził i po chwili obaj zniknęli nam z oczu.
                 Automatycznie odwróciłem się, gdy Mali puknęła mnie łokciem w bok. Zerknąłem na nią, a ona wskazała brodą w stronę kanapy. Zachichotała cicho pod nosem, ponawiając gest, który miał mnie jednocześnie popędzić. Z ciekawością odwróciłem się ponownie, tym razem skupiając się na niezadowolonej Joy.
 Jest wkurzona, bo tata znów gada o tych płytach. I pewnie jest zazdrosna o to, że Luke zainteresował się tematem  powiedziała szeptem, a potem zasłoniła usta ręką, by nie wybuchnąć śmiechem.  Czasami mama zachowuje się, jak łaknąca uwagi mała dziewczynka.
 Już wiem, po kim to masz.
 Wypraszam sobie  rzuciła z oburzeniem. Zebrała kolejne brudne talerze.
 Ale i tak cię kocham, Mali.
 Teraz to się wypchaj. Jestem dogłębnie dotknięta twoimi słowami  powiedziała teatralnie, a następnie wyszła z pokoju.
                   Złapałem za brudne szklanki, a następnie ruszyłem w kierunku kuchni. Dziewczyna zaczęła wkładać naczynia do zmywarki. To, co przyniosłem, ustawiłem równo na blacie. Potem zerknąłem na nią z rozbawieniem.
 Jak długo zamierzasz się do mnie nie odzywać?
 Jak przestaniesz porównywać mnie do matki.
– Wszyscy ją uwielbiają, więc nie jest to złe porównanie  powiedziałem, opierając się o szafkę. Skrzyżowałem ręce na klatce piersiowej, nawet na moment nie spuszczając wzroku z siostry. Mali wyprostowała się, a potem uśmiechnęła.  Przeszło ci?
 Nie zachowuję się tak, jak ona.
 Ale też lubisz to, że świat kręci się wokół ciebie.
 Tylko odrobinę  rzuciła, lekko przechylając głowę.
 Podoba mi się ten kolor  odparłem, łapiąc kosmyk jej włosów między palce.  Co cię naszło?
 Potrzebowałam zmiany. Pasuje mi?
 Głupie pytanie. Wyrosłaś na taką piękną kobietę.
 Oj, tak braciszku, dowartościuj mnie bardziej.  Zaśmiałem się, a ona uniosła brwi.
 Co?
 Co, co? Mów mi dalej.
 Nie rozpędzaj się tak. Zresztą nie jesteś osobą, która ma zaniżoną samoocenę.
 To nie znaczy, że nie musisz sprzedawać mi komplementów.
 Powiedz to temu swojemu francuskiemu kumplowi. To on jest od tego, nie ja. Jak mu tam było? Pierre?
 Nie bądź wredny.
 Od tego są młodsi bracia  powiedziałem, wzruszając ramionami. Mali odepchnęła mnie dla zgrywy, a następnie włożyła pozostałe brudne naczynia do zmywarki. Zamknęła klapę i znów wyprostowała się.  Co?
 A ty i Luke?
 To tylko przyjaciel.
 Mieszkacie razem.
 Tak wyszło.
 Między wami…
 Najlepiej nie zaczynaj.
 Drażliwy temat?
 Skomplikowany.
 Fajnie, lubię takie historie  rzuciła, poruszając dwuznacznie brwiami. Skrzywiłem się, co dodatkowo ją rozbawiło.  Ale między wami coś jest?
 Może.
 Czyli to nie jest tylko przyjaciel.
 Mali  jęknąłem, przekręcając jednocześnie oczami.  To po prostu skomplikowane i tyle.
 Luke jest w porządku. To naprawdę fajny gość. Co by nie było, ja życzę wam szczęścia. – Już chciałem się odezwać, ale siostra uciszyła mnie machnięciem ręki. – Życzę wam szczęścia w tej waszej skomplikowanej relacji.
                 Uznałem, że nie będę tego komentować, ani tym bardziej ciągnąć tego tematu dłużej. Zresztą nawet nie wiedziałem, jak to wszystko dokładnie jej opisać. Jakich słów użyć, by nie pomyślała za wiele  choć na to chyba było za późno. Nie chciałem też kolejnych rad, do których i tak bym się nie zastosował. Chciałem działać po swojemu. Tak jak czułem i tak jak uznawałem za słuszne.

                  Wszedłem jako drugi do mieszkania. Zamknąłem za sobą drzwi, a następnie zrzuciłem z nóg buty. Ustawiłem je równo przy ścianie. Następnie ściągnąłem kurtkę i odwiesiłem ją na wieszak. Luke w tym momencie zdążył przejść do kuchni. Po szeleście siatek, wnioskowałem, że jest w trakcie wypakowywania jedzenia, które kazała nam zabrać Joy. Oprócz tego doszedł do mnie jego cichy głos, jakby chłopak rozmawiał z kimś przez telefon.
                  Nie chciałem go podsłuchiwać, więc obrałem kurs na kanapę. Rozłożyłem się na niej, łapiąc za pilota. Włączyłem telewizor. Nadal czułem się najedzony. I to tak porządnie najedzony. Uwielbiałem kuchnię Joy, więc nic dziwnego, że pałaszowałem to, co tylko podstawiała mi pod nos.
                  Zerknąłem w bok, kiedy usłyszałem imię drugiego Hemmingsa. Luke był w trakcie rozmowy ze swoim starszym bratem. Uśmiechnąłem się lekko pod nosem, przenosząc wzrok na ekran telewizora. Cieszyłem się z tego, że chłopakowi, chociaż z Benem udało się poprawić relacje. Choć po tym, co mówił, sądziłem, że jest teraz znacznie trwalsza i pewniejsza niż wcześniej. Jakby to wszystko, co się działo, to przez co obaj musieli przejść, zdołało ich umocnić, choć utrzymywali kontakt na odległość. Luke miał w końcu kogoś z rodziny, na kim mógł polegać.
                   W kuchni nagle zapanowała cisza. Wytężyłem słuch, choć nadal wlepiałem ciemne oczy w telewizor. Zabrzmiał ostatni szelest siatki, a potem rozległy się kroki. Blondyn wrócił do salonu. Usiadł na kanapie obok mnie. Podciągnął nogi do góry i oparł ręce na kolanach. Spojrzałem na niego. Przez chwilę obserwowałem to, jak wpatruje się w wieczorne wydanie wiadomości.
 Uśmiechasz się  odparłem, gdy odwrócił się w moją stronę. Uśmiech nie schodził mu z twarzy już od dłuższego czasu, a do tego sięgał też i jego oczu, w których można było dostrzec maleńkie iskierki.
– Po prostu… To był naprawdę udany dzień. Bardzo lubię twoich rodziców. Mali też jest super. Czułem się… w twoim domu czułem się… dobrze i swobodnie. Oni traktowali mnie... normalnie.
 Cieszę się, że nie uznałeś tej wizyty za stratę czasu.
 Nigdy w życiu  powiedział z uśmiechem i pokręcił głową.  Masz szczęście, Cal.
 Szczęście?
 Masz po swojej stronie kochającą rodzinę. To prawdziwe szczęście mieć w swoich bliskich tak wielkie oparcie. To widać, że ty zrobisz dla nich wszystko i oni dla ciebie też.
 To prawda  odparłem, będąc zaskoczonym jego słowami. Tak naprawdę nie za bardzo wiedziałem, co powinienem mu odpowiedzieć.  Ale ty też już nie jesteś sam.
 To prawda  powtórzył za mną i znów się uśmiechnął.  Mam Bena.
 Co u niego? Słyszałem, jak rozmawiasz z nim przez telefon.
 Wszystko w porządku. Planuje ze znajomymi wycieczkę do Nowego Jorku. Powiedziałem mu, że ma zrobić mnóstwo zdjęć, a potem wszystko mi opowiedzieć. Uznał, że za szybko z tym wyjechałem, bo to są dopiero plany. Też chciałbym kiedyś zobaczyć Nowy Jork.
 Zobaczysz.
 Na razie to tylko marzenia.
 Kiedyś się tam wybierzemy.  Jego usta lekko się rozchyliły, gdy zrobił zaskoczoną minę.  Chyba że nie chcesz nigdzie ze mną jechać. Nie naciskam. Zrozumiem to.
 Nie wygłupiaj się  mruknął, a potem zmarszczył nos.  Wyjadę z tobą, ale pod jednym warunkiem.
 Jakim?
 Jak znajdę pracę i sam odłożę na tę wycieczkę połowę sumy.
 Czy kwestia pieniędzy podlega dyskusji?  zapytałem, przybierając udawany i przesadnie poważny ton.
 Nie.
 Och, no niech ci będzie  rzuciłem, a on zaśmiał się cicho.
 Obejrzymy jakiś film?
 Pewnie. Może coś się znajdzie w telewizji?  powiedziałem, machając pilotem.
                 Luke po raz kolejny uśmiechnął się. Jego błękitne oczy nadal spoglądały wprost na mnie. Uwielbiałem mieć go blisko i czuć to przyjemne ciepło, jakie od niego płynęło, więc niewiele myśląc, rozłożyłem ręce, dając mu znać, że chcę, by się przybliżył. Chłopak od razu zmienił pozycję, wciskając się w moje ciało. Objąłem go, a on przerzucił mi rękę przez brzuch. Teraz było idealnie. I teraz… teraz naprawdę wyglądaliśmy jak para.  


***
Joy znów zawitała do tego ff - ona i jej cała rodzinka w końcu w komplecie. Plus oczywiście nasz zdenerwowany Hemmo.
Mam nadzieję, że ten spokojniejszy rozdział przypadł Wam do gustu :)

Standardowo zapraszam Was na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam znajdziecie informacje o tym, co i kiedy się pojawia.

Pozdrawiam i do następnego!

#SaveMeFF