niedziela, 28 stycznia 2018

#17 Czyś ty zwariował?

            Podniosłem głowę, gdy Calum wrócił do salonu. Był już wyszykowany i gotowy do pracy. Wiedziałem, że jeszcze chwila i wyjdzie z mieszkania, a za jakiś czas będę go mógł usłyszeć w audycji radiowej, którą praktycznie zawsze słucham. Dokładnie śledziłem go wzrokiem, kiedy ubierał buty. Gdy się odwrócił, szybko spuściłem głowę, udając, że nadal jestem pochłonięty przeglądaniem ogłoszeń. Usłyszałem jego kroki. Dopiero wtedy ponownie spojrzałem na niego. Zatrzymał się przy stole.
 Znalazłeś coś ciekawego?  zapytał z lekkim uśmiechem.
 Jest ogłoszenie z pizzerii. Mógłbym robić za kelnera.
            Calum obszedł stół. Stanął za moimi plecami. Pochylił się, a ja automatycznie wstrzymałem powietrze w płucach. Poczułem znany mi zapach jego perfum. Zrobiło mi się gorąco, kiedy doszło do mnie, jak blisko się znajduje.
 Wymagają minimum dwuletniego doświadczenia. Pracowałeś wcześniej jako kelner?
 Nie, więc nie było tematu  odparłem, krzywiąc się.
 Pamiętasz, co zawsze ci powtarzam w tej kwestii?  rzucił, a jego dłoń dotknęła mojego ramienia. Szybki dreszcz przebiegł mi po plecach. To było cholernie przyjemne.  Że masz się, co?
 Nie przejmować i nie spieszyć – wyrecytowałem, znając już to na pamięć, bo Hood naprawdę wielokrotnie mi to powtarzał, jak zaczynałem wątpić w siebie i w to, że kiedykolwiek uda mi się znaleźć jakąś robotę.
 Właśnie. To wymaga czasu.
 Wiem.
 A ty nie masz się, czym martwić.
 Nadal nie podoba mi się to, że jakby nie patrzeć, siedzę ci w kieszeni. Znalezienie pracy jest dla mnie priorytetem.
 Za kilka dni jest bankiet, na który ze mną idziesz  powiedział, a ja zmarszczyłem nos. Odchyliłem się bardziej, by móc na niego spojrzeć. Nie ma to jak szybka zmiana tematu.  Nie wycofasz się, prawda?
– Oczywiście, że nie  odpowiedziałem, uśmiechając się.
 Więc na dzisiaj priorytetem dla naszej dwójki jest znalezienie garniturów.  Zrobiłem wielkie oczy, a Calum zaśmiał się. Zupełnie zapomniałem, że nie dysponowałem niczym, w czym mógłbym iść.  Idziemy dziś na zakupy. Michael i Ash do nas dołączą.
 W porządku.
 Mam po ciebie przyjechać, czy…
 Nie, po co masz krążyć  powiedziałem, machając ręką.  Podjadę pod redakcję i tam się spotkamy.
 Na pewno?
 Tak. Mała wycieczka dobrze mi zrobi. O której mam być?
 Czwarta pasuje?
 Będę o czwartej  odpowiedziałem, odwracając się i skupiając wzrok z powrotem na gazecie.
 Super, to do zobaczenia  rzucił, a potem poklepał mnie po ramieniu.
 Miłego dnia, Cal.
 Miłego dnia, Lukey  odparł, a następnie złapał za leżącą na stole teczkę.
               Raz jeszcze zerknął na mnie, uśmiechając się szeroko. Odpowiedziałem tym samym. Potem odprowadziłem go wzrokiem do drzwi. Kiedy wyszedł z mieszkania, westchnąłem pod nosem po raz kolejny. Byłem trochę… rozczarowany. Ale to rozczarowanie nie pojawiło się przez felerne ogłoszenie, dzisiejsze wyjście po garnitury czy sam bankiet, na który szliśmy. To rozczarowanie wzięło się stąd, że cicho liczyłem na jakiś cieplejszy gest ze strony Hooda. Może jakiś buziak na do widzenia? Dobra, może odrobinę pod tym względem przeginałem, ale nadal cholernie pragnąłem zmiany naszej relacji. Prawda jednak była taka, że nie potrafiłem się za nią dobrze zabrać. Nie wiedziałem, co mogę jeszcze zrobić, by jeszcze bardziej przyciągnąć do siebie Caluma, który był często dość ostrożny w stosunku do mnie. Najprostszą metodą byłaby rozmowa, w której bym wprost powiedział mu to, co czuję. Problem był jednak taki, że nie miałem zbyt dużej odwagi, by powiedzieć to nagłos.

                Zrobiłem przerwę od poszukiwań. Musiałem od tego odpocząć, bo w pewnym momencie nie byłem już w stanie rozróżniać ogłoszeń, przez które od rana się przekopywałem. A większość tych, które mnie zainteresowały, wymagały tego przeklętego doświadczenia, które u mnie było jednym wielkim zerem.
                W ramach wytchnienia od komputera i gazety, zabrałem się za sprzątanie. Zauważyłem, że domowe obowiązki skutecznie potrafią odciągnąć moje myśli od problemu, jakim był brak pracy. Jakby to całe ścieranie, mycie i pucowanie było, czymś w rodzaju psychicznego relaksu. Do tego dawało poczucie kontroli, jaką miałem nad tymi wszystkimi czynnościami, które robiłem.
              Wyłączyłem odkurzacz, a następnie schowałem go do szafki. Oparłem ręce na biodrach, rozglądając się po pomieszczeniu i podziwiając dzieło pseudo perfekcyjnego pana domu. Wyprostowałem się z dumą, uznając, że nasze mieszkanie idealnie przeszłoby test słynnej białej rękawiczki. Czyściuteńko.
              Prawie podskoczyłem w miejscu, kiedy rozległ się znany dźwięk dzwonka. Komórka podrygiwała na stole, wyrzucając z siebie melodię. Zagłuszyła też włączone radio, które było ustawione na stacji BostonRadioOne. Pospiesznie podniosłem urządzenie. Nie byłem zdziwiony imieniem, które wyświetliło się na ekranie. Od czasu wielkiej zgodny ja i Ben często do siebie dzwoniliśmy. Miałem też wrażenie, że nie mieliśmy nigdy wcześniej tak dobrej relacji, jak teraz.
 Cześć, Ben  rzuciłem, gdy tylko odebrałem połączenie.
 Cześć, mam nadzieję, że ci nie przeszkadzam?
 Oczywiście, że nie – odparłem, siadając na kanapie.  Mam dużo wolnego czasu.
 Nadal szukasz pracy?
 Niestety tak.
 W końcu coś znajdziesz, to tylko kwestia czasu.
 Mówisz, jak Calum  rzuciłem ze śmiechem.
– To ten twój współlokator?  Przytaknąłem szybko.  Słyszałem go dzisiaj.
 Słyszałeś?  odparłem zdziwiony.
 Tak jak mi poleciłeś, odpaliłem internetowe radio na stronie stacji, w której pracuje.
 Faktycznie…
 Po głosie wydaje się być fajnym i miłym kolesiem.
 I taki jest. Dużo mi pomógł i… Wiele mu zawdzięczam  powiedziałem z uśmiechem.  Jest dla mnie… jest dla mnie ważny.
– Luke?
 Tak?
 Czy Calum ma status tylko współlokatora?
 Jest moim przyjacielem  odpowiedziałem szybko, a Ben zaśmiał się cicho.  Co?
 Coś mi się zdaje, że jest kimś więcej niż przyjacielem.  Kiedy tylko to powiedział, wstrzymałem powietrze w płucach. Poczułem też, jak moje policzki oblewają się czerwienią. Na szczęście Ben nie mógł tego zobaczyć.  Jak to z wami jest?
– Jest przyjacielem  powtórzyłem, śmiejąc się nerwowo.
               Ben pierwszy raz poruszył temat, który wiązał się z moją orientacją seksualną. Oczywiście pomijając tę rozmowę, od której nastąpił przełom w naszej braterskiej relacji. Dlatego nie za bardzo wiedziałem, co powinienem mu powiedzieć. Nie wiedziałem, jak będzie reagował, chociaż on sam to rozpoczął. Nadal obawiałem się tego, co faktycznie może o tym myśleć.
 Podoba ci się?
 Ja… Ben nie musimy o tym…  Chłopak zaśmiał się, a ja zagryzłem wargę. Poziom stresu znów odrobinę wzrósł.  Naprawdę nie musimy o tym rozmawiać.
 Luke, poważnie? Będziesz mnie zbywać za każdym razem, kiedy będę pytał o twoje życie uczuciowe? Jestem twoim bratem. Akceptuję cię w stu procentach. Chcę, byś był szczęśliwy. Jeśli jest jakiś mężczyzna, który powoduje na twojej twarzy uśmiech i troszczy się o ciebie, a ty czujesz się przy nim dobrze, to nic mi do tego. Będę się z tego cieszyć razem z tobą.
                Kiedy to usłyszałem, zacisnąłem usta. Zamrugałem kilka razy, chcąc odgonić łzy, które pojawiły się w moich oczach. Nadal dość emocjonalnie podchodziłem do niektórych tematów  tym bardziej, gdy to miało związek z tym, kim jestem i z moją rodziną. Zacząłem skubać paznokciami dolną część koszulki, jakby to miało mi pomóc się uspokoić.
 Dziękuję  wydusiłem, choć sam nie byłem pewny, czy to słowo jest w tym momencie właściwe.
 Więc jak to jest z Calumem? – dopytał, a ja wyczułem, że musiał się uśmiechnąć.
 Chyba wpadłem  odparłem i cicho zaśmiałem się.
 A on?
 Chyba też coś czuje, ale… W sumie sam nie wiem.
 Zależy ci na nim?
 Bardzo  powiedziałem cicho.
 W takim razie musisz mu o tym wyraźnie dać znać.
 Czy to ten moment, kiedy ty jako mój starszy brat dajesz mi dobre rady na to, bym zdobył drugą połówkę?  zapytałem ze śmiechem.
 To właśnie ten moment, braciszku  odparł, a ja pokręciłem głową.  Słuchaj i przyswajaj wiedzę. Po prostu musisz być bardziej śmielszy i pewniejszy. Przełam się, wykonując w jego stronę odważniejsze gesty. Nie migaj się i nie ukrywaj niczego, bo nic z tego nie wyjdzie. Zdobądź się na to i daj mu wyraźnie znać, że coś jest na rzeczy. Niech to będzie do bólu oczywiste. A kiedy poruszy ten temat, nie kłam, tylko przyznaj się do tego, co czujesz. Znasz go, prawda? Calum chyba nie jest z tych, którzy by cię wyśmiali?
 Nie, zdecydowanie nie jest.
 Więc co ci szkodzi? Po prostu działaj.
                 Ponownie zagryzłem wargę, analizując na szybko każde wypowiedziane przez Bena słowo i… Cholera, miał rację. W sumie upewnił mnie w tym, co powinienem zrobić. Dodał mi też odwagi, by naprawdę zacząć coś robić w tym kierunku. Odrzucając wszelkie obawy, postanowiłem wziąć się do pracy i zdobyć to, czego od tak dawna pragnąłem. Postanowiłem zawalczyć o miłość. I cicho liczyłem na to, że coś faktycznie z tego wyjdzie.

                Stałem przy drzwiach redakcji. Mój wzrok skupiony był na dużym, kolorowym plakacie, który informował o nowej ramówce radia. Uśmiechałem się pod nosem, jak kretyn, bo na dole znajdowały się niewielkie zdjęcia prezenterów i dziennikarzy, którzy pracowali dla stacji. Chyba nie muszę mówić, kogo znalazłem jako pierwszego i na kogo gapiłem się najdłużej.
                Automatycznie odwróciłem się, kiedy drzwi wejściowe do budynku się otworzyły. Spojrzałem na grupkę wychodzących z środka ludzi. Blondynka w jasnej bluzie zmierzyła mnie wzrokiem od góry do dołu, a potem uśmiechnęła się. Powiedziała coś do swojej koleżanki, a następnie obie odłączyły się od reszty i ruszyły w kierunku przejścia dla pieszych. Raz jeszcze zerknęła na mnie przez ramię, ale ja szybko skupiłem się na drzwiach, z których w każdej chwili mógł wyłonić się Calum.
              Przystąpiłem z nogi na nogę, czując zniecierpliwienie. Wyciągnąłem komórkę, by sprawdzić godzinę. Było już dziesięć minut po czwartej, a chłopaków nie było. Domyślałem się, że być może coś ich zatrzymało, więc na razie nie zamierzałem napastować Hooda telefonami.
Zdążyłem wsunąć urządzenie z powrotem do kieszeni, a drzwi od redakcji po raz kolejny się otworzyły. Od razu uśmiechnąłem się, widząc znane twarze. Calum natychmiast mnie zauważył i zatrzymał się obok.
 Przepraszam, musieliśmy jeszcze na szybko omówić jedną sprawę.
 Jasne, nic się nie stało – odparłem, wzruszając ramionami.
              Będzie to przegięcie, jak uściskam go na powitane? Tak, zdecydowanie będzie, bo jesteśmy w miejscu publicznym. Powstrzymałem się więc od wykonania jakiekolwiek gestu w jego stronę. Nadal jednak pamiętałem o swoim nowym postanowieniu, które chciałem realizować. To musiało jednak odrobinę poczekać.
 Jest i on!  rzucił Michael, wyciągając w moją stronę rękę.  Dobrze cię widzieć.
 Ciebie również.  Uścisnąłem jego dłoń, a następnie spojrzałem na Irwina.  Cześć, Ash.
 Cześć, młody. Gotowy na buszowanie wśród wieszaków? Bo mnie, aż skręca od środka z tej radości, że będę musiał łazić po sklepach  skwitował a ja zaśmiałem się, bo chłopak miał minę, jakby go mieli co najmniej torturować.
 Zluzuj i zmień nastawienie  powiedział Calum, uderzając go w ramię.  Nie będziemy łazić po sklepach  pociągnął, zerkając na niego, a potem ciemne tęczówki skupiły się na mnie.  W tym centrum handlowym, który jest w pobliżu parku, jest duży sklep z garniturami.
 Och, pamiętam go!  odezwał się Clifford.  Chyba tam zawsze wszystko kupowaliśmy, jak chcieliśmy wglądać na ludzi z klasą.
 Czyli nie będziemy łazić po sklepach?  zapytał kontrolnie Ash. Calum pokręcił głową.  Ulżyło mi  powiedział ze śmiechem.  Dobra, to bierzmy się do roboty. Wieczorem leci mecz i chcę na niego zdążyć.
 Chłopaki do nas przyjdą  poinformował mnie Hood, kiedy ruszyliśmy w stronę parkingu.  O tym zapomniałem ci powiedzieć rano.
 Nie ma problemu.
 Mam nadzieję, że nie pokrzyżowaliśmy ci planów?
 Nie miałem żadnych planów  pociągnąłem, kręcąc głową.  Chętnie obejrzę z wami mecz.

                Rozglądałem się po sklepie, czując się odrobinę zagubiony. Towarzyszyło mi też zażenowanie, że Calum znów będzie musiał za mnie płacić, a jak wiadomo, nie ma co porównywać koszu zakupu koszulki czy bielizny do całego garnituru. Wcześniej jakoś to do mnie nie docierało, dopiero gdy przekroczyłem próg sklepu, a czerwone metki rzuciły mi się w oczy. Teraz tym bardziej obiecałem sobie to, że jak tylko znajdę pracę, to oddam chłopakowi wszystkie pieniądze, jakie na mnie wydał. Wtedy będę się czuł o wiele bardziej w porządku w stosunku do niego.
 Wszystko okej?  zapytał Calum, kiedy przez moment nie odrywałem wzroku od sklepowej podłogi.
 Tak  skłamałem, uśmiechając się. Nie chciałem po raz kolejny rozpoczynać dyskusji na temat kupowania mi czegokolwiek. Hood i tak by nie odpuścił.
 Znalazłeś coś ciekawego?  Pokręciłem głową.  Ja też nie. Chyba postawię na klasyczną czerń i będzie z głowy.
 To dobry pomysł. Chyba też tak zrobię.
 Będziemy do siebie pasować  rzucił z uśmiechem, a potem ruszył w stronę wieszaków, przy których stała pozostała dwójka. Nie chcąc zostawać w tyle, poszedłem za nim.
 A jak bym wziął ten  powiedział Michael, wskazując na wściekle czerwoną marynarkę.  Pasowałoby mi do włosów. Do tego dodałbym krawat w penisy.
 Ja się do niego nie przyznaję  mruknął Irwin, przekręcając oczami.  W penisy, poważnie?
 Mogę penisy zmienić na damskie piersi, wtedy będzie bardziej heteroseksualnie.
 Ty masz coś z głową i mam nadzieję, że tym nie da się zarazić  pociągnął Ash, marszcząc nos.  To ważny dla naszego radia bankiet, więc mam nadzieję, że na imprezie nie wywalisz z czymś durnym.
 Nie muszę, wystarczy, że ty tam będziesz, a odwalisz całą robotę za mnie  powiedział, a potem parsknął głośnym śmiechem. Obsługa z ciekawością zerknęła w naszą stronę. Zakryłem usta dłonią, starając się nie roześmiać.
 Trzeba go było zostawić w samochodzie  odparł Irwin, a potem spojrzał w stronę wieszaków.
 Dzień dobry, może mogłabym panom w czymś pomóc?
               Cała nasza czwórka automatycznie odwróciła się w kierunku kobiety, która zatrzymała się obok nas. Włosy związane miała w ciasny kok, a na białej koszuli przypiętą miała plakietkę z imieniem Eva.
 Potrzebujemy czterech garniturów  odezwał się Calum, uśmiechając się do niej.  Do tego koszule i krawaty.
 Czyli cały komplet?  dopytała, nie odrywając od niego wzroku.
 Dokładnie.
– Mamy sztywną pracowniczą imprezę, na której mamy wglądać, jak profesjonalni ludzie z branży  dodał Michael, a potem wskazał na czerwony garnitur.  Ten mi się podoba, ale nie wiem, czy się nada.
               Kobieta przekrzywiła głowę, lustrując dokładnie sylwetkę Clifforda. Jej wzrok dłużej zatrzymał się na jego roztrzepanych włosach. Potem zerknęła na garnitur, który pokazywał. Uśmiechnęła się, lekko kręcąc przy tym głową.
 Zapewne chodzi o duże wydarzenie, a przeważnie na takich wyjściach dominują bardziej stonowane kolory  powiedziała ostrożnie.  Skoro woli pan coś mniej klasycznego, to może pójdziemy w ciemne bordo lub śliwkę?
 Och, chyba się dogadamy  rzucił z uśmiechem.  Chętnie je zobaczę.
 W porządku, zapraszam – pociągnęła, zachęcając go gestem, by poszedł za nią.  Resztę panów zapraszam na kanapę. Za chwilę do panów wrócę.
 Dziękujemy  odpowiedział Irwin, a potem jako pierwszy skierował się w stronę czarnej sofy, która stała tuż przy przymierzalniach.
                Miałem wrażenie, że to całe przymierzanie, zmienianie koszul i krawatów  a w przypadku mnie i Michaela także wybieranie obuwia  trwało w nieskończoność. Plusem tego wszystkiego było to, że faktycznie sklep był wyposażony we wszystko, czego się potrzebowało, gdy szykowało się właśnie takie wyjście. Nie trzeba było odwiedzać innych miejsc, bo wszystko załatwić można było w jednym punkcie. Dodatkowo Calum kupił nam, jak to określił, eleganckie bokserki i skarpetki do garnituru, które musieliśmy mieć. Uznał, że bielizny nigdy za mało, więc wróciłem do domu z kolejnym zakupem, który nie był dzisiaj na naszej liście pilnych rzeczy do zdobycia.

                Wszedłem do kuchni. Otworzyłem szafkę, wyciągając z niej sztućce. Potem zajrzałem do szuflady, odnajdując otwieracz. Nawet tu czułem zapach przywiezionego przez nas jedzenia. Byłem jeszcze bardziej głodny, niż wtedy jak wychodziłem ze sklepu z garniturami.
                Kiedy tylko o tym pomyślałem, przypomniałem sobie o mojej liście, którą nałogowo wypełniałem. Drobnym maczkiem wypunktowane tam były rzeczy, które kupił mi Calum, a za które zamierzałem mu oddać pieniądze. A trochę się tego nazbierało. Niewielka karteczka leżała pod słoikiem, do którego wrzucałem resztę z zakupów. Słoik zaś stał na lodówce.
               Wyciągnąłem karteczkę. Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Szybko odnalazłem długopis, który znajdował się na parapecie. Któryś z nas musiał go tam przez przypadek zostawić. Nachyliłem się, dopisując do listy cenę garnituru z dodatkami.
 Co robisz?
               Aż podskoczyłem, kiedy usłyszałem głos Hooda za plecami. Od razu wyprostowałem się, a potem odwróciłem w jego stronę. Brązowe tęczówki z ciekawością mi się przyglądały. Przekrzywił lekko głową, co w jego wykonaniu wyglądało naprawdę uroczo. Wiedziałem, że nie ma sensu kłamać ani tym bardziej migać się od odpowiedzi, skoro miał łatwy dostęp do mojej listy.
 Dopisuję garnitur  rzuciłem, wzruszając ramionami.
 Do czego?
 Do rzeczy, za które chcę się później z tobą rozliczyć.
 No przestań  odparł, podchodząc bliżej. Delikatnie i powoli wysunął mi karteczkę z dłoni, a potem dokładnie przyjrzał się wypunktowanym cenom.  Nie zgadzam się.
 Calum, tak nie można  jęknąłem, marszcząc nos.  Zresztą będę czuł się bardziej w porządku, jak zwrócę ci za to pieniądze.
 Wolałbym, byś odłożył tę kwotę na studia, na które tak bardzo chcesz wrócić.
 Studia mogą poczekać.
 Ale ja nie chcę twoich pieniędzy  powiedział, wzruszając ramionami. Przez chwilę spoglądaliśmy na siebie w milczeniu. Chłopak w końcu się uśmiechną.  Nie przyjmę ich.
 Ale… ale… tak nie można  powtórzyłem, bo nic innego nie przychodziło mi do głowy.  To naprawdę za wiele i…
 To masz problem  skwitował, a potem zanim zdążyłem zaprotestować, zgniótł kartkę i włożył ją do buzi. Zrobiłem wielkie oczy, rozchylając jednocześnie usta z niedowierzaniem. Hood parsknął śmiechem.
 Nie zrobiłeś tego  wydusiłem, co rozbawiło go jeszcze bardziej.  Oddaj!
 Jest już obśliniona.
 To nic, oddaj  odparłem, podchodząc do niego jeszcze bliżej.  W sumie sam nie wiedziałem, co powinienem teraz zrobić. Przecież siłą nie wyciągnę mu tej kartki z ust.  Calum!
 Całkiem nieźle smakuje.
 Czyś ty zwariował?
 Możliwe  powiedział, a ja dopiero wtedy zrozumiałem, jak blisko niego jestem.
                 Podniosłem wzrok, wpatrując się w jego ciemne tęczówki. Na jego twarzy malowało się rozbawienie. Chłopak ewidentnie dobrze się bawił. Widząc to zadowolenie, które od niego biło, sam zacząłem się śmiać. Zdobywając się na większą odwagę, przejechałem palcami po jego ręku. To wystarczyło, by chłopak złapał moją dłoń. Od razu poczułem uderzenie przyjemnego ciepła.
 Naprawdę zamierzasz ją zjeść?  zapytałem, unosząc jedną brew.
– Miałem zamiar ją wyrzucić, jak tylko wyjdziesz z kuchni, ale jeśli będziemy tak stać dalej to tak, zjem ją. I nie chcę więcej słyszeć o zwracaniu mi jakichkolwiek pieniędzy. Zainwestuj w siebie i swoją przyszłość.
 Calum  zacząłem, przekręcając oczami.
 Bez dyskusji, koniec tematu.
                Wypuściłem cicho powietrze z ust. Jego palce mocniej zacisnęły się na mojej dłoni. Przyjemny dreszcz przebiegł mi po plecach. Wtedy też zacząłem się zastanawiać, czy kiedykolwiek przestanę reagować na niego w taki sposób. Czy moje ciało i zmysły w końcu się przyzwyczają do tego dotyku i bliskości, a ja nie będę się czerwienił, jak kretyn?
 Ej, chodźcie, zaczyna się studio!  zawołał Michael.
 Koniec tematu  powtórzył z uśmiechem Hood.
 Niech ci będzie – odpowiedziałem, a potem przybliżyłem się jeszcze bardziej.
               Musnąłem jego usta swoimi, a następnie minąłem go. Zabrałem przygotowane rzeczy i wyszedłem z kuchni, zostawiając go samego. Na mojej twarzy pojawił się triumfujący uśmiech. Zrobiłem to. Znowu sam zainicjowałem mały kontakt, a on ani razu się nie odsunął, ani mnie nie odepchnął. Choć serce łomotało mi w klatce piersiowej, to jednak czułem się w pewien sposób pewniejszy. Nie wiedziałem, że to może być, aż tak proste  szczególnie że w pokoju obok znajdowali się jego kumple. Ale przełamałem się. I teraz czułem się doskonale.

               Podniosłem się z kanapy. Pozbierałem puste pudełka po jedzeniu, wrzucając je do reklamówki. Zabrałem też opróżnione butelki po piwie. Zaproponowałem chłopakom następną kolejkę, a oni od razu się zgodzili. Z tym wszystkim ruszyłem do kuchni.
               Wyrzuciłem śmieci do kosza, a następnie wyciągnąłem z lodówki piwo. Zamknąłem drzwiczki. Lekko drgnąłem, gdy zobaczyłem stojącego obok Ashtona. Nawet nie słyszałem, że wchodzi do pomieszczenia, więc nic dziwnego, że jego nagłe pojawienie się, odrobinę mnie wystraszyło. Doskonale za to słyszałem Michaela i Caluma, którzy zawzięcie dyskutowali na temat oglądanego przez nas meczu.
 Zajmę ci tylko chwilę  powiedział, a ja pokiwałem głową. Zrobiłem też automatycznie krok do tyłu. Ustawiłem butelki na blacie, a potem oparłem się bokiem o szafkę.  Wiem, że to nie jest moja sprawa, ale… Calum ci się podoba, prawda?  Moje oczy momentalnie się powiększyły. Zrobiło mi się też gorąco, więc po chwili na mojej twarzy pojawiły się lekkie rumieńce.  Chodzi o to, że… Zastanawiam się po prosu, czy traktujesz tę znajomość poważnie czy…
 Poważnie? – wydusiłem, patrząc na niego z niedowierzaniem.
 Nie zrozum mnie źle. Lubię cię i naprawdę uważam, że jesteś cholernie w porządku. Ale Calum to mój kumpel i… Nie ma co ukrywać, ma dobre serducho, a ja nie chcę, by cierpiał. Po prostu… teraz czuję się głupio, zadając ci takie pytania.
 Nie zamierzam bawić się jego uczuciami, jeśli o to ci chodziło  powiedziałem powoli, a on uśmiechnął się nerwowo.
 Przepraszam.
 Nie, w porządku. To normalne, że martwisz się o swojego przyjaciela i… w pełni to rozumiem.
– Teraz czuję się jak kretyn. Naprawdę przepraszam.
 Możemy uznać, że nie było tej rozmowy  powiedziałem, a on uśmiechnął się lekko.
 Dzięki  rzucił, a potem odetchnął z ulgą.  Pomóc ci to zanieść?
                 W odpowiedzi pokiwałem głową. Irwin od razu złapał za dwie pierwsze butelki, a potem odwrócił się na pięcie i wyszedł z kuchni. Pokręciłem głową, zastanawiając się, skąd u niego pojawiła się ta pilna potrzeba, by poruszyć ze mną temat Hooda. Zrobiłem coś nie tak? Może zachowałem się w niewłaściwy sposób? Nie zamierzałem się teraz nad tym zastanawiać. Wziąłem ostatnie butelki z piwem i również wróciłem do salonu.

                Wszedłem do pokoju. Jedna lampka stojąca po mojej stronie łóżka była zapalona. Dzięki niej mogłem zobaczyć śpiącego chłopaka. Uśmiechnąłem się pod nosem, jeszcze przez chwilę obserwując go. Wtedy też przypomniały mi się słowa Ashtona. Naprawdę obawiał się tego, że mogę w jakikolwiek sposób skrzywdzić Hooda? Chociaż ludzie są różni, a ja byłem nadal w jakiś sposób dla niego obcy, więc może stąd wzięły się te pytania?
                Uznałem, że nie ma sensu dłużej nad tym myśleć, szczególnie że naprawdę czułem się zmęczony. Odgarnąłem z czoła mokre włosy, a potem podszedłem do materaca. Ziewnąłem, odchylając kołdrę. Wyłączyłem lampkę. Powoli położyłem się, przykrywając się pierzyną. Teraz została mi do zrobienia tylko jedna rzecz.
                Ten sposób miałem już w kilku sytuacjach sprawdzony. Pierwszy raz stało się to przypadkiem. Potem zaryzykowałem i okazało się, że ta metoda działa. Mianowicie co zrobić, gdy chcesz, by śpiący Calum się do ciebie przytulił. Oczywiście nie miało to na celu obudzenia go. Zauważyłem, że Hood czasami wykonuje niektóre ruchy na pół świadomie  albo w tym wypadku nieświadomie  co bardzo mi odpowiadało.
                Przysunąłem się do niego jeszcze bardziej. Zacisnąłem usta, zerkając przez ramię na zarys jego sylwetki. Odchyliłem się nieco, a potem szturchnąłem go piętą w piszczel. Nie za lekko, by nie poczuł, ale też nie za mocno, by zrobić mu jakąkolwiek krzywdę. Efekt tego był taki, że chłopak mruknął coś pod nosem, a potem objął mnie ciasno, przytulając się do moich pleców. Automatycznie złapałem jego dłoń, po raz kolejny tego dnia czując płynące od jego ciała ciepło. Wyszczerzyłem się do siebie triumfalnie, że ta metoda po raz kolejny się sprawdziła.
                Zacząłem też myśleć nad kolejnymi krokami, jakie mogę wykonać. Idąc za poleceniem brata, uznałem, że to najwyższy czas zebrać się w sobie. Tak, jak postanowiłem wcześniej, chciałem działać. Dziś co nieco się udało, choć i tak miałem małe pole manewru z uwagi na zakupy, a potem na jego kumpli, którzy zjawili się w mieszkaniu. Mimo wszystko i tak to nie ostudziło moich chęci. W końcu sprawię, że mój współlokator Calum zmieni status na mój chłopak Calum. 


***
Nasz zakochany Lukey zdobywa więcej pewności siebie i chce zacząć bardziej działać. Zobaczymy, czy te plany mu wyjdą, czy jednak będzie musiał wykombinować coś innego. 
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Standardowo serdecznie zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam znajdziecie informacje o tym, co i kiedy się pojawia

Pozdrawiam i do następnego!

#SaveMeFF