środa, 18 października 2017

#13 Pozytywne myśli często przyciągają dobre rzeczy

              Oderwałem wzrok od ekranu komputera. Kontrolnie spojrzałem w notatki, szybko je przekładając. Raz jeszcze skontrolowałem czas. Za chwilę mieliśmy wejść, na krótką chwilę na antenę. Poprawiłem pozycję, w jakiej siedziałem, przybliżając się do mikrofonu. Ashton odchrząknął. Obaj spojrzeliśmy w stronę szyby. Bobby uniósł palec wskazujący, dając nam znak, że zaczynamy. Po chwili muzyka ucichła.
 Witamy w BostonRadioOne! Z tej strony Calum Hood i… Idą werble  powiedziałem, bębniąc dla zabawy palcami w blat biurka.  Ashton Irwin.
 Czyli ci, co chłapią dziobem, aby umilić wam dzień!
 Chłapiemy dziobem?  zapytałem, unosząc dla zgrywy jedną brew. Irwin zaśmiał się. Mam nadzieję, że nasze chłapanie dziobem wam odpowiada.
– Chyba nie wypadamy, aż tak źle, prawda, drodzy słuchacze? Nawet nie próbujcie zaprzeczać, bo będzie mi przykro  odparł, a potem zaśmiał się cicho.  Jednak dość już o nas, bo niedługo wybije pełna godzina, a wraz nią… Co będzie, Calum?
 Przyjdzie pora na najnowsze informacje. Czyli co, kto i gdzie. Ale najpierw rozsiądźcie się wygodnie, o ile to możliwe…
 Jeśli jesteście za kółkiem swojego ukochanego samochodu, to mimo wszystko nie traćcie czujności. A za chwilę…
 Popłynie nowy, świeżutki kawałek Taylor Swift. 
 Gotowi? To lecimy.
                 Gdy tylko to powiedział, rozłączyłem mikrofon. Ashton puścił utwór, a potem ściągnął słuchawki. Ja zaraz zrobiłem to samo. Złapałem za kubek. Upiłem łyk letniej już kawy. Odstawiłem naczynie z powrotem na blat, a potem odchyliłem się, by wygodniej usiąść. Przymknąłem na chwilę powieki, pozwalając myślom odpłynąć. A one szybko skierowały się w stronę tej jednej konkretnej osoby.
 Ziemia do Hooda!
 Co jest?  odparłem, otwierając oczy. Zerknąłem na Irwina.
 Szczerzysz się sam do siebie, jakby ktoś podsunąć ci pod nos jakieś mega super dobre ciasto na wypasie. Czekoladowe ciasto na wypasie. Ciasto na wypasie z dużą warstwą kremu.
 Teraz mam ochotę na coś słodkiego  mruknąłem, prostując się.
 O czym tak myślałeś?
– O nikim  rzuciłem, wzruszając ramionami.  Tak tylko…
 Pytam się, o czym myślałeś, a ty mi mówisz o nikim i… Po szybkiej analizie wnioskuję, że myślałeś o swoim słodkim, błękitnookim blondynku.
 O nie jest mój, Ashton  rzuciłem, marszcząc czoło.
 Mieszkacie ze sobą i… Ty lecisz na niego, on leci na ciebie. Przyciągacie się, jak dwa magnesy i… Ja nie rozumiem, czemu ty masz jeszcze status singla.
 Ja…  W tym momencie nie do końca wiedziałem, jak mu to wytłumaczyć.  Nie chcę go… Spłoszyć? Tak, to chyba będzie odpowiednie słowo. Nie chcę, by to się działo za szybko. On… Mam wrażenie, że jest jeszcze trochę zagubiony i… To powinno iść chyba powoli i…
 Urzekła mnie twoja historia  mruknął Irwin, przekręcając oczami.  Ty nie myśl za dużo, tylko działaj.
 Nie znasz go tak dobrze, jak ja i… Powinienem być ostrożny i…
 I zwlekaj dalej.
 Co?  Zarobiłem wielkie oczy, nie do końca rozumiejąc, o co mu teraz chodzi.
 Nie rób z niego jakieś emocjonalnej kaleki. Może jest niezbyt pewny siebie, obstawiam, że dużo przeszedł, ale zaufał ci i to widać. Będziesz bawił się w ostrożne postępowanie, wyślesz mu sprzeczne sygnały i…
 Nie wysyłam mu żadnych sprzecznych sygnałów  odparłem, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
 Ty tak myślisz. On może odbierać to inaczej. Prawda jest taka, że w końcu pojawi się ktoś na jego horyzoncie. On będzie wolny, tamten też i… Luke w końcu się zakocha i to ze wzajemnością i nie będzie się bawił w jakieś pieprzone podchody.
 Irwin?
 Co?
 Puknij się w głowę i nie baw się w mojego psychologa. Wiem, co robię.  Chłopak prychnął pod nosem.  Co?  dodałem, kiedy zmierzył mnie wzrokiem.
 Po prostu uważam, że bylibyście fajną parą.
 Panowie, przymknąć się i ruszać dupy. Wracacie na antenę za niecałą minutę!  odezwał się niespodziewanie Bobby, a ja, aż podskoczyłem na krześle.
 Kiedyś padnę przez ciebie na zawał!  warknął Ashton, odwracając się w stronę mikrofonu.
                Zerknąłem na jego oburzoną minę. Nie wytrzymałem i parsknąłem śmiechem. Irwin cicho coś wymamrotał, ale ja zupełnie nie zrozumiałem, co dokładnie powiedział. Po chwili Bobby zaczął chichotać, co w jego wykonaniu było naprawdę komiczne. Ash obrzucił go wściekłym spojrzeniem, przygotowując się do dalszej pracy. Musiałem się opanować, by nie dostać głupawki. Na szczęście to mi się udało. Profesjonalizm przede wszystkim.

~***~
                  Minął ponad tydzień, odkąd oficjalnie stałem się współlokatorem Caluma. A dokładniej dziewięć długich i zarazem dobrych dni. Nie żebym je specjalnie jakoś liczył… Prawda była taka, że czułem się o wiele lepiej, mając pewność, że w Bostonie w końcu znalazłem miejsce dla siebie. Swój własny mały kąt, gdzie mogłem normalnie funkcjonować. Hood też zapewniał mi swobodę, a także bezpieczeństwo. A tego ostatniego najbardziej potrzebowałem. Wiedziałem, że mam w nim oparcie, że mogę mu ufać i że on zawsze mi pomoże. Zaczynałem wracać do życia, odcinając się od porażek, jakby w końcu los zafundował mi odrobinę szczęścia i nowej nadziei.
                  Nie było jednak tak, że całe dnie siedziałem w domu, gapiąc się w ekran telewizora. Postanowiłem znaleźć pracę. Najpierw przygotowałem CV, starając się, by było idealne. Potem zacząłem żmudny proces przekopywania się przez ogłoszenia. Odpowiedziałem na oferty, które najbardziej mnie interesowały, licząc na cud, że może w końcu się uda. Telefon zawsze miałem przy sobie, na wypadek gdyby odezwał się do mnie potencjalny pracodawca.
                 Nie chciałem też być zwykłym darmozjadem, który żeruje na pieniądzach Hooda i nic nie robi. Co prawda na razie nie mogłem dokładać się do rachunków  liczyłem, że wkrótce to się jednak zmieni – uznałem, że mogę działać w nieco inny sposób. Mianowicie, zmieniłem się w niemalże perfekcyjnego pana domu. Sprzątanie, gotowanie, pranie i całą resztę wziąłem na siebie, by chłopak wracał do ogarniętego mieszkania. Dzięki temu mogłem też się mu w jakiś sposób odwdzięczyć za wszystko, co dla mnie zrobił. Oprócz tego był to też dobry sposób na wypełnienie wolnego czasu. W końcu nie ślęczałem przed komputerem od rana do nocy, a to był niezły zapychacz myśli. Zamiast wciąż rozpamiętywać niefortunne wydarzenia z własnego życia, skupiałem się na ścieraniu kurzu, myciu naczyń czy składaniu ubrań.
                Zauważyłem też, że często moje myśli były skierowane w stronę Caluma. Gdy robiłem sobie przerwy od komputera czy domowych obowiązków, w mojej głowie pojawiał się jego obraz. Zdecydowanie wolałem się skupiać na nim niż na sobie. To było o wiele przyjemniejsze. Dawało też poczucie spokoju i stabilizacji. Nie próbowałem nawet zaprzeczać, że chłopak wywoływał we mnie te najbardziej pozytywne odczucia. I to podobało mi się najbardziej.

                Szedłem chodnikiem, ściskając w dłoniach siatki z zakupami. Calum zostawił mi pieniądze i listę rzeczy, które miałem dzisiaj kupić. Na uszach miałem słuchawki. Wsłuchiwałem się w jeden z kawałków, który ostatnio nie chciał się ode mnie odczepić. Maltretowałem tę piosenkę od rana, nie mogąc przestać. Wiedziałem jednak, że w końcu mi to przejdzie, a ja zastąpię ten utwór jakimś innym.
                Podniosłem głowę, przestając wpatrywać się w szary chodnik. Przez chwilę zapatrzyłem się w znany, żółty budynek. Cukiernio-piekarnia Betty Cortez była otwarta. Zresztą jak zawsze. Uśmiechnąłem się pod nosem, mijając przejście dla pieszych, z którego jeszcze przed chwilą chciałem skorzystać. Widok znanego lokalu przypomniał mi o tym, że jednak nie kupiłem wszystkiego z przygotowanej listy.
                 Podszedłem do drzwi, a następnie otworzyłem je. Usłyszałem znajomy dzwoneczek, który rozbrzmiał tuż nade mną. On również zasygnalizował Betty, że ktoś pojawił się w środku. Zanim zdążyłem dojść do lady, kobieta wyłoniła się z zaplecza. Ciemne oczy spojrzały wprost na mnie. Od razu się uśmiechnęła.
 Luke, jak dobrze znów cię widzieć!
 Ciebie również.
 Powinnam się obrazić.
               Pomachała na mnie palcem, jakbym był małym, krnąbrnym dzieckiem, które nabroiło. Duże, srebrne bransoletki zagrzechotały na jej nadgarstku. Poprawiła okulary, które sunęły jej się na czubek nosa. Wyglądała na obrażoną, ale po chwili ponownie się uśmiechnęła.
 Zrobiłem coś nie tak?  zapytałem ostrożnie, podchodząc bliżej.
              Ustawiłem siatki na podłodze, tuż przy ladzie. Zaasekurowałem je nogą, by mieć pewność, że na pewno się nie przewrócą. Betty cmoknęła cicho, a potem zmierzyła mnie wzrokiem od góry do dołu.
 Przyzwyczaiłam się do tego, że byłeś tu prawie codziennie, a teraz… Wszystko się zmieniło.
 Zmieniło na lepsze.
 Och! To znakomicie  pociągnęła, obdarzając mnie kolejnym szerokim uśmiechem.  Ty i Calum to taka ładna i urocza para…
 Nie, Betty…
 Widziałam was nie raz razem, jak wychodziliście…
 Ale…
 Ja od samego początku mówiłam, że do siebie pasujecie.
 Mówiłaś?
 Dokładnie  rzuciła, ponownie machając na mnie palcem.  Mieszkacie razem?
 Tak, ale…
 Wam było pisane wspólne życie!
– Betty  powiedziałem ze śmiechem, przekręcając oczami.  Ja i Calum nie jesteśmy razem.
 Co?
 Mieszkamy tylko ze sobą i… Jestem jego współlokatorem i…
 Dlaczego?  mruknęła, unosząc brwi.
 Co? Co dlaczego?
– Jak to współlokatorem? Wy powinniście być parą, wasze horoskopy  a sprawdzałam je niedawno  mówiły jednoznacznie o dużej miłości i… Nawet układ planet był korzystny i… Weźcie się ogarnijcie, bo zaprzeczacie temu, co zapisał dla was los!
 Bardzo się lubimy i…
 Lubicie?  Prychnęła cicho, co w jej wykonaniu było naprawdę zabawne.  Urocze. Lubicie się.  Pokiwałem głową.  Dwa dziwaki.
 Dziwaki?
 Widać chemię między wami i… Ja nie rozumiem, czemu wy nie jesteście razem. Wszystko ze sobą współgra, los wam sprzyja, wasze aury… Co ci w nim nie pasuje?
 Nic. To nie tak. To… Ja… To… To trochę… Trochę skomplikowane.
 Jak status na Facebooku.
 Najpierw poskładam swoje życie do kupy  pociągnąłem powoli, mając nadzieję, że kobieta przestanie analizować moją relację z Hoodem.
 A nie możesz składać tego swojego życia będąc z nim?
 Betty  jęknąłem.
 Dobra  rzuciła, unosząc ręce w geście poddania. Bransoletki zagrzechotały po raz kolejny.  Już nic nie mówię na ten temat. Nie zmienia to jednak faktu, że powinieneś zaglądać do mnie częściej.
 Stęskniłaś się.
 Bardzo  odpowiedziała, a na jej twarzy ponownie zagościł uśmiech. – Więc jak ci idzie to składanie życia do kupy?
 Aktualnie jestem na etapie szukania pracy.
 Och, opowiadaj. Jakie oferty, co ciekawego znalazłeś i… Albo poczekaj  rzuciła, podchodząc do ekspresu.  Mam nadzieję, że masz chwilę, by napić się ze mną kawy?
 Bardzo chętnie.
 Cudownie  klasnęła w ręce  rozgość się.
 Tylko przypomnij mi później, bym kupił chleb  odparłem, łapiąc ponownie za siatki.  Może też wezmę jakieś ciasto…
– Polecam czekoladowe ciasto z kremem  powiedziała, wskazując wypiek.
 Faktycznie wygląda smacznie i…
 No i Calum je lubi  dodała, poruszając dwuznacznie brwiami.  Zapakować?
                  Westchnąłem cicho, a ona zaśmiała się. Uśmiechnąłem się jednak, kiwając głową. Kobieta podskoczyła, a potem zaczęła kręcić się za ladą, szykując kawę. Przez chwilę obserwowałem też to, jak przygotowuje mi siatkę z zakupami. Wiedziałem, że z Betty nie wygram. Była pozytywnie zakręcona i nie zawsze nad nią nadążałem, ale naprawdę ją lubiłem. Mimo tego, że czasami była nazbyt ciekawska. Nie miałem nic przeciwko, by porozmawiać z nią nieco dłużej.

                  Przymknąłem powieki, a potem odchyliłem się. Oparłem się o oparcie krzesła, rozmasowując skronie. Od tego drobnego druku zaczęły boleć mnie oczy. Nie chciałem jednak przestać. Dokładnie analizowałem każde ogłoszenie, które znajdowało się w gazecie. Zresztą oprócz reklam nie było tu nic innego. Stwierdziłem, że przejrzę wszystko na raz, zakreślając te oferty, które najbardziej mnie interesowały.
                  Wypuściłem cicho powietrze z ust, wracając do poprzedniej pozycji. Gdy tylko złapałem za czerwony długopis, doszedł do mnie charakterystyczny szczęk zamka. Od razu odwróciłem się w stronę drzwi, nie odrywając od nich wzroku. Po chwili do mieszkania wszedł Calum, trzymając po pachą pękatą teczkę. Jego ciemne tęczówki spojrzały wprost w moje. Uśmiechnął się.
 Cześć.
 Cześć, jak było w pracy?
 Mam trochę papierkowej roboty, którą muszę wykonać do końca tygodnia. Są też małe zmiany w ramówce  odpowiedział, machając teczką.
                   Ściągnął buty, układając je równo pod ścianą. Następnie zsunął z siebie czarną, cienką kurtkę. Odwiesił ją na wieszak, a potem wszedł w głąb salonu. Podszedł bliżej, zajmując miejsce po mojej prawej stronie. Przez chwilę dokładnie lustrował to, co znajduje się na stole.
 A jak tobie minął dzień?  zapytał, odrywając oczy od pomazanej gazety.
– Byłem w sklepie i kupiłem wszystko z twojej listy. Zrobiłem pranie i… Odwiedziłem też Betty w cukierni.
 Zakręcona Betty  powiedział ze śmiechem.  Widzę, że dalej sprawdzasz ogłoszenia.
 Znalazłem jedno ciekawe  zacząłem, a on pokiwał głową, abym kontynuował.  Praca w biurze. Nie wymagają doświadczenia i pensja też jest w porządku. Zwykła, nieskomplikowana papierkowa robota, ale potem można dostać coś w rodzaju awansu, gdy wciągną cię do konkretnego działu. Dzisiaj do dwunastej można było wysyłać CV.
 Zdążyłeś?
– Tak. I mają dzwonić do wybranych osób jeszcze dziś, by zaprosić ich na rozmowę i… Naprawdę spodobała mi się ta oferta i… Chciałbym, by do mnie zadzwonili  odparłem, choć ostatnie zdanie wypowiedziałem cicho i bez cienia entuzjazmu.
 Nawet jeśli nie zadzwonią, to też będzie w porządku  pociągnął, zerkając na moją komórkę, jakby ta miała zaraz wyrzucić z siebie znaną melodię.
 Obiecuję, że znajdę robotę, jak najszybciej i…
 Luke, naprawdę nie ma pośpiechu  rzucił, obdarzając mnie kolejnym uśmiechem. Poklepał mnie dodatkowo po ramieniu.  Mówiłem, że masz nie brać pierwszej lepszej pracy, jaka ci się nawinie. Masz się w niej nie męczyć. Zresztą szukanie zatrudnienia to dość pracochłonny okres. Chociaż są szczęściarze, którzy szybko na coś trafiają.
 Ale…
 Rozmawialiśmy już o tym  odparł, dotykając teraz dla odmiany mojej dłoni. Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie było to cholernie przyjemne.  Masz się nie spieszyć. Wszystko w swoim czasie. A nie myślałeś o jakimś stażu czy kursie?
 Raczej tam za mało płacą albo nie płacą w ogóle, a mi… Mi przydadzą się pieniądze. Chcę… Chciałbym też wrócić na studia.
 Mówiłeś o tym.
 Ale żeby to zrobić, muszę najpierw na nie zarobić. Wiadomo, że teraz nie znajdę nie wiadomo, jak ekstra płatnej pracy, ale… Chciałbym odłożyć właśnie po to, by wrócić na uczelnię.
 Wiem, że bardzo ci na tym zależy.
 Chcę udowodnić moje rodzinie, że nie jestem chodzącym przegranym i też potrafię coś osiągnąć i to bez ich pomocy  powiedziałem zaciętym tonem.
 A nie powinieneś chcieć się uczyć dla siebie? – zapytał Calum, posyłając mi kolejny uśmiech.
 To oczywiście też.
 Wiesz, mam na koncie dość oszczędności i skoro tak ci na tym zależy, to mogę pokryć koszty twojej…
 Nie  odpowiedziałem szybko, kręcąc dodatkowo głową.  I tak za dużo już dla mnie zrobiłeś.
 Nie proponowałbym ci tego, gdybym nie miał finansowych możliwości, by to zrobić.
 Nie, proszę  wydusiłem, czując jak oblewam się czerwienią. Teraz poczułem się naprawdę zażenowany.  Proszę, tylko tego nie rób  dodałem cicho, a potem zacisnąłem usta.
 W porządku.
                  Zerknąłem na niego niepewnie. Nie chciałem go zdenerwować, rozczarować czy zrobić cokolwiek, przez co mógłby poczuć się źle. Prawda była taka, że Hood miał na mnie dość duży wpływ, a ja nie chciałem zrobić ani jednego błędu, który zmieniłby na gorsze naszą relację. Chciałem też w jakiś sposób mu dorównać, choć wiedziałem, że to na daną chwilę nie jest możliwe. Chciałem być kimś ważnym dla niego, a nie tylko dziwnym, bezdomnym chłopakiem, który przypadkowo pojawił się na jego drodze. Wiele mu zawdzięczałem. Obdarzyłem go też tym mocnym uczuciem, z którego nie chciałem zrezygnować. Dlatego tak bardzo starałem się go nie stracić. Z tego też powodu wciąż analizowałem każdą sytuację, by nie zrobić, czegoś złego.
                 Chłopak nadal się uśmiechał, nawet na moment nie odrywając ciemnych oczu od mojej osoby. Zmieszałem się, gdy zdałem sobie sprawę z tego, że wpatruję się w niego, jak w pieprzony, piękny obrazek, który mogłem podziwiać. I tak w zasadzie było. Calum był dla mnie idealny. Pomimo tego, że miał wady, jak każdy z nas, to i tak był wyjątkowy.
 Musisz wrzucić na luz  oznajmił, wstając z miejsca.
                 Stanął za krzesłem, na którym siedziałem. Spiąłem automatycznie mięśnie, gdy ułożył dłonie na moich ramionach. Po chwili zaczął lekko masować te miejsce, a każdy kolejny ruch i włożony w niego nacisk, sprawiał, że zaczynałem faktycznie się rozluźniać. Szybki dreszcz przebiegł mi po kręgosłupie, gdy jego dłoń zjechała na moje plecy. Uśmiechnąłem się.
 Wiem, że łatwo się mówi – pociągnął, nie zaprzestając pseudo masażu.  Ale nie możesz pozwolić, by zdenerwowanie i stres z powodu szukania pracy cię pożarł. Bo wiesz  wychylił się, wciąż się uśmiechając  nie chcę stracić współlokatora.  Puścił mnie i odsunął się.  Może zrobisz sobie przerwę? Chyba starczy tych…  Przechylił głowę, wpatrując się w pomazaną gazetę.  Sprzedawca samochodów?
 Raczej to wykreślę. Wcale się na tym nie znam. Chyba zaczynam popadać w paranoję.
 Zrób sobie przerwę  powiedział, mierzwiąc mi włosy na głowie. Zaśmiałem się. Hood skutecznie potrafił poprawić mi humor i samopoczucie.  I przestań też ciągle o tym myśleć, bo sfiksujesz.
 Zrobiłem obiad.
 Szybka zmiana tematu  odparł i teraz to on zaczął się śmiać.
– Sam tego chciałeś. Zaraz je podgrzeję.
 Będzie deser?
 Zostało mi trochę pieniędzy, więc kupiłem czekoladowe ciasto z kremem.
 Ciasto chodziło za mną przez cały dzień, a to przez pieprzonego Irwina, który zaczął o nim gadać. Chyba musiałeś czytać mi w myślach.
 Resztę z zakupów wrzuciłem do słoika.
 Jasne. To jak? Jemy ten obiad, bo robię się głodny  powiedział, a potem odwrócił się i jako pierwszy ruszył do kuchni.

                  Zagryzłem wargę, nie odrywając wzroku od telefonu. Co jakiś czas ekran komórki rozjaśniał się, gdy naciskałem boczny przycisk. Czas mijał, a nikt z biura się nie odezwał. Z każdą kolejną upływającą minutą traciłem nadzieję. Ona zniknęła zupełnie, gdy skończył się wyznaczony czas. Nie wyszło.
                 Dopiero po chwili zorientowałem się, że Calum uważnie mnie obserwuje. Podniosłem powoli głowę. Nie spojrzałem jednak na niego. Chyba bałem się, że w jego oczach zobaczę to samo rozczarowanie, które zaczynało wypełniać mnie od środka. Najwidoczniej tamta firma znalazła o wiele lepszych kandydatów na to stanowisko.
                 Odłożyłem telefon na stół. Bez słowa podniosłem się, by po chwili zająć miejsce na kanapie. Za wszelką cenę starałem się udawać, że wszystko jest w porządku. Że wcale mnie to zbyt mocno nie ruszyło. Jednak w rzeczywistości było mi też cholernie przykro. W końcu dość mocno nakręciłem się na tę robotę, dając sobie złudną nadzieję, że wszystko się uda. Że moje CV przejdzie, a potem zabłysnę na rozmowie kwalifikacyjnej, zyskując w końcu status osoby zatrudnionej. Nic z tego.
                  Nie musiałem długo czekać na reakcję Hooda. Chłopak dość szybko zajął miejsce obok mnie. W dalszym ciągu czułem na sobie jego wzrok. Wiedziałem też, że zdążył mnie już rozszyfrować. A on potrafił to robić w naprawdę szybkim tempie. Jakby znał mnie na wylot. Jakby umiał dojrzeć, niektóre myśli.
 Nie przejmuj się.
 Nie przejmuję  odpowiedziałem, siląc się na pewny siebie ton, ale słabo mi to wyszło.  Kogo ja okłamuję…
 Luke, wiem, że cholernie ci na tej pracy zależało. Nie możesz jednak po tej nieudanej próbie stracić kompletnie wiarę. Powtórzę ci to raz jeszcze: to wymaga czasu.
 Wiem, wiem… Tylko… Naprawdę chciałbym przestać być…
 Kim?
 Tym, kim jestem.
 Lukey, nawet z pracą będziesz tym, kim jesteś. Praca niczego w tobie nie zmieni.  Spojrzałem na niego z niedowierzaniem.
 Czyli mimo tego będę zerem?
 Gdzie się podział ten bardziej pozytywny facet, który był jeszcze tutaj dzisiaj rano?
 Chyba popełnił samobójstwo.
 Lukey  mruknął Calum, pukając mnie w ramię.  Zabraniam ci się załamywać.
 Ale tak myślisz?
 O czym?
 Że mimo tej pracy, ja nadal…
 Będziesz nadal tym fantastycznym, przemiłym i dobrym chłopakiem. Będziesz tym samym facetem, który potrafi mnie rozśmieszyć, który tak dobrze gotuje i który jest mimo wszystko silny. Bo ty właśnie taki jesteś, tylko czasami o tym zapominasz. Nigdy nie byłeś zerem.
                 Poczułem się lepiej, słysząc te słowa. Chyba potrzebowałem takiego zapewnienia, że nie jestem na straconej pozycji. Ale Calum miał rację. Zresztą jak zawsze. Nie mogłem się od tak poddać. W końcu minął tylko tydzień i choć okazał się on być pod tym względem klęską, to musiałem walczyć dalej. Jak nie ta robota, to inna.
                 Nie mogłem, a nawet nie chciałem powstrzymać uśmiechu, który wymalował się pod moim nosem, gdy Calum dotknął palcami mojego policzka. Przez chwilę myślałem, że znów się do siebie zbliżymy. Że jeszcze trochę a chłopak złączy nasze usta po raz kolejny. Niestety, nic z tego. Pojawiło się kolejne rozczarowanie. Jednak ono zniknęło równie szybko, gdy mnie objął.
                Ochoczo i bez protestów wtuliłem się w niego. Czując zapach znanych perfum, uspokajałem się jeszcze bardziej. Ten czuły gest, troska wobec mnie, dawała mi też poczucie tego, że nie jestem w tym wszystkim sam. Bez względu na to, na jakim etapie swojego życia jestem. I takiej osoby najbardziej mi brakowało. Teraz ją miałem. Była tuż obok. Siedziała na tej kanapie i obejmowała mnie, jakbym i ja był dla niego tak samo ważny, jak on dla mnie.
 Głowa do góry.
 Rozkaz  odparłem, gdy chłopak ponownie na mnie spojrzał.
 Tu jest strefa dobrego i pozytywnego myślenia  pociągnął, wskazując na pokój.  Rozumiemy się?
 Tak jest.
 I słusznie  rzucił, a potem pstryknął mnie w nos.  Pozytywne myśli często przyciągają dobre rzeczy.
 Ty jesteś najlepszym, co mnie spotkało – odparłem, zanim zdążyłem się powstrzymać.
                   Brązowe oczy chłopaka znów skupiły się na moich błękitnych tęczówkach. Po raz kolejny w tym dniu, moje policzki pokryły się czerwienią. Jeszcze przez chwilę utrzymałem z nim kontakt wzrokowy, a potem z zażenowaniem spuściłem głowę, koncentrując się na swoich dłoniach.
 Ty też jesteś najlepszym, co mnie spotkało – powiedział, a potem pocałował mnie w policzek.
                  Byłem pewny, że nie mogę zrobić się bardziej czerwony. Jednak czując po raz kolejny pieczenie na twarzy, zrozumiałem, że w tej chwili muszę być już niemalże bordowy. Jak tak dalej pójdzie i nadal będę gadał takie rzeczy, to w końcu chyba się zapadnę pod ziemię na dobre.
 Dla rozluźnienia atmosfery zaproponuję coś.
 C-co takiego?
 Co powiesz na kubek kakao?
 Chętnie. To może zrobię i…
 Siedź na tyłku  powiedział, wstając.  Masz zacząć myśleć pozytywnie.
 Postaram się.
 Błąd  mrukną, udając niezadowolonego.
 Będę myślał pozytywnie.
 Tak lepiej. 


***
Zrobiłam niewielki przeskok w czasie. Luke w końcu zabrał się - i to na poważnie - za szukanie pracy i może w końcu coś się dla niego trafi - zobaczymy. No i na krótką chwilę wróciła też zakręcona Betty :)
Mam nadzieję, że rozdział - choć bardzo spokojny - przypadł Wam do gustu.

Standardowo zapraszam Was na Aska i Twittera - @RoxyDonau

Pozdrawiam i do następnego!

#SaveMeFF