wtorek, 14 marca 2017

#04 Byłem sam

             Spojrzałem na budynek przed sobą. To właśnie z niego za każdym razem wychodził Calum. Zmrużyłem lekko oczy, kiedy zauważyłem poruszającą się w jednym z okien firankę. Próbowałem dostrzec i rozpoznać sylwetkę, która się tam pojawiła. Jednak ona zniknęła zbyt szybko, bym mógł dokładniej się jej przyjrzeć. Poprawiłem gitarę, a następnie wróciłem do grania. Jednak moje myśli nadal krążyły wokół chłopaka o ciepłych ciemnych tęczówkach.
            Odkąd Calum poznał prawdę o mojej sytuacji, nasz kontakt jeszcze bardziej się nasilił. I to on o to dbał. Codziennie poświęcał odrobinę swojego wolnego czasu  czy to przed pracą czy po – by przez chwilę ze mną porozmawiać. Nieraz trwało to dłużej, czasem krócej. Przynosił mi też coś do picia  butelkę wody, słodkiego napoju, kawy lub herbaty  a także do jedzenia. Zawsze pytał, czy nie potrzebuję czegoś jeszcze. Za każdym razem grzecznie odmawiałem, nie chcą mu robić dodatkowych problemów. W końcu nie byłem nikim ważnym i nie powinien tak się mną przejmować. W dalszym ciągu próbowałem też rozgryźć to, czy Calum taki jest z natury czy może podchodzi tak, tylko do mojej osoby. Na daną chwilę nie potrafiłem na to odpowiedzieć. Mimo tego i tak robiło mi się przyjemnie ciepło gdzieś w środku, kiedy wmawiałem sobie, że w Bostonie jest, chociaż jedna osoba, którą odrobinę obchodzę.
              Kiedy palce przestały trącać struny, melodia ucichła. Odruchowo spojrzałem w stronę drzwi wejściowych do budynku, który był naprzeciwko. Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie czekam na chłopaka z radia. Możliwe, że w jakiś sposób uzależniłem się od jego widoku i tego uśmiechu, który tak często pojawiał się na jego twarzy. Sprawiał też, że czułem się lepiej. Sprawiał, że przestawałem myśleć o tej dołującej sytuacji, w jakiej od dłuższego czasu tkwiłem.
              Spróbowałem zrobić neutralną minę, ale nie do końca mi to wyszło. Kąciki ust uniosły się, kiedy Calum wyszedł z bloku. Przetrzymał drzwi, jakieś kobiecie, która wchodziła do środka. Obstawiałem, że musiała być to jego sąsiadka. Przywitał się, choć ja nie usłyszałem żadnych słów. Kiwnął jej głową, a następnie odwrócił się.
              Brązowe oczy zatrzymały się na mnie. Wstrzymałem oddech, kiedy podniósł dłoń. Machnął w moim kierunku, posyłając jednocześnie swój znany uśmiech. Szybko odpowiedziałem tym samym. Teraz kiedy poznałem go lepiej, nie miałem już tak wielkich oporów, by się mu przyglądać. Hood otworzył drzwi od samochodu, a następnie szybko wpakował się na miejsce kierowcy.
              Westchnąłem pod nosem, czując lekkie rozczarowanie. Miałem nadzieję, że może znajdzie chwilę czasu, by ze mną porozmawiać. Jednak najwidoczniej teraz spieszył się do studia. Nie mogłem mu mieć tego za złe, zważywszy też na to, że nie byłem kimś istotnym w jego życiu. Byłem po prostu kolejną osobą, która z przypadku pojawiła się na jego drodze. Wróciłem do grania, kiedy jego granatowy samochód wyjechał na ulicę, a potem zniknął mi z pola widzenia.  

~***~
              Spojrzałem na Ashtona, który przybliżył się do mikrofonu. Zrobiłem to samo, wychylając się do przodu. Oparłem łokcie o stół. Zerknąłem na ekran komputera, kontrolując czas. Za chwilę lecący kawałek się skończy, a my wrócimy na antenę.
 Uwaga! Wchodzimy za trzy, dwa, jeden… Lecicie!  zawołał Bobby, a ja pospiesznie wziąłem głębszy wdech.
 Za nami Maroon 5 i ich kawałek Cold – zaczął Ash.  Tym którzy dopiero teraz zaczęli nas słuchać, przypominam, że zatrzymaliście się na kanale BostonRadioOne!
 Najlepszej stacji w mieście!  podkreśliłem standardowo, uśmiechając się pod nosem. – Nie zapominajcie o tym.
 Wiecie, o czym sobie teraz pomyślałem? Z pewnością nie wiecie…
 Olśnij nas  wtrąciłem, a Irwin skrzywił się. Mimo tego po chwili cicho się zaśmiał, opierając brodę na ręce.
 Zastanawiam się nad historią.
 Jaką konkretnie?
 Ogólnie  rzucił, wzruszając ramionami.  Każdy z nas ma, jakąś historię. Mam to do siebie, że jestem ciekawski i historie innych mnie interesują.
 Mam podobnie. Nieraz, jak idę ulicą i patrzę na niektóre osoby, zaczynam się zastanawiać nad ich życiem. Nad tym, co robią, jak się nazywają, dokąd zmierzają. Jakby nie patrzeć, jesteśmy ciekawi.
 Każdy z nas jest ciekawy. Każdy ma inną historię  poparł mnie Ash, a ja szybko przytaknąłem.  Dlatego nie uważajcie się za nudziarzy. Nikt nie jest nudny.
 A może jesteśmy po prostu wścibscy?
 Oj, tam… Może odrobinę – dodał ze śmiechem.  Co nie zmienia faktu, że się różnimy. Właśnie tymi historiami. Nie znajdziesz dwóch takich samych ludzi z identycznymi doświadczeniami. Nikt nie przeżyje tego samego, co ty, w taki sam sposób. To jest właśnie ciekawe. Postrzeganie świata, sytuacji czy nawet innych ludzi. Fajne jest to, że się różnimy. Gdyby było inaczej, wtedy bylibyśmy nudziarzami do kwadratu, bo nic nie byłby nas wstanie u drugiego człowieka zaskoczyć.
 Dlatego nie mam nic przeciwko poznawaniu nowych osób.
 Poznałeś ostatnio kogoś, kto cię mocno zainteresował?  zapytał, wpatrując się we mnie. Zacisnąłem usta, nie wiedząc, co powiedzieć.  Że aż z ciekawości cię skręciło, by nie zbombardować go pytaniami?
 Poznałem  skwitowałem, kiwając głową, choć nasi słuchacze nie mogli tego widzieć.  Jakiś czas temu, całkiem przypadkowo.
 Przypadki są najlepsze.
 Właśnie. Nigdy nie wiadomo na kogo można się natknąć i co z tego wyjdzie.  Spojrzałem po raz kolejny na ekran. – Wrócimy do rozmowy po krótkiej przerwie. Teraz czas na następny kawałek.
 Nie podamy wam, co będzie grane. To pozostawiamy wam. Pierwsze pięć osób, które dobrze odgadną tytuł utworu i wykonawcę, zgarną najnowszą płytę tej gwiazdy. Uwaga! Płyty te zawierają autografy! Powodzenia!
             Mój wzrok ponownie skupił się na komputerze. Gdy Ashton skończył mówić, wcisnąłem odpowiedni guzik, by puścić kolejny kawałek Eda Sheerana. Następnie odłączyłem nasze mikrofony. Wyprostowałem się, łapiąc za kubek z kawą.
 Naprawdę kogoś poznałeś? – zapytał Irwin. Zamrugałem.  Czemu nic nie powiedziałeś?
 A czy jest się, czym chwalić?
 No, wiesz! Kto to taki?
 Pewien chłopak z gitarą.  Ashton wytrzeszczył oczy i cmoknął pod nosem.
 Nic więcej nie powiesz?
 Na razie zostawię to dla siebie.
 Chyba raczej zostawisz go dla siebie  poprawił mnie rozbawiony. 
             Przekręciłem oczami, urywając temat. Nie chciałem na razie opowiadać mu o blondynie ze szczegółami. Najpierw wolałem sam go jeszcze lepiej poznać.

~***~
             Kopnąłem po raz kolejny ten sam kamień. Poturlał się do przodu, ponownie zatrzymując się na deptaku. Westchnąłem pod nosem, spoglądając na drzewa. Między ich zielonymi koronami przedzierały się lekkie promienie słońca. Dzisiaj było zdecydowanie cieplej, niż wczoraj. Miałem nadzieję, że ta lepsza pogoda utrzyma się na dłużej. W takich warunkach łatwiej było wysiedzieć na dworze i grać.
            Minąłem kolejne grupki rodzin z dziećmi, które z pewnością kierowały się w stronę dużego placu zabaw, który niedawno mijałem. Z początku nie zamierzałem tu przychodzić, szczególnie mając w pamięci ostatnie wydarzenia. Nie miałem zamiaru znów trafić na tamtych napakowanych facetów. W końcu jednak odważyłem się wejść na teren parku, kiedy zamiast odstraszających gości, zobaczyłem spacerujących starszych i młodszych mieszkańców Bostonu. Dzięki nim obraz tego miejsca złagodniał, przeganiając obawy, jakie miałem.
             Spojrzałem w bok. Zmarszczyłem czoło, przypatrując się sylwetce chłopaka, który zatrzymał się przy ławce. Dopiero kiedy usiał i znalazł się na wprost mnie, rozpoznałem go. Przetarł dłonią spoconą twarz i poprawił krótkie spodenki. Postawił obok siebie na wpół wypitą butelkę wody. Uśmiechnąłem się, ruszając w jego stronę.
             Ciemne tęczówki Caluma zatrzymały się na mojej osobie, kiedy byłem w połowie drogi. On również się uśmiechnął. Rozsiadł się na ławce, jakby czekał na to, aż podejdę. Zacisnąłem lekko usta, przyspieszając kroku. Z drugiej jednak strony chciałem zamaskować to nad wyraz wielkie zadowolenie, w jakie wpadłem, gdy tylko go zobaczyłem.
 Cześć  rzucił, nie odrywając ode mnie wzroku.
– Cześć, mogę?
 Jasne.
 Ćwiczenia fizyczne?  Ściągnąłem z pleców futerał z gitarą, a następnie usiadłem obok.
 Mam siedzącą pracę, a bieganie pozwala mi utrzymać jako taką kondycję.
 Jako taką?  Zaśmiał się, a ja przekręciłem oczami.  Nie sądziłem, że cię tu spotkam.
 Nie wyglądam na gościa, który łazi po parku?
 Myślałem, że biegasz po boisku.
 Znudziło mi się  pociągnął, łapiąc za butelkę. Odkręcił korek, a następnie przysunął ją do ust. Wziął klika łyków wody.  To jednak oznacza jedno.
 Co takiego?
– Nadal słuchasz moich audycji.  Poczułem, jak moje policzki zaczynają robić się czerwone.  Cieszy mnie to.
 Lubię je i…  Nie dokończyłem, tylko zerknąłem na niego. Uśmiechnął się ponownie. Nie chciałem ci przeszkadzać.
 Daj spokój, Luke. Nie przeszkadzasz. Zresztą i tak już skończyłem.  Oparłem się łokciami o kolana, co jakiś czas zerkając w jego kierunku. Czarna koszulka, w której ćwiczył, przylegała ciasno do jego klatki piersiowej. Zagryzłem wargę. Podobał mi się ten widok.  Rozmawiałeś z rodzicami?
               Wstrzymałem oddech. Pokręciłem powoli głową, odrywając od niego wzrok. Dwa dni temu przez przypadek ujawniłem częściowo swoją tajemnicę, kiedy temat naszej rozmowy zszedł na nasze rodziny. Wtedy też przyznałem się, że nie mam zbyt dobrych relacji z rodzicami i od jakiegoś czasu w ogóle się ze sobą nie kontaktowaliśmy. Wtedy Calum uznał, że nigdy nie jest za późno, by naprawić przeszłość. Nie powiedziałem mu jednak, co nas tak bardzo poróżniło. Nadal nie wiedział, że praktycznie uciekłem z domu, chcąc być jak najdalej od nich.
 Nie zamierzasz próbować?
 Może  wydusiłem, skupiając błękitne oczy na swoich butach.
              Naprawdę nie miałem ochoty o tym rozmawiać, ale bałem się powiedzieć mu to wprost. Hood mnie w pewien sposób przyciągał, a ja za wszelką cenę nie chciałem go zniechęcić. Skrywałem niezadowolenie, zatajałem niektóre informacje, aby mieć pewność, że nie będzie mnie osądzał, choć nigdy tego nie robił. Miałem jednak obawy, że los znów może ze mnie zakpić, zabierając mi jedyną osobę, przy której czułem się dobrze. Mimo tego że nie znałem go zbyt długo, tym właśnie dla mnie był. Miłym i przyjemnym urozmaiceniem dnia. Kimś, kto krótką rozmową poprawia humor i daje nadzieję na lepsze. 
 Dobra, odrzucamy ten temat  powiedział, przyjmując podobną pozycję do mnie. Zerknąłem na niego. Znów się uśmiechnął, a to sprawiło, że od razu poczułem się pewniej. Odpowiedziałem tym samym.  Co dziś robiłeś?  Zrobiłem wielkie oczy. Byłem zaskoczony tym pytaniem.  Nie rób takiej miny  dodał rozbawiony.
 Wiesz, że moje dni są niemalże identyczne, więc… Robiłem to, co zawsze. Jestem raczej nudną osobą.
 Słuchałeś dzisiejszej audycji?  Pokiwałem głową.  Więc dobrze znasz moje zdanie. Nie ma nudnych osób. Nie jesteś nudny.
– Czy jestem jedną z tych osób, którą byś najchętniej zbombardował pytaniami?  pociągnąłem ze śmiechem, nawiązując do tego, co mówił w radiu.
– Dokładnie, ale wiem, że nie byłoby to na miejscu. Szanuję prywatność innych, więc nie wciskam nosa, kiedy ludzie ewidentnie tego nie chcą.  Spojrzał na zegarek.  Będę się zbierał.
 Och, jasne  powiedziałem, ukrywając rozczarowanie. Liczyłem na to, że nasza rozmowa potrwa znacznie dłużej. Zwiesiłem ponownie głowę, choć nadal czułem na sobie jego wzrok.
 Luke?
 Tak?
 Potrzebujesz czegoś? Chętnie pomogę i…
 Nie, wszystko jest w porządku  odpowiedziałem, siląc się na uśmiech.  Dziękuję.
 Jadłeś dzisiaj obiad?
 Jeszcze nie.
 Jeśli chcesz możesz wpaść do mnie. Ma przyjechać moja mama. Znając ją, wparuje mi do mieszkania, z czymś do jedzenia. Domowy posiłek, co ty na to?
 Nie, dziękuję  odpowiedziałem, kręcąc głową. Podniosłem się z ławki. Złapałem za futerał.
 Luke?  Odwróciłem się.  Jesteś pewny, że nie chcesz przyjść?
 To… To naprawdę miłe z twojej strony, ale… To nie jest dobry pomysł i…
 W porządku  powiedział, a ja zagryzłem wargę z zakłopotaniem.  Ej, wyluzuj. Nie zamierzam się z tego powodu obrażać. Nie znamy się za długo, więc rozumiem, że nie darzysz mnie, aż takim zaufaniem i… Ale mniejsza  odparł, machając ręką. Również wstał z ławki. Uśmiechnął się.   Odprowadzisz mnie?
 Słucham?
 Odprowadzisz mnie do cukierni? Chyba że masz inne plany.
 Nie, chętnie pójdę z tobą.  Calum znów obdarzył mnie szerokim, pełnym zadowolenia uśmiechem.
– Świetnie, to idziemy.

~***~
              Nie liczyłem na to, że Luke zgodzi się na obiad u mnie, szczególnie, że w domu miała być także moja matka. Ciężko było go namówić na wyjście do pizzerii, więc naprawdę byłbym zaskoczony, gdyby zechciał ze mną iść. Tym bardziej, że pojawiłaby się kolejna obca dla niego osoba. Pod tym względem był dość ostrożny. A może uważał, że nie jest wart zainteresowania ze strony innych osób? Właśnie takie przemyślenia pojawiały się w mojej głowie, kiedy próbowałem rozgryźć jego zachowanie. Cicho liczyłem na to, że się mylę i chłopak ma większe poczucie wartości.
             Nasza rozmowa urwała się, kiedy doszliśmy do znanego budynku. Cukiernio-piekarnia Betty Cortez była naszym przystankiem i wyznacznikiem miejsca do pożegnania. Przeprosiłem go i poprosiłem, by na mnie zaczekał. Chciałem kupić, jakieś ciasto do herbaty dla mamy, a także coś dla niego.
             Wszedłem do środka, słysząc znany mały dzwoneczek, który uruchamiał się za każdym razem, gdy ktoś otwierał drzwi. Betty od razu wyłoniła się z zaplecza. Uśmiechnęła się, podchodząc do lady. Oparła o nią dłonie, czekając, aż podejdę bliżej.
– Miło cię znowu widzieć, Calum  powiedziała, kiedy rzuciłem szybkie dzień dobry.  Co dla ciebie?
 Zdam się na ciebie. Dwa ciasta poproszę.
 Może być ciasto marchewkowe z marcepanową polewą oraz rolada z kremem czekoladowym?
 Pasuje.
 Coś jeszcze?  zapytała, pakując wybrane ciasta do tekturowego pudełka.
 Duży kubek kawy i…  Urwałem, odwracając się. Mój wzrok zatrzymał się na stojącym na zewnątrz blondynie.
 Luke lubi drożdżówki z budyniem  odezwała się Betty, a ja znów na nią spojrzałem. Ponownie uśmiechnęła się.
 Więc niech będzie drożdżówka z budyniem. I… Może do tego te małe pączki.  Kobieta wskazała na wybrany przeze mnie łakoć.  Tak te.
 Duża, mała torebka?
 Duża.
 W porządku.
              Kiwnąłem głową, rozpinając zamek od kieszeni w spodniach. Wyciągnąłem z niej kartę płatniczą. Teraz to ja oparłem się dłońmi o ladę, czekając, aż Betty skończy pakować moje zakupy. Przez chwilę obserwowałem jej szybkie ruchy, by w końcu znów się odwrócić w stronę szyby. Blondyn nadal na mnie czekał.
 Luke to bardzo miły chłopak – zaczęła, a ja znów skupiłem się na niej.  Uprzejmy, grzeczny, zawsze pomocny. Dlatego nie mam nic przeciwko, by tu przesiadywał. To dobry dzieciak, ale bardzo skrzywdzony przez los.
 Powiedział ci, co się stało?
 Nie. Jest też bardzo skryty. Zapytałam tylko raz, ale nie odpowiedział. Nie chciałam go dołować bardziej, więc już nigdy więcej nie poruszyłam tematu, dlaczego wylądował na ulicy.  Kiwnąłem głową, analizując szybko jej słowa.  Jak rozumiem, zapakować w dwie osobne siatki?
– Poproszę.
              Znów się uśmiechnęła, chowając wszystko w przezroczyste reklamówki. Podliczyła mnie, nabijając całość na kasę. Zapłaciłem, zabrałem zakupy, a następnie pożegnałem się z nią. Ruszyłem w stronę wyjścia. Wtedy też Betty odezwała się po raz kolejny.
 Lubi cię.  Spojrzałem na nią z zaskoczeniem.  Luke, polubił cię.
 Rozmawialiście o mnie?
 Oczywiście  rzuciła ze śmiechem.  A zresztą, to widać.
             Kiwnąłem głową, a potem podszedłem do drzwi. Pchnąłem je, wychodząc na zewnątrz. Błękitne tęczówki chłopaka od razu zatrzymały się na mojej osobie. Zacisnął usta, gdy podszedłem bliżej. Niepewnie zerknął na siatki i tekturowy kubek w moich dłoniach. Aromat kawy lekko unosił się, docierając do naszych nosów.
 Trzymaj  powiedziałem, podając mu jedną reklamówek, łącznie z kubkiem. Zmieszał się, a jego policzki oblały się czerwienią. Zawsze tak reagował, jak próbowałem mu w jakikolwiek sposób ułatwić życie takimi drobnymi gestami.  Daj spokój, to nic takiego.
 Dziękuję.
 Obiad serwowany na słodko.
 Dziękuję, ale…
 Tak wiem, nie musiałem, ale chciałem  wtrąciłem z uśmiechem. Luke znów zerknął na mnie.  Smacznego. Teraz będę uciekał. Pewnie zobaczymy się jutro.
 Nie mam nic przeciwko.
 Super. Miłego dnia.
 Miłego dnia, Calum.
                Klepnąłem go lekko w ramię, a następnie ruszyłem w kierunku budynku, w którym mieszkałem. Przebiegłem na drugą stronę ulicy. Zerknąłem przez ramię. Luke usiadł na murku, tuż przy cukierni. Jego wzrok nadal skupiony był na mnie. Pomachałem mu, a on odpowiedział tym samym. Wtedy też przypomniały mi się słowa Betty, które sprawiły, że poczułem się lepiej. Nie chciałem narzucać się w żaden sposób blondynowi, a świadomość tego, że chłopak mnie polubił, skutecznie pozwalało mi działać i poznawać go bardziej. Nie chciałem go odstraszyć. Chciałem mu pomagać. Jeszcze bardziej, niż do tej pory. Nie wiedziałem tylko, w jaki sposób mogę to zrobić.

~***~
              Usiadłem na starym łóżku, rozglądając się. W pomieszczeniu panował półmrok. Większość osób korzystających z noclegowni, szybko chodziło spać, dlatego główne światło od dłuższego czasu było zgaszone. Nie było jednak tak późno. Nie miałem przy sobie zegarka, ale wnioskowałem, że mogło być po dziesiątej.
             Zakryłem dłońmi twarz, przypominając sobie słowa Caluma. Przymknąłem powieki, przywołując w myślach obraz rodziców. Nigdy nie przypuszczałem, że tak bardzo odsunę się od swoich bliski. Po tym, co się stało barier między nami przybyło, a ja zacząłem wątpić, czy kiedykolwiek będziemy umieli je na nowo zburzyć. Na daną chwilę w to wątpiłem. Nie było jednak tak, że w ogóle o nich nie myślałem. Czasem podczas takich momentów, w których nie potrafiłem zasnąć, wracałem wspomnieniami do Rochester, skupiając się na tych najlepszych scenach, które zapamiętałem.
             Westchnąłem ciężko pod nosem, a następnie wstałem z miejsca. Spod poduszki wyciągnąłem naładowany telefon komórkowy. Frank był na tyle uprzejmy, że pozwolił mi skorzystać ze swojej ładowarki, dzięki czemu odzyskałem na dwa, góra trzy dni możliwość kontaktu ze światem. Mimo tego i tak wiedziałem, że raczej z tego nie skorzystam, to jednak to pozwalało mi się czuć, jak dawniej. Nie skorzystam, aż do teraz.
              Przeszedłem wzdłuż pomieszczenia, starając się nie robić zbyt dużego hałasu. Nie chciałem pobudzić innych osób, które korzystały z noclegowni. Wyszedłem na korytarz, mrużąc oczy. Światło na holu było jasne, przez co odrobinę mnie oślepiło.
 Nie możesz spać?
             Spojrzałem na tęgiego mężczyznę z szerokimi barkami. Jego siwa broda ciągnęła się, aż do klatki piersiowej. Na okrągłej twarzy widniał miły uśmiech. Zmęczone oczy koloru niebieskiego, skupiły się w całości na mnie. Zauważyłem w jego pulchnych dłoniach kolorową paczkę z chipsami.
 Chciałem zadzwonić.
 I pewnie chcesz odbyć rozmowę na osobności?
 Mogę?
 Jadalnia jest pusta, więc korzystaj  powiedział, wskazując na duże, podwójne drzwi po drugiej stronie korytarza.
 Dzięki, Frank.
 Nie ma sprawy, młody.
              Kiwnąłem głową, idąc w kierunku jadalni. Otworzyłem cicho drzwi, wchodząc do środka. Tu również panował półmrok. Dostrzegłem światła z pobliskich latarni, które wdzierały się przez duże okna. Długie stoły i krzesła ustawione były wzdłuż całego pomieszczenia. Usiadłem z brzegu, na pierwszym wolnym miejscu. Cichy zgrzyt rozniósł się echem po sali, kiedy nogi krzesła otarły się o starą, wysłużoną podłogę.
              Położyłem telefon na blacie. Przejechałem palcem po jego boku, ponownie wątpiąc w swój plan. Z jednej strony naprawdę chciałem usłyszeć głos matki. Chciałem też się upewnić, że wszystko u nich w porządku. Jednak miałem w sobie pewnego rodzaju blokadę. Nadal czułem gorzki smak po tym, co stało się, kiedy dowiedzieli się prawdy o mojej orientacji. Żal skierowany do nich nadal tlił się w środku, a ja wątpiłem w to, że w najbliższym czasie będę umiał go uciszyć. Największą jego część kierowałem do ojca, który traktował mnie, jak tego najgorszego. Byłem gejem, byłem nikim. Byłem wypaczony. Byłem kimś, kogo można było obrażać i wtykać palcami.
              Zacisnąłem usta, pochylając się w stronę stołu. Złapałem powoli za komórkę, a następnie odblokowałem ją. Ekran zaświecił się. Szybko przeszedłem do kontaktów, odszukując numer do matki. Kolejny raz zawahałem się. Nie wiedziałem, czy na pewno chcę to zrobić. Wtedy znów do mojego mózgu wdarły się słowa Caluma. Twierdził, że nigdy nie jest za późno, by naprawić przeszłość.
              Westchnąłem ciężko, a potem szybko nacisnąłem zieloną słuchawkę. Przyłożyłem urządzenie do ucha. Spiąłem się w momencie, kiedy usłyszałem pierwszy sygnał. Po chwili pojawił się drugi. Trzeciego nie było. Zamiast niego usłyszałem głos Liz.
 Luke?
 Ja…
 Czy to ten pieprzony tchórz, który uciekł, gdy zaczęło być niewygodnie dla jego gejowskiego ego? Niech przestanie się do cholery wydurniać i niech, kurwa, wraca!
               Spuściłem głowę, słysząc w tle ojca. Jego podniesiony ton skutecznie sprawił, że chciałem się z tego, jak najszybciej wycofać. Nie zamierzałem rozmawiać nawet z matką, gdy docierały do mnie takie opinie i określenia.
 Luke, jesteś tam? Luke!  Zacisnąłem powieki.  Na litość Boską, Luke!
 Przepraszam  wydusiłem tylko, a potem szybko się rozłączyłem.
             Odruchowo wyłączyłem całkowicie telefon, aby kobieta nie próbowała oddzwaniać. Odłożyłem komórkę z powrotem na stół. Pochyliłem się, opierając głowę na dłoniach. Czułem, jak mój oddech ze zdenerwowania przyspieszył. Zapiekły mnie oczy, gdy napłynęły do nich łzy. Ze wszystkich sił starałem się nie rozkleić.
             W tym momencie jednak czułem się koszmarnie. Żałowałem, że spróbowałem. Żałowałem, że wybrałem taką porę dnia. Żałowałem, że ojciec był w domu. Nie wyszło. Próba rozmowy z rodziną okazała się być porażką. Nie potrafiłem się przełamać. Byłem na tyle słaby, że nie umiałem znosić słów ojca, do których przecież powinienem już przywyknąć. Nie szczędził mi ich od długich miesięcy. One nadal bolały tak samo, jak usłyszane za pierwszym razem. Osoby, które powinny stać za mną murem, znajdowały się po drugiej stronie. Osądzając. Oceniając. Skreślając tylko dlatego, że nie byłem w stu procentach taki, jaki oni chcieli bym był. Nic dziwnego, że czułem się cholernie samotny. A to dodatkowo dobijało. Byłem sam. Zdany na siebie, skazany na pomoc obcych ludzi. Czy będę potrafił odbić się od dna i wrócić na powierzchnię? 


***
Kolejny rozdział za nami. Można go uznać za taki spokojny i przejściowy. Mamy tu znów więcej przemyśleń Hemmo. Jak widać też chłopaki chyba się polubili :)
Mam nadzieję, że ta część przypadła Wam do gustu.

Tradycyjnie zapraszam Was też na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam znajdziecie informacje o tym, co i kiedy się pojawia.

Pozdrawiam i do następnego!

#SaveMeFF

2 komentarze:

  1. Biedny Luke nie zasłużył na takie traktowanie ze strony ojca. Szkoda mi go naprawdę aż mi się smutno zrobiło jak to czytałam. Czekam na kolejny

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda Luka wydaje się takim fajnym facetem. Nie zasługuje na takie traktowanie ze strony ojca. Trzymam kciuki żeby się mu ułożyło w dalszym opowiadaniu :-)

    OdpowiedzUsuń