piątek, 8 września 2017

#12 Lubię, jak tak do mnie mówisz

              Jeszcze poprzedniego dnia jęczałem w duchu, że Calum wstaje wcześniej ode mnie. Teraz jednak było inaczej. Tym razem to ja obudziłem się przed nim. Jednak nie miałem najmniejszego zamiaru zbliżyć się do niego bardziej. Nie po tym, co stało się wczoraj. Dodatkowo nie czułem się nazbyt dobrze. Mimo tego, że nie upiłem się do upadłego, to jednak odczuwałem skutki wypitych drinków. Suchość w ustach i pulsujący ból głowy  te symptomy powitały mnie, jak tylko się przebudziłem.
              Nie tylko fizycznie byłem nie w formie. Psychicznie również. Mogę śmiało powiedzieć, że doskwierał mi także kac moralny. A on pogłębiał się, jak tylko przypominałem sobie o wczorajszej imprezie. Czułem się zażenowany swoim zachowaniem, a biedny Calum musiał mnie znosić. Przykleiłem się do niego, stając się cholernie namolny i zaborczy. Uruchomiła mi się zazdrość o kogoś, z kim nie byłem. Ale o kogoś, z kim chciałem być. Największym potencjalnym zagrożeniem był David. Potem to minęło.
              Wypity alkohol sprawił też to, że stałem się o wiele bardziej pewny siebie. W stosunku do Caluma również. Chociaż końcówka nocy wcale nie była zła, to jednak wolałbym w takiej chwili być całkowicie sobą, a nie jechać na wspomaganiu procentami. A one zmieniły mnie w typową przylepę, która na celu miała właśnie mojego nowego współlokatora. W normalnym trzeźwym stanie, nie byłbym wstanie powiedzieć tego wszystkiego, co mówiłem ani tak pewnie okazywać zainteresowania i uczuć osobie, w której się  powiedzmy to otwarcie  zakochałem. Miałbym gdzieś blokadę, by nie wyjść na kretyna. Z pewnością też działabym mniej spontanicznie, bardziej przemyślanie. Po wypiciu kolorowych drinków, blokada zniknęła, a ja oczywiście wyszedłem na idiotę, który niczym się nie przejmuje. Nic dziwnego, że teraz walczyłem sam ze sobą, by po tym wszystkim mieć odwagę, by spojrzeć Calumowi w oczy.
                   Mając wspomnianego wcześniej moralnego kaca, nie potrafiłem uwolnić się od tych wszystkich rozmyśleń, jakie pojawiały się w mojej głowie. Analizowałem każdą sytuację, docierając w końcu do tego punktu, w którym żałowałem, że nie urwał mi się film. Może wtedy to byłoby bardziej znośne? A może byłoby dużo gorzej? Wyliczając za i przeciw, zrozumiałem, że najlepszym wyjściem byłoby powstrzymanie się od picia. Wtedy z pewnością bardziej bym kontrolował siebie, a przede wszystkim swoją jadaczkę, która w magiczny sposób, po zażyciu procentów, wyrzucała z siebie nieprzemyślane do końca słowa. Liczyłem tylko na to, że Hood po wczorajszym nie będzie patrzył na mnie inaczej. W ten gorszy dla mnie sposób.

                  Podniosłem się z kanapy. W tle cicho grał telewizor, ale ja i tak nie skupiałem się na tym, co właśnie w nim leciało. Nadal odpływałem we własnych myślach. Dodatkowo ból głowy nasilił się, a ja zamarzyłem o jakichkolwiek proszkach przeciwbólowych.
                 Spojrzałem w stronę drzwi od pokoju, w którym przebywał chłopak. Calum spał dalej, choć było po dwunastej. Najwidoczniej musiał odespać nieprzespaną noc. Starałem się nie hałasować, by należycie sobie odpoczął.
                 Ruszyłem do kuchni, w celu znalezienia jakiś tabletek, które przegonią upierdliwy ból głowy. Może po nich uda mi się zaliczyć krótką drzemkę? Na to liczyłem. Choć wcześniejszy prysznic nieco mnie obudził, to po leżeniu na kanapie znów dopadła mnie senność. I przy okazji zmęczenie przez wałkowanie tego, co działo się w nocy.
                Zatrzymałem się przed szafkami. Przez moment zawahałem się. Czy powinienem w nich sam grzebać, czy może lepiej poczekać, aż Hood się obudzi i poprosić go o coś przeciwbólowego? W końcu nie było to moje mieszkanie. Z drugiej jednak strony od wczoraj miałem status jego współlokatora. Teoretyczne mogłem robić, co chcę. Nadal jednak się w jakiś sposób krępowałem. Stałem, więc w kuchni jak kołek, bijąc się z myślami i próbując podjąć jakąś konkretną decyzję.
                Prawda była taka, że przez to wszystko, co stało się w Rochester, a także to, czego doświadczyłem w Bostonie, sprawiło, że utraciłem dużą część odwagi, jaką w sobie miałem. A podejmowanie działań, wiązało się z analizą sytuacji i tym, by nie postąpić źle. Jasne, dzięki Calumowi powoli stawałem na nogi. Stopniowo i małymi krokami. Zresztą przy nim czułem się swobodniej. On skutecznie mnie podbudowywał, a ja wracałem na pewniejsze tory funkcjonowania.
                W końcu jednak uznałem, że Hood nie miałby pewnie nic przeciwko, bym poszukał jakiś proszków. Zbliżyłem się jeszcze bardziej do blatu, a potem wyciągnąłem rękę. Zawahałem się po raz ostatni, a potem powoli i cicho, zacząłem otwierać szafki w celu znalezienia tabletek. Nie trwało to długo. Przy trzeciej próbie namierzyłem niewielki koszyczek z charakterystycznymi pudełkami. Pogrzebałem w nim, a następnie wyciągnąłem rozpuszczalne tabletki przeciwbólowe. Wyrwałem z listka dwie z nich. Resztę schowałem na miejsce, zamykając szafkę. Z suszarki wziąłem biały kubek. Napełniłem go wodą z butelki. Wrzuciłem proszki. Przez chwilę obserwowałem to, jak dwie tabletki rozpuszczają się w cieczy. Znowu poczułem, jak zaschło mi w ustach.
              Powtarzając w myślach stały po imprezowy tekst  więcej nie piję  przystawiłem naczynie do ust. Przechyliłem kubek, wypijając całą jego zawartość na jeden raz. Od razu poczułem się nieco lepiej. Przynajmniej język przestał mi się kleić do podniebienia. Teraz tylko musiałem poczekać, aż pulsujący ból w czaszce odejdzie.
 Cześć, Lukey.
                Byłem pewny, że Calum nadal przebywa w pokoju, który służył mu za sypialnię. Byłem pewny, że nadal smacznie śpi w łóżku. Dlatego zupełnie nie spodziewałem się tego, że wejdzie do kuchni. Po raz kolejny w ciągu tego weekendu przestraszyłem się jego osoby, co skutkowało następną porażką.
                Mianowicie jak tylko go usłyszałem, podskoczyłem. Kubek wysunął mi się z dłoni. Poleciał w dół, a potem roztrzaskał się o podłogę. Białe odłamki odskoczyły, rozsypując się po całej szerokości. Kilka z nich odbiło się od moich odsłoniętych stóp. Momentalnie poczułem, jak moje serce przyspiesza, a dłonie zaczynają się trząść. Jak bardzo Calum się wkurzy?
 Przepraszam… Nie chciałem… Przepraszam, zaraz to posprzątam  wydusiłem, szybko kucając.
               Zacząłem nerwowo gołymi rękami zgarniać odłamki na nierówną kupkę. Nie odważyłem się podnieść głowy, by spojrzeć na Hooda. Usłyszałem za to jego kroki. Chłopak również ukucnął, by móc się ze mną zrównać. Zacisnąłem usta, starając się opanować, ale i tak marnie mi to wychodziło. Czułem się beznadziejnym przypadkiem, który nie umie wykonać najprostszych czynności. Było mi wstyd.
 Obiecuję, że go odkupię i… Naprawdę bardzo przepraszam.
 Luke?
 Już sprzątam  pociągnąłem, w dalszym ciągu zgarniając pozostałości po kubku.
                  Przestałem w momencie, kiedy Calum złapał mnie za ręce. Przyjemne ciepło rozniosło się po moim ciele. Niepewnie spojrzałem w jego ciemne tęczówki. Uśmiechnął się. Mimo tego, że zniszczyłem jego rzecz, on wciąż się uśmiechał. Wstrzymałem powietrze, nadal czując się cholernie zażenowany sam sobą.
 Przepraszam  powiedziałem cicho po raz kolejny.
 Skarbie, to tylko głupi kubek. Nic się nie stało.
                  Z początku chciałem coś powiedzieć, ale kiedy zrozumiałem, w jaki sposób się do mnie zwrócił, głos ugrzęznął mi w gardle. Poruszyłem tylko niemo ustami. Nie mogłem oderwać wzroku od jego oczu, które patrzyły na mnie z troską. W tym spojrzeniu odnalazłem też czułość. Przyjemny dreszcz przebiegł mi po plecach, kiedy jego palce lekko musnęły mój policzek. Mogłem śmiało stwierdzić, że jeszcze trochę, a rozpłynę się pod wpływem jego dotyku. Potrzebowałem dłuższej chwili, by wrócić do rzeczywistości. Zaczerpnąłem głośniej powietrza, jakby od tego wszystkiego zabrakło mi tlenu.
 Przepraszam.
 Nic się nie stało  powtórzył, a jego dłonie znów spoczęły na moich.
                Powoli i pewnie ujął je w swoje. Odwrócił je, a potem spojrzał na nie. Powędrowałem wzrokiem w miejsce, w które się wpatrywał. Przez to wszystko nie zauważyłem ani nawet nie poczułem tego, że jeden odłamek skaleczył mnie w palec. Z niewielkiej rany wydobywały się małe krople krwi.
 Wstawaj, trzeba cię załatać  powiedział spokojny tonem.
 Ja…
 To tylko kubek, Lukey. Nic wielkiego. Zdarza się.
                Pokiwałem głową, a Calum uśmiechnął się po raz kolejny. Podniósł się, a potem ponownie zapał mnie za ręce. Pociągnął mnie do góry, pomagając mi wstać. Gdy się odwrócił, zacząłem śledzić jego ruchy, nadal nie mogąc oderwać od niego oczu. Chłopak podszedł do szafki, z której wcześniej wyciągnąłem tabletki. Otworzył ją i z samego końca wyjął paczkę plastrów.
 Nie mam innych  powiedział ze śmiechem, machając kolorowym pudełkiem.
                Z początku nie zarejestrowałem tego, co dokładnie jest narysowane na opakowaniu. Zresztą na daną chwilę mało mnie to interesowało. Dopiero później  gdy obmył i wysuszył mi palec, a także nakleił na nim plaster  zobaczyłem, co dokładnie się na nim znajduje. Mianowicie były to opatrunki przeznaczone dla dzieci. Zaśmiałem się, widząc różowy plaster z jedną z księżniczek Disneya.
 To jest tak, jak prosisz Michaela, by kupił ci plastry, a on uznaje, że zabawnie będzie ci przynieść coś takiego  odparł Hood, sprzątając wszystko z blatu.
 Są urocze.
 Są obciachowe  skwitował, wyciągając z kolejnej szafki szufelkę i zmiotkę.  Mógł wybrać Gwiezdne Wojny, Minionki lub Kubusia Puchatka.
 Nie jest źle.  Spojrzałem na niego ponownie.  Daj, ja to posprzątam.
 Mogę sam…
 Ja to zrobię  odparłem, przejmując od niego zmiotkę.  Nabałaganiłem, to posprzątam.
 To może zrobię kawę? Masz ochotę?
 Tak, poproszę.

                  Zmieniłem plaster. Teraz na moim palcu gościła inna bajkowa księżniczka. Wyrzuciłem śmieci do kosza, a potem ruszyłem w stronę salonu. Oparłem się o framugę, skupiając wzrok na Calumie. Chłopak siedział rozłożony na kanapie, a jego wzrok śledził niedzielne wiadomości. Na stoliku znajdowały się brudne naczynia po kawie, a także po naszym późnym śniadaniu.
                 Pod moim nosem wymalował się kolejny uśmiech, kiedy przypomniałem sobie, co powiedział do mnie w kuchni. A raczej, w jaki sposób mnie nazwał. Skarbie. Niby niewinne, może nawet mało znaczące słowo, które sprawiło, że uwierzyłem jeszcze bardziej w to, że być może Hood czuje do mnie to samo, co ja do niego. Dodatkowo wczoraj stwierdził, że traci dla mnie głowę. Cholernie przyjemnie było mieć pewność, że jednak twoje uczucie jest w jakimś stopniu odwzajemniane. Nadal jednak dziwiłem się, jakim cudem ktoś taki jak on, zainteresował się kimś takim jak ja.
 Luke?
                 Automatycznie oderwałem od niego wzrok, mając nadzieję na to, że nie widział tego, że od dłuższego czasu stoję i się na niego gapię. Błękitne tęczówki skupiłem na kolorowym plastrze, a potem podszedłem do kanapy, na której siedział. Zająłem miejsce po drugiej stronie, nadal koncentrując się na swoich dłoniach. Jak na złość, znów mój mózg postanowił przypomnieć mi wczorajsze wyjście do klubu.
 Coś się stało?
 Nie.
 Nie?  zapytał, podciągając się do pozycji siedzącej. Przybliżył się do mnie, a ja znów poczułem, że zrobiło mi się gorąco. Hood działał na mnie za szybko i za mocno.
 Chcę cię przeprosić.
 Co? Za co?
 Za wczoraj  powiedziałem powoli. Uznałem, że poruszenie tematu imprezy będzie teraz na miejscu.
 Nic nie zrobiłeś  odpowiedział, a ja w końcu podniosłem głowę. Od razu zobaczyłem parę ciemnych tęczówek, które dokładnie mnie obserwowały.
 Nie chciałem sprawić ci kłopotu.
 Nic zrobiłeś  powtórzył, kręcąc dodatkowo głową.
 Nie chciałem narobić ci obciachu.
 Nie zrobiłeś.
 Nie chciałem wyjść na kretyna przed twoimi znajomymi.
 Nie wyszedłeś. Chłopaki cię lubią.
 Nie chciałem narobić ci wstydu przed… Przed wszystkim.
 Nie zrobiłeś.
 Ale…
 Byłeś naprawdę uroczy  powiedział, a ja skrzywiłem się. Moja reakcja spowodowała, że Hood zaśmiał się cicho.  Mówię poważnie. Zobaczyłem nową odsłonę ciebie.
 Ta nowa odsłona jakoś nie bardzo mi się podoba.
 Wyluzowałeś i z tego, co widziałem, to dobrze się bawiłeś.
 Tak było.
 Właśnie, a o to chodziło. Nie zrobiłeś niczego, czego mógłbyś się wstydzić. Nie zrobiłeś niczego, przez co mogłaby się wstydzić reszta grupy.  Poklepał mnie po plecach.  Nie przejmuj się i nie myśl o tym w takich kategoriach.
 A ty? Ty dobrze się bawiłeś?
 Bawiłem się znakomicie  odpowiedział, a ja lekko się do niego uśmiechnąłem.
                 Nagle w pokoju rozbrzmiał dźwięk dzwonka. Calum oderwał wzrok od moich oczu, a potem rozejrzał się po pomieszczeniu. Szybko namierzył komórkę, która znajdowała się na stole. Urządzenie wibrowało, wyrzucając z siebie znaną mu melodię. Chłopak podniósł się, a następnie podszedł do niej, by po chwili odebrać połączenie. Nie chciałem podsłuchiwać jego prywatnej rozmowy, ale Hood znajdował się w tym samym pokoju, więc i tak część słów, wypowiedzianych przez niego, do mnie docierały. Po krótkiej wymianie zdań, zrozumiałem, że musi dzwonić do niego jego matka.
 Jestem cały dzień w domu… Świetnie, to czekam… O! Okej… To do zobaczenia  powiedział w końcówce, a potem rozłączył się.
               Podniosłem głowę, by znów na niego spojrzeć. Chłopak zacisnął usta, odkładając telefon z powrotem na stół. Odwrócił się powoli, a potem zagryzł dolną wargę.
 Przyjdzie moja mama  zaczął, a ja odruchowo podniosłem się z kanapy. Nerwowymi ruchami zacząłem poprawiać włosy, jakby to miało pomóc mi wyglądać lepiej.  Będzie tu za niecałe pół godziny i…
 Muszę się przebrać i… Trzeba ogarnąć pokój i…
 Lukey, wyluzuj. Moja mama nie zemdleje, jak zobaczy nas w dresach  powiedział ze śmiechem. Przełknąłem cicho ślinę, niepewnie kiwają głową.  Ale tak, musimy ogarnąć mieszkanie, bo zaraz zacznie nam robić wykłady o utrzymywaniu porządku.
 To szybko, bierzmy się do pracy  zarządziłem, łapiąc za pierwsze brudne naczynia.

              Ogólnie nie mieliśmy zbyt dużo pracy. Trochę porozwalanych rzeczy w łazience i niewielka sterta brudnych naczyń. Od samego początku, jak tylko pojawiłem się w mieszkaniu Caluma, widziałem, że chłopak nie ucieka od sprzątania, więc źle nie było. Musieliśmy tylko wprowadzić kilka porządkowych poprawek, by to gniazdko wyglądało na idealnie uporządkowane. Kiedy więc Hood ogarniał kuchnię, ja zająłem się łazienką i salonem. Najgorzej było, że nie mieliśmy na to zbyt wiele czasu, więc musieliśmy włączyć drugi bieg.
               Wypadłem rozpędzony z łazienki. Byłem całkiem zadowolony z efektu końcowego. Wszystko stało na swoim miejscu, a żadne brudne ubrania nie walały się tam, gdzie nie powinny. Całość wylądowała w koszu na pranie. Szybko wpadłem do pokoju, by jeszcze raz skontrolować poziom czystości. Było w porządku.
              Okręciłem się na pięcie i ruszyłem w stronę kuchni. W tym samym momencie wyleciał z pomieszczenia Calum. Ani ja, ani on nie zauważyliśmy siebie na drodze. Nasze tempo też nie było nazbyt małe, więc wlecieliśmy w siebie z impetem. Gdybyśmy brali udział w kreskówce, to rozpłaszczylibyśmy się na swoich ciałach. W rzeczywistości jednak było inaczej. Zderzyliśmy się głowami, a potem odbiliśmy się od siebie, jakbyśmy byli dużymi, gumowymi piłkami. Calum nie miał na czym się zatrzymać, więc zachwiał się i przewrócił na podłogę, padając na swoje cztery litery. Ja jeszcze próbowałem złapać jakikolwiek punkt zaczepienia, by uchronić się przed wywrotką. Zrobiłem kilka kroków do tyłu, chcąc złapać równowagę. Niestety na mojej drodze pojawiła się kanapa. Wpadłem na nią, a następnie przeleciałem przez jej bok. W ostatniej chwili udało mi się uczepić oparcia, więc nie runąłem w dół.
 Żyjesz?
 Ał… Tak, nic mi nie jest  odpowiedziałem, próbując wstać.
                  Nogi zwisały mi z boku kanapy. Głowa znów zaczęła mnie boleć. Próbowałem się podnieść, ale to udało mi się dopiero za drugim podejściem. Niezgrabnie dźwignąłem się do pozycji siedzącej. Wtedy też spojrzałem na znajdującego się na ziemi Caluma. Skrzywił się, masując sobie czoło. W tym momencie przestraszyłem się tego, że mogłem mu zrobić krzywdę. W końcu to nie on zatrzymał się na kanapie.
                 Zerwałem się z miejsca, doskakując do niego. Chłopak spojrzał na mnie, gdy padłem na kolana tuż przed nim. Dopiero po chwili zorientowałem się, że wsunąłem się między jego nogi, opierając dłonie o jego zgięte kolana. Jednak miałem to gdzieś. Dokładnie zlustrowałem jego twarz, mając nadzieję, że chłopak w żaden poważny sposób się nie uszkodził.
 Przepraszam.
 Luke, to nie twoja wina  powiedział ze śmiechem.
 Nic ci nie jest?
 Nie. Obyśmy tylko nie nabawili się guzów  dodał, nie odrywając ode mnie wzroku.
 Przepraszam.
 Masz dzisiaj jakiś dzień przepraszania?  zapytał, przechylając się bardziej w moją stronę.
              Ukradkiem zerknął na pozycję, w jakiej się znajdowaliśmy. On siedzący na podłodze, ze mną między swoimi nogami. Od razu poczułem, jak moje policzki robią się czerwone. I znów uderzyła we mnie fala gorąca.
 W porządku?  odezwałem się ponownie, by mieć stu procentową pewność, że faktycznie nic się nie stało.
 W porządku.
              Uśmiechnął się, nawet na moment nie odrywając ode mnie ciemnych tęczówek. Przez chwilę w nie spoglądałem, pałając się tym widokiem. Uwielbiałem jego oczy. Ten ich ciepły kolor i iskierki, które pojawiały się w nich za każdym razem, gdy był zadowolony lub szczęśliwy. A często mogłem je wyłapać i to cieszyło mnie najbardziej.
              Wstrzymałem powietrze, podnosząc rękę. Moje ruchy nie były nad wyraz pewne. Działałem z lekkim zawahaniem. W końcu jednak odgarnąłem z jego czoła pojedyncze kosmyki włosów. Potem przejechałem opuszkami palców przez policzek, by w końcówce ułożyć dłoń na jego ramieniu. Pochyliłem się bardziej, nie przerywając kontaktu wzrokowego. Byłem jak zahipnotyzowany. Mogłem tak siedzieć i wpatrywać się w niego do końca dnia albo nawet i dłużej.
                Drgnąłem, gdy poczułem na swoim ciele dłonie Caluma. Jedna ręka znalazła się na moim pasie, a druga na ramieniu. Potem przemieściła się na kark. Gdy tylko poczułem w tym miejscu jego ciepłe palce, ponownie zapiekły mnie policzki. Przyjemny dreszcz, który i on z pewnością wyczuł, przebiegł mi szybko po kręgosłupie. Przymknąłem powieki, kiedy chłopak zmniejszył odległość między nami. Jego ciepły oddech owiał moją twarz. Serce łomotało mi w klatce piersiowej, gdy czekałem na to, co za chwilę się wydarzy. A tak chciwie tego pragnąłem. Chciałem znów poczuć jego usta na swoich.
                Obaj podskoczyliśmy, kiedy w mieszkaniu rozległ się dźwięk domofonu. Mruknąłem z niezadowoleniem, gdy Calum raptownie się ode mnie odsunął. A było tak blisko… Pospiesznie wstał, a potem ruszył w kierunku drzwi wejściowych, przy których znajdowała się słuchawka domofonu. Zrobiłem wielkie oczy. Dopiero wtedy zrozumiałem, kogo za chwilę poznam.
                Dźwignąłem się na nogi, nerwowo poprawiając koszulkę, włosy i spodnie. Potem znów skupiłem wzrok na Calumie. Zaśmiał się.
 Moja mama cię nie zje. Jestem pewny, że szybko zacznie cię ubóstwiać.
                Pokiwałem głową, chcąc uchodzić za rozluźnionego. Nadal jednak byłem spięty i zdenerwowany. Zacząłem przestępować z nogi na nogę, nie mogąc tego kontrolować. Znów zacząłem owijać materiał koszulki wokół palca wskazującego.
                Spiąłem się w momencie, gdy Calum otworzył drzwi. W dalszym ciągu stał blisko nich, więc byłem pewny, że usłyszał kroki swojej rodzicielki. Wyprostowałem się, chcąc przyjąć naturalną pozycję. Uśmiechnąłem się, mając nadzieję, że zamaskuję tym stres, jaki mnie opanował.
 Mój kochany syneczek!
                Szczupła, niższa ode mnie kobieta, rzuciła się na szyję chłopakowi. Miała krótkie, idealnie uczesane, czarne włosy i wesołe oczy, które barwą przypominały te Caluma. Na jej okrągłej twarzy wymalowany był szeroki, przyjazny uśmiech. Objęła go ciasno, jakby nie widziała się z nim od długiego czasu. Musiałem przyznać to, że byli do siebie podobni.
 Dobrze cię widzieć, mamo.
 Zrobiłam lasagne i… Och, czy to jest Luke?
               Wcisnęła w ręce Hooda płaskie, zapakowane naczynie. Zrobiła to z taką siłą, że jej syn niemalże zgiął się w pół. Spojrzał na nią z niezadowoleniem, gdy ruszyła szybko w moją stronę. Potem zerknął na mnie i znów się uśmiechnął. Chciałem wyjść na osobę z dobrymi manierami, więc już wyciągałem dłoń, by oficjalnie się przedstawić. Joy jednak miała zupełnie inne plany. Po chwili tonąłem w jej uścisku, jakbyśmy znali się od dawna. Poklepała mnie czule po plecach. Następnie odsunęła się, nadal trzymając mnie za ramiona. Uważnie zlustrowała moją twarz, nawet na moment nie gubiąc szerokiego i zadowolonego uśmiechu.
 Miło cię poznać, Luke. Jestem Joy.
 Luke Hemmings  wydusiłem, będąc zaskoczony jej pozytywną reakcją. Moja matka prędzej wsadziłaby sobie głowę do pieca, niż przytuliła mojego znajomego na powitanie.  Bardzo miło mi panią poznać.
 Mów mi po prostu Joy  dodała, klepiąc mnie po przedramieniu.  Ależ ty jesteś przystojny  pociągnęła, a potem spojrzała na Caluma, który do nas podszedł.
 Mamo…
 Nie gadaj, tylko działaj. Przynieś talerze. Jedzenie jest jeszcze ciepłe. A tak w ogóle, byliście gdzieś wczoraj? Wyglądacie na niewyspanych i…
 Byliśmy na imprezie.
 Ashton i Michael też tam byli?
 Tak.
 Tak dawno ich nie widziałam.  Klasnęła lekko w dłonie.  Calum, talerze i sztućce.
 Już się robi.
 Pomogę…  Zacząłem, ale Joy szybko mi przerwała.
 A ty, kochanie, dotrzymasz mi towarzystwa  odparła, ciągnąć mnie w stronę stołu.
                  Widziałem jeszcze ukradkiem, jak Calum przekręca oczami. Jednak nie protestował, tylko posłusznie udał się do kuchni, tak jak chciała jego matka, ówcześnie zostawiając w pokoju zapakowane jedzenie. Joy usiadła przy stole, a ja zająłem miejsce naprzeciwko niej. Kobieta po raz kolejny obdarzyła mnie ciepłym uśmiechem.
 Naprawdę nie mogłam się doczekać, kiedy cię poznam. Calum dużo mi o tobie opowiadał.
 Nie przesadzaj, nie tak dużo!  krzyknął chłopak z kuchni. Joy zaśmiała się.
 Dużo  skwitowała z pewnością w głosie.  Przyjechałeś z Rochester, tak?
 Dokładnie.
 Chęć zmiany otoczenia?  zapytała, a ja nerwowo zagryzłem wargę.
 Mamo, proszę, nie rób mu przesłuchania  powiedział Calum, wracając do pokoju. Ustawił przed nami talerze i sztućce.
 Nie robię.
 Właśnie robisz.
                 Joy zmarszczyła nos, co w jej wykonaniu wyglądało całkiem zabawnie. Następnie znów skupiła wzrok na mnie.
 Chciałem zmiany  odpowiedziałem powoli.
                Jak tylko chłopak rozwinął przyniesione przez kobietę jedzenie, od razu poczułem przyjemny zapach przypraw, sosu i pieczonego sera. Mimo tego, że jakiś czas temu skończyliśmy swoje późne śniadanie w postaci kanapek, to teraz znów poczułem się głodny.
 Pracujesz gdzieś?
 Szukam pracy  powiedziałem, lekko naginając prawdę, a potem podziękowałem szybko, kiedy Calum nałożył mi na talerz wielki kawałek lasagne. Teraz jej zapach był jeszcze bardziej intensywniejszy, gdy znalazł się tuż pod moim nosem.  To wygląda przepysznie, Joy.
 Mam nadzieję, że będzie smakować  odpowiedziała z uśmiechem.  Jestem pewna, że niedługo znajdziesz coś, co będzie ci pasować.
 Też mam taką nadzieję  pociągnąłem, łapiąc za widelec.

                 Wizyta Joy zakończyła się wieczorem. Musiałem przyznać, że mama Hooda naprawdę była przemiłą i sympatyczną osobą. Traktowała mnie normalnie, tak jakbyśmy znali się od bardzo dawna. Nie podchodziła do mnie z dystansem, choć co prawda nie znała całej mojej historii. Dodatkowo akceptowała osoby takie jak ja, co tym bardziej sprawiało, że przebywanie w jej towarzystwie było swobodniejsze i niekrępujące. Mogę się założyć, że moi rodzice nie byliby tacy chętni do rozmowy, gdybym przedstawił im Caluma. Z góry pewnie by go przekreślili.
 Twoja mama jest naprawdę świetną kobietą  powiedziałem, siadając obok chłopaka.
                  Byliśmy już praktycznie przygotowani do snu. Chcieliśmy jednak jeszcze obejrzeć coś w telewizji. Dzisiaj Hood nie mógł sobie pozwolić na to, by siedzieć ze mną dłużej. Rano znów czekała go wyprawa do pracy. Ja również nie zamierzałem zmarnować nowego dnia. Ustaliłem sobie idealny plan działania. Korzystając z komputera, który Calum udostępnił mi do użytkowania, chciałem stworzyć perfekcyjne CV, a potem przejrzeć ogłoszenia o pracę. Nie zamierzałem siedzieć bezczynnie, tylko znaleźć robotę jak najszybciej.
 Jest zakręcona.
 Ale tak bardzo pozytywnie  odpowiedziałem, a chłopak zaśmiał się.  Naprawdę ją lubię.
 Czasem potrafi być wścibska i…
 I tak ją lubię  powiedziałem z uśmiechem. – Chciałbym, by moja matka była, chociaż po części taka, jak ona.
               Nie byłem pewny, dlaczego w ogóle powiedziałem to nagłos. Prawda była taka, że cholernie zazdrościłem mu relacji z rodzicami. Wnioskując po tym, co opowiadała mi Joy, chłopak był też blisko ze swoim ojcem i siostrą. W moich oczach tworzyli obraz idealnej wręcz rodziny, gdzie niema podziałów na gorszych i lepszych. Akceptowali i wspierali się, bez względu na to, co się działo.
 Może twojej mamie też się odmieni i…
 Bardzo w to wątpię.
                Chłopak przybliżył się, zarzucając mi rękę na ramię. Odruchowo odwróciłem się bardziej w jego stronę. Przez chwilę nie odrywałem wzroku od jego spokojnej twarzy. W jego oczach znów pojawiła się troska. Nie chciałem, by się o mnie martwił, a chyba tak właśnie było. Dlatego zdobyłem się na uśmiech, a potem nabierając odrobiny więcej pewności siebie, splotłem swoje palce z jego. Calum również się uśmiechnął.
 Na szczęście mam ciebie. Przy tobie czuję się… normalnie.
 O właśnie. I tak powinno być, Lukey.
 Wiesz… Lubię, jak tak do mnie mówisz  powiedziałem cicho.
 I tak chyba powinienem znaleźć ci jakąś słodką ksywkę. Taką, która będzie do ciebie pasować – rzucił, a potem zaśmiał się na widok mojej zdegustowanej miny. Posłużył się niemal identycznymi słowami, jak ja wczoraj.
 Musiałeś?
 Nie mogłem się powstrzymać.
 Teraz znów mam ochotę zapaść się pod ziemię  mruknąłem, kręcąc nosem.
 A ja mam ochotę na coś zupełnie innego  powiedział cicho, a potem przybliżył się jeszcze bardziej. Odruchowo wstrzymałem oddech, gdy jego usta znalazły się dosłownie kilka milimetrów przed moimi.  Czekałem na to przez cały dzień.
– Ja tak samo  wydusiłem, czując jak znów moje policzki robią się czerwone.
                Calum bez zawahania objął mnie mocniej, a potem połączył nasze usta. Odpowiedziałem na pocałunek z taką samą czułością i zachłannością jak on. Zdecydowanie tego mi brakowało. Zdecydowanie tego potrzebowałem i tak samo, jak on, czekałem na to przez cały dzień. Miałem też wrażenie, że zatapiam się w tym uczuciu do niego, co raz bardziej. Coraz głębiej. I bez przeszkód poddawałem się temu, nie chcą się bronić. Chciałem, by Calum był oficjalnie mój. Tylko mój. 


***
Biedny Luke załapał tak zwanego moralniaka, ale Hemmo wyluzuj źle nie było. Calum się nie gniewa XD 
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Standardowo zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam znajdziecie informacje o tym, co i kiedy się pojawia.

Pozdrawiam i do następnego!

#SaveMeFF