piątek, 14 kwietnia 2017

#06 Zaskoczony?

             Skrzywiłem się, słysząc dźwięk budzika. Przekręciłem się i na oślep wyciągnąłem rękę. Wyłączyłem urządzenie, a następnie opadłem z powrotem na poduszki. Przetarłem dłońmi zaspaną twarz, wzdychając ciężko pod nosem. Nie mogłem jednak tkwić w łóżku zbyt długo. Musiałem w końcu się podnieść i przygotować się do wyjścia. Czekał mnie kolejny dzień w pracy.
             Leżąc jeszcze przez chwilę na materacu, mając przymknięte powieki, przypomniałem sobie o blondynie. O zmarzniętym i wystraszonym chłopaku, którego wczoraj wieczorem dosłownie zgarnąłem z ulicy. Odtworzyłem w myślach naszą krótką rozmowę, którą odbyliśmy zanim poszliśmy spać. Nadal było mi go cholernie żal. Los ewidentnie kopał go po tyłku, nie dając dłużej chwili spokoju czy wytchnienia. Oprócz tego zacząłem odczuwać troskę. Silne uczucie, które kierowane było w jego stronę. Zależało mi na tym, by czuł się bezpiecznie. Chciałem mu pomóc, aby nie musiał już więcej się martwić. Chciałem zrobić wszystko, by znów zaczął się uśmiechać. Było to dość irracjonalne, szczególnie, że nie znaliśmy się zbyt długo. Nie wiedziałem też o nim wszystkiego. Blondyn nadal skrywał w sobie tajemnice, o których mi nie mówił. Byłem tego pewny.
              Wychodząc z pokoju, zastanawiałem się, co zaserwować naszej dwójce na śniadanie. Próbowałem przypomnieć sobie, czy chłopak wspominał o czymś, czego nie lubi. A może ma jakieś ulubione danie, które nadawałoby się do zjedzenia o takiej porze? Po krótkiej chwili zrozumiałem kolejną rzecz. Zaczynało mi na nim, w jakiś sposób zależeć. Ale o dziwo nie przeszkadzało mi to w żaden sposób. Chłopak mnie, w jakiś sposób fascynował i przyciągał, choć pewnie zupełnie nie zdawał sobie z tego sprawy. Od samego początku byłem go ciekaw. Teraz to wszystko nasilało się, a ja nie miałbym nic przeciwko temu, by zgłębić się w jego historię jeszcze bardziej.
              Jednak, jak tylko opuściłem pokój, zrozumiałem, że ze wspólnego śniadania nic nie wyjdzie. Luke zniknął. Zacisnąłem mocniej usta, podchodząc do kanapy, na której starannie ułożył pościel. Przez chwilę wpatrywałem się w to miejsce, mając nadzieję, że blondyn jest jeszcze w mieszkaniu. Niestety, wokół mnie panowała cisza. Byłem sam. Jak zawsze.
              Odwróciłem się, mając zamiar iść do kuchni. Mój wzrok na moment zatrzymał się na stole. Dopiero wtedy zauważyłem niewielką kartkę, która została wyrwana z jednego z zeszytów, które na nim leżały. Podszedłem bliżej. Złapałem za nią. Luke miał bardzo staranne, nieco pochyłe pismo. Litery były rozciągnięte i zaokrąglone. Skupiłem się na słowach, jakie zostawił.

Calum, raz jeszcze dziękuję za wczoraj. Mam nadzieję, że kiedyś będę w stanie Ci się odwdzięczyć za to wszystko, co dla mnie zrobiłeś.
Ubrania, które mi pożyczyłeś, włożyłem do kosza na brudy.
Podebrałem Ci też trochę jedzenia – zrobiłem trzy kanapki i kubek kawy. Posprzątałem po sobie. Obiecuję, że oddam Ci za to pieniądze.
Raz jeszcze dziękuję.
Luke

~***~
               Znajomy budynek pojawił się w końcu przed moimi oczami. Westchnąłem ciężko pod nosem, kierując się w stronę noclegowni. Ponownie spuściłem głowę, starając się nie patrzeć na mijające osoby. Widziałem ich pełen pogardy wzrok, kiedy przechodziłem obok. Mój wygląd raczej nie był zachęcający. Podrapany policzek i zraniona warga, do tego dochodziły brudne ubrania. Wizerunkowo idealnie wpisywałem się do gorszego marginesu społeczeństwa. Starałem się ich ignorować i dotrzeć do celu, jak najszybciej.
               Przez chwilę pozwoliłem myślom odpłynąć. Pognały w stronę uśmiechniętego chłopaka, który po raz kolejny uratował mi tyłek  wczoraj przed zimną nocą, spędzoną na zewnątrz, innym razem przed głodem czy zaczepkami. Zastanawiałem się, czy mogę w jakikolwiek sposób mu podziękować. Zrobić coś dla niego. Szybko jednak zrozumiałem, że nie miałem niczego, co mógłbym mu zaoferować w zamian. Byłem tylko bezdomnym chłopakiem z marzeniami o lepszym, stabilniejszym życiu. Jedyne, co mogłem w tym momencie zrobić, to raz za razem wyrzucać z siebie słowo dziękuję. Nic więcej.
               Wchodząc na teren noclegowni, zrozumiałem, że dziś zaczynam zupełnie inny etap. Wczorajsi napastnicy pozbawili mnie możliwości zarobku. Choć pieniędzy z grania nie było za wiele, to jednak dawały mi szansę na zjedzenie dodatkowego posiłku czy kupno wody do picia. Teraz nie miałem nawet tego. A to było naprawdę dobijające. Wiedziałem jednak, że muszę wziąć się w garść i coś wymyślić. Musiałem ze wszystkich sił nie dać się pokonać. Przecież nie mogłem się załamać i z góry uznać, że to koniec. Chciałem znów znaleźć w sobie to zaparcie na to, by walczyć dalej.
 Jezu, a tobie co się stało?
 Cześć, Frank.  Mężczyzna nie odrywał ode mnie zaciekawionego i jednocześnie zaniepokojonego wzroku. Wzruszyłem ramionami, opierając się o stolik.
 Jesteś trzeźwy?
 Nic nie piłem. Miałem po prostu niezbyt miłe spotkanie.
 Oberwałeś od kogoś? Nic ci się nie stało?
 Nic  odpowiedziałem szybko, mając nadzieję, że nie będzie pytał o nic więcej. Jakoś nie miałem ochoty wylewać mu żali i zapewniać rozrywkę, przez opowiadanie swojej historii.  Nic mi nie jest. Potrzebuję tylko czystych ubrań.
 Jasne. Brałeś coś w tym tygodniu?
 Nie.
 W takim razie idź do pokoju. Może coś znajdziesz.
 Dziękuję.
 Luke?  odezwał się ponownie, kiedy ruszyłem w stronę wąskiego korytarza. Odwróciłem się. Kiwnąłem głową, aby mówił dalej.  Na pewno wszystko w porządku?
 Tak.
 Gdzie twoja gitara?
 To długa historia, do której nie chce wracać.
 Nie przyszedłeś do noclegowni.
 Nie zdążyłem.  Frank spojrzał na mnie ze współczuciem, a ja zmusiłem się do tego, by się nie skrzywić. Nie lubiłem takiego wzroku. Nie chciałem litości.
– Gdzie w takim razie byłeś?
 Byłem… u przyjaciela.

~***~
             W pracy byłem odrobinę rozkojarzony. O ile na antenie potrafiłem się skupić na temacie, jaki poruszyłem z Ashtonem, tak między przerwami moje myśli wędrowały znów w stronę blondyna. Byłem pewny, że zobaczę chłopaka rano pod cukiernią. Tym razem jednak go tam nie było. Chciałem mieć pewność, że po wczorajszym czuje się dobrze, ale niestety nie miałem, jak tego zrobić. Liczyłem na to, że natknę się na niego później. I tak właśnie było.
              Trafiłem na Luke'a całkiem przypadkowo. W miejscu, w którym go wcześniej nie widziałem. Był na niewielkim murku, który znajdował się z boku pawilonu, który mieścił się kilka ulic dalej od cukierni. Był tam też oddział banku, z którego usług korzystałem. Wyszedłem z niego, a następnie odbiłem na prawo w stronę parkingu, na którym zostawiłem samochód.
               Odruchowo spojrzałem w bok i wtedy go zobaczyłem. Murek, na którym praktycznie leżał, wepchnięty był na tyły budynku. Oparł głowę o rękę, a jasne oczy wpatrywały się w szare, pochmurne niebo. Pogoda znów nie była dla nas zbytnio łaskawa. Jedną nogę miał wyprostowaną, drugą zaś zgiętą. Znajdowała się poza murkiem, a blondyn od czasu do czasu machał nią, jakby działo się to poza jego kontrolą.
               Chłopak poruszył się w momencie, gdy usłyszał zbliżające się w jego stronę kroki. Minąłem rząd śmietników, podchodząc do murku, który okupował. Zerknął w bok, a błękitne tęczówki zatrzymały się wprost na moich ciemniejszy oczach. Zacisnął usta, podnosząc się. Usiadł, opierając dłonie na zimnym murze, po obu stronach nóg. Bez słowa śledził każdy mój ruch.
               Zatrzymałem się obok. Oparłem się o murek, który sięgał mi powyżej ud. Luke spuścił głowę, wpatrując się przez chwilę w brudną kostkę brukową. Między nami panowała cisza. Zlustrowałem jego twarz, oceniając to, jak wygląda po wczorajszym zajściu. Opuchlizna nieco zeszła, ale jego policzek i warga dalej nosiły ślady pobicia. Zauważyłem też, że zmienił ubranie. Teraz miał na sobie czarne dresy i granatową, rozciągniętą bluzę z kapturem. Na to narzucił czarny bezrękawnik, który miał go ochronić przed panującym chłodem. Zastanawiałem się, gdzie podziała się jego gitara. Przecież praktycznie się z nią nie rozstawał.
 Jak się czujesz?  zapytałem kontrolnie ani na moment nie odrywając od niego wzroku.
 Dobrze  odpowiedział, spoglądając przed siebie.
              Nie wiedziałem, co takiego ogląda. Mijające samochody? Krążących po chodniku ludzi, których i tak było niewielu? W tym momencie żałowałem, że nie potrafię wedrzeć mu się do głowy i poznać jego myśli. Chciałem wiedzieć o nim więcej, łącznie z tajemnicami, jakie skrywał.
               Luke wypuścił cicho powietrze z ust. Drgnął, jakby ocknął się z zamyślenia. Odwrócił się powoli w moją stronę. Przez chwilę nie zrywaliśmy kontaktu wzrokowego. Prawda była taka, że jego oczy niesamowicie mnie pochłaniały. Mógłbym się w nie wpatrywać godzinami. Niosły w sobie odrobinę smutku, może melancholii i niepewności, ale mimo wszystko i tak były piękne. Ich jasna barwa zmieniała się, kiedy chłopak był weselszy. Zyskiwały małe iskierki. Zdradzały emocje, które w sobie nosił. Teraz były przygaszone. Zdecydowanie wolałem widzieć w nich ten błysk, który zazwyczaj wiązał się też z uśmiechem, jaki malował się wtedy na jego twarzy.
 Dziękuję  powiedział, a ja uniosłem brwi.  Za wczoraj.
 Już mi dziękowałeś i…
 Oddam ci pieniądze za jedzenie.
 Nie wygłupiaj się  odparłem, machając ręką. – Potrzebujesz jeszcze czegoś?
 Nie.
 Będziesz dzisiaj grał?  Pokręcił głową, skupiając wzrok na swoich palcach, którymi zaczął się bawić.  Stało się coś, o czym chciałbyś porozmawiać?
 Nie, dziękuję. Wszystko jest w porządku- powiedział, ale ja i tak czułem, że kłamał. Co takiego ukrywał?
 Luke?  Zagryzł wargę, podnosząc głowę. Znów na mnie spojrzał.  Na pewno…
 I tak już dużo dla mnie zrobiłeś, Calum. Zrobiłeś więcej, niż inni. Dziękuję. Naprawdę to doceniam.
 Ale…
 Poradzę sobie  odparł, wymuszając uśmiech. Nie uwierzyłem i w to. Zaczynałem naprawdę się o niego martwić.
 To inaczej. Może masz ochotę do mnie wpaść? Jest dość chłodno, by siedzieć na dworze. Zrobię dobry obiad, co ty na to?  pociągnąłem, mając nadzieję, że się zgodzi. Luke zaśmiał się cicho.
 To miło z twojej strony, ale dziękuję.
 To nic złego korzystać z oferowanej pomocy.
 Wiem… Ale ja już twojej pomocy i tak mocno nadużyłem.
 Nie przesadzaj.  Zaśmiał się.  Do niczego i tak cię nie zmuszę, chociaż najchętniej siłą zaciągnąłbym cię do siebie, bo nie mogę patrzeć na to, jak marzniesz.  Luke zamrugał, wpatrując się we mnie.  Powiedziałem to na głos?
 Powiedziałeś  odparł i ponownie zaśmiał się.  I spokojnie, nie jest mi zimno.
 Akurat tego nie kupuję, ale niech ci będzie. W razie czego wiesz, gdzie mieszkam. Jestem dzisiaj cały dzień w domu.
 Dzięki.
 Do zobaczenia.
 Do zobaczenia, Calum.
               Uśmiechnąłem się, a on szybko to odwzajemnił. Ruszyłem w stronę chodnika, zostawiając chłopaka za plecami. Dopiero wtedy zrozumiałem, że podoba mi się to, gdy wypowiada moje imię. Naprawdę to lubiłem. Skarciłem się za to w myślach. Nie powinienem w ten sposób do niego podchodzić. Nie powinienem się, aż tak emocjonalnie angażować. Szczególnie, że Luke mógł zniknąć z mojego życia w każdym momencie.

~***~
                Nie za bardzo wiedziałem, co mam ze sobą zrobić. Próbowałem ułożyć w głowie, jakiś sensowny plan, by choć odrobinę odbić się od dna, w jakim się znalazłem. Gra na gitarze gwarantowała mi, choć trochę pieniędzy, a ja mając je w kieszeni czułem się nieco pewniej, niż gdy nie miałem ich w ogóle.
                Kiedy zerwał się silniejszy wiatr, postanowiłem się przejść. Nie miałem ustalonego celu. Chodziłem po prostu po ulicach Bostonu, nie koncentrując się na trasie, jaką pokonywałem. Moje nogi same prowadziły mnie na przód. Szybszy marsz nieco mnie rozgrzał. Wiedziałem, że mogę wrócić do noclegowni i tam spędzić resztę dnia. Jednak dużo lepiej czułem się poza murami budynku. 
               Na ziemię spadły pierwsze krople deszczu. Byłem już na znanej ulicy, która prowadziła do cukierni Betty Cortez. Dopiero wtedy zorientowałem się, że przez spacer musiałem zatoczyć dość spore koło. Ruszyłem przed siebie, teraz obierając dokładny kierunek. Przyszła pora na to, by w końcu wrócić do noclegowni. Szczególnie, że zbierało się na kolejną ulewę.
               Jak tylko wyszedłem zza zakrętu, usłyszałem męskie głosy. Odruchowo odwróciłem się, by spojrzeć na grupkę mężczyzn, który szyli z drugiej strony. Moje serce i oddech momentalnie przyspieszyły. Wszyscy mieli naciągnięte na głowy kaptury, przez co dokładnie nie mogłem zobaczyć ich twarzy. Nie byłem pewny, czy są to te same osoby, które zaatakowały mnie wczoraj. Wiedziałem jednak, że nie chcę się w żaden sposób tego dowiadywać. Moje myśli zrobiły swoje, przywołując te wszystkie negatywne odczucia, jakich doświadczyłem przy pobiciu. W tym najmocniejsze  ból i upokorzenie. Nic dziwnego, że poczułem narastającą panikę. Nie chciałem powtórki z rozrywki.
                Przyspieszyłem jeszcze bardziej, chcąc być, jak najdalej od nich. Ich głosy, które teraz wydały mi się być znajome, nadal doskonale słyszałem za plecami. A może to mój mózg zaczął powoli wariować? Może nie byli to ci sami mężczyźni? Miałem wrażenie, że serce coraz bardziej łomocze mi klatce piersiowej. Co chwilę wstrzymywałem oddech, starając się go uspokoić.
                 Zatrzymałem się przy budynku, w którym czułem się naprawdę bezpiecznie. Zapamiętałem numer mieszkania, pod którym mieszkał Calum. Miałem nadzieję, że chłopak jest u siebie i nigdzie nie wyszedł. W tym momencie miałem gdzieś to, że znów nadużywam jego dobroci i gościnności. Potrzebowałem pomocy. Potrzebowałem schronienia i to takiego, w którym będę pewien, że nic złego mi się nie przytrafi.
                 Obraz ze wczorajszych wydarzeń wbił mi się do głowy na tyle, że nie potrafiłem skupić się na niczym innym, jak tylko na szybkim odgrodzeniu się od nieznajomych. Być może zbyt pochopnie do tego podszedłem. Może to wcale nie oni. W tym momencie miałem to gdzieś, że mogę wyjść na panikarza i tchórza. Czułem strach, który zaczął paraliżować mnie od środka. Zaschło mi w ustach, a całe ciało drżało, kiedy naciskałem odpowiedni guzik w domofonie. Usłyszałem charakterystyczny dźwięk. Przystępowałem z nogi na nogę, błagając w myślach, by Calum odebrał. Zerknąłem kontrolnie w bok. Mężczyźni w kapturach byli coraz bliżej.
 Proszę cię bądź w domu, proszę tylko bądź w domu  mamrotałem pod nosem, wciskając się bardziej w ściankę klatki.
 Tak?
 Calum, tu Luke. Ja tylko… Ja…
 Właź  powiedział, a potem doszło do mnie ciche brzęczenie.
                 Szybko złapałem za klamkę, kiedy otworzył mi drzwi. Wszedłem do środka cichej klatki schodowej. Przełknąłem nerwowo ślinę, przymykając oczy. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę z tego, że od tego wszystkiego zrobiło mi się gorąco. Ręce nadal mi się trzęsły, kiedy wchodziłem wolno po schodach. Mimo tego odetchnąłem z ulgą.
                 Zatrzymałem się na odpowiednim piętrze. Podniosłem rękę, chcąc zadzwonić dzwonkiem, ale w tym momencie drzwi same się otworzyły. Na progu stanął Calum. Na twarzy wymalowany miał pogodny i miły uśmiech. Zmierzył mnie wzrokiem, zapewne chcąc poznać mój stan.
 Zapraszam  powiedział, zanim zdążyłem wydusić z siebie cokolwiek.
                 Wszedłem do mieszkania, w którym było cieplej, niż na zewnątrz. Szybki dreszcz przebiegł mi po plecach. Moje ciało rozluźniło się, kiedy znalazłem się w środku. Teraz znów poczułem to przyjemne uczucie bezpieczeństwa.
 Nie chcę ci przeszkadzać, tylko…  Zerknąłem w stronę okna. Deszcz coraz bardziej bębnił w szyby.  Rozpadało się i… Mogę przeczekać, aż przestanie?  skłamałem, nie chcąc przyznać, co jest prawdziwą przyczyną tego, że znalazłem się pod jego blokiem. Nie chciałem, by pomyślał, że zachowuję się, jak wystraszone dziecko tylko dlatego, że zobaczyłem grupkę mężczyzn w kapturach.
 Pewnie. Chodź, rozgość się.
 Dziękuję  odpowiedziałem, ściągając buty i kamizelkę.
                 Przeszedłem razem z nim w głąb salonu. Calum wskazał mi miejsce przy stole. Zauważyłem rozłożone na nim papiery, a także wiele zapisanych na szybko kartek. Przygryzłem wargę, niepewnie siadając na krześle. Jeszcze przez chwilę spoglądałem na to, jak składa je na kupki. Podniosłem głowę, by skupić się na nim. Wedy też doszło do mnie to, że przecież mogę mu przeszkadzać. Może pracował, a ja oderwałem go od roboty, którą musiał wykonać? Może moja wizyta nie była mu na rękę?
 Napijesz się czegoś? Może zrobię ci gorącej herbaty?
 Poproszę.
 Coś do jedzenia?
 Nie, dziękuję.
 Na pewno?
 Nie jestem głodny  skłamałem po raz kolejny.
 Co jadłeś na obiad?
 Obiad?  zapytałem zaskoczony.  Nic.
 Więc nie wmówisz mi tego, że nie jesteś głodny. Mam trochę sosu z mięsem, warzywami i ryżem. Co ty na to?
 Chętnie.
 Świetnie. Zaraz wracam  odparł z uśmiechem, a następnie poszedł do kuchni.
                  Po raz kolejny wypuściłem cicho powietrze z ust. Rozejrzałem się po pomieszczeniu, zatrzymując wzrok na regałach z książkami. Nie chciałem być wścibski, więc starałem się patrzeć wszędzie, tylko nie na leżące przede mną papiery. Zmrużyłem oczy dostrzegając w koncie pokoju futerał z gitarą. Stał wciśnięty między regał a ścianę. Calum kiedyś mówił mi, że też gra. Chętnie posłuchałbym, czegoś w jego wykonaniu.
                 Nie wiem, ile dokładnie minęło czasu, ale Hood w końcu wrócił do salonu. Od razu poczułem przyjemny zapach przypraw, który rozniósł się po pomieszczeniu. Zaburczało mi w brzuchu, a ja miałem nadzieję, że nie było tego słychać. Postawił przede mną parującą miskę z jedzeniem, a także kubek gorącej herbaty. Potem usiadł naprzeciwko, ponownie łapiąc za zadrukowane i zapisane kartki.
 Przepraszam, nie chciałem ci przeszkadzać. Nie wiedziałem, że jesteś zajęty  wydusiłem z siebie, gdy zaczął je szybko segregować. Podniósł wzrok, a ciemne tęczówki skupiły się na mnie. Uśmiechnął się po raz kolejny.
 Nie przeszkadzasz. Cieszę się, że jednak zdecydowałeś się do mnie przyjść.
 Dziękuję i…
 Nie ma sprawy  przerwał mi ze śmiechem.  Polecam się na przyszłość.
                 Kiwnąłem głową, łapiąc za łyżkę. Nabrałem na nią trochę ryżu i sosu, a potem podmuchałem. Następnie wsadziłem ją do buzi. To było przepyszne. Nie czekając dłużej zacząłem pochłaniać podstawione mi pod nos danie, coraz bardziej ignorując jego wysoką temperaturę. Po pierwszym kęsie mój żołądek domagał się jeszcze więcej jedzenia. Naprawdę byłem głodny.
                 Calum, co jakiś czas zerkał na mnie z uśmiechem. Nie przeszkadzało mi to w żaden sposób. Kiedy wszystkie papiery ułożył na naprzemienne kupki, jego cała uwaga ponowne skupiła się, tylko na mojej osobie. Oparł łokcie o stół. Palec wskazujący musnął jego usta. Przez moment zapatrzyłem się w to miejsce. Odruchowo oblizałem dolną wargę. Dopiero po chwili doszło do mnie to, że z pewnością to widział. Byłem jednak w trakcie jedzenia, więc mogłem to zrzucić na tę czynność, a nie na to, że tak na mnie działał. Zresztą, Calum był naprawdę przystojnym facetem.
 Powiesz mi, co tak naprawdę się stało?
               Kiedy to powiedział, zamarłem z podniesioną łyżką. On zaś cierpliwie czekał na moją odpowiedź. W jego oczach dostrzegłem troskę. Zawahałem się. Nie chciałem mu o wszystkim opowiadać. Z drugiej strony Calum robił dla mnie tyle, że zasługiwał, chociaż by na to, bym był wobec niego szczery.
 Byłem niedaleko, kiedy… Zobaczyłem facetów w kapturach. Przypominali mi tamtych i … spanikowałem. Nawet nie wiem, czy to na pewno były te same osoby, ale…  Urwałem, czując się w pewien sposób zażenowany własnym zachowaniem.  Wtedy przypomniały mi się twoje słowa… To, że mogę przyjść i…  dukałem, czując, jak moje policzki robią się czerwone.
 W porządku. To zrozumiałe, że poczułeś się niepewnie. To, co się stało wczoraj…
 Zabrali mi jedyne pieniądze, jakie miałem  powiedziałem, zyskując odrobinę więcej pewności siebie. Calum wytrzeszczył oczy.  Zniszczyli telefon i gitarę. To dlatego dzisiaj nie grałem.
 Dlaczego nie powiedziałeś mi o tym wcześniej?
              Zmieszałem się jeszcze bardziej. Odruchowo spuściłem wzrok, skupiając się na prawie pustej misce, którą miałem przed sobą. Teraz jeszcze bardziej żałowałem tego, że od początku nie przyznałem się do wszystkiego. Byłem zawiedziony swoim zachowaniem w stosunku do niego.
 Zrobili coś jeszcze?
 Nie  skłamałem, nie chcąc wyjawiać tej jednej konkretnej rzeczy. A mianowicie upokorzenia, jakie mi zagwarantowali.
 W porządku. Chcesz mi powiedzieć coś jeszcze?
               Spojrzałem na niego ponownie. Jego twarz się nie zmieniła. Nadal był do mnie przyjaźnie nastawiony. Nie osądzał mnie, nie traktował, jak gorszego. Wiedziałem jednak, że chce bym był z nim szczery. Postanowiłem więc wyjawić jeszcze jedną rzecz, o której nie mówiłem wcześniej. A tego też się obawiałem. Nie wiedziałem, jaki Calum ma stosunek do osób o innej orientacji, ale jeśli jest przeciwko, to powinien wiedzieć, że ma styczność właśnie z taką osobą. Nie wszyscy przecież bez problemów to akceptowali. Idealnym i mocnym przykładem był mój własny ojciec, który potrafił mnie gnoić i obrażać przy każdej nadarzającej się ku temu okazji.
 Przyczepili się też do mnie dlatego, że myśleli, że jestem gejem. I w sumie pod tym względem się nie pomylili.
               Hood westchnął ciężko pod nosem, a potem pokręcił głową. Zacisnął usta, a ja wstrzymałem dla odmiany powietrze. Przez chwilę myślałem, że też jest jednym z tych, którzy są przeciwnikami takich osób, jak ja. On jednak przekręcił oczami, a potem znów skupił się na mnie. Cmoknął z niezadowoleniem, co było dość zabawne. Nie potrafiłem jednak się zaśmiać czy nawet uśmiechnąć. Byłem, w jakiś sposób sparaliżowany niepewnością względem jego stanowiska.
 Można im pogratulować debilizmu.
 A ty nie…
 Sam jestem biseksualny.  Zrobiłem wielkie oczy, na co zareagował cichym śmiechem.  Zaskoczony?
 Nawet nie będę zaprzeczał.
 Nie ważne kogo się kocha. Nie ważne, kto komu się podoba. Ludzie nie powinni ingerować w uczucia innych. To nie jest ich interes. Dwóch mężczyzn czy dwie kobiety, które żyją razem i są parą, nie robią nikomu krzywdy. Nie robią niczego złego. Niektórzy jednak podchodzą do tego, jakby ich miłość była inna, zła i nie na miejscu. A to gówno prawda.
                 Przez chwilę spoglądałem na niego, nie mogąc tego przerwać. To, co powiedział wywarło na mnie bardzo pozytywne wrażenie, choć sam byłem takiego samego zdania. Dobrze jednak było mieć kogoś, kto myśli w ten sam sposób. Kto nie widzi w tej kwestii nic złego. Nie gardzi i pochopnie nie ocenia. Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że znów się uśmiecham. Odpowiedział tym samym, a ja poczułem się jeszcze lepiej. Pod tym względem byliśmy do siebie podobni.

                Siedziałem na kanapie. Calum znajdował się po drugiej stronie, opierając nogi o miękkie siedzisko. Jego stopy były tak blisko moich ud, że niemal czułem to, jak porusza palcami. W rękach mieliśmy paczki solonych chipsów, które przegryzaliśmy w trakcie oglądania filmu. Przez to wszystko, co się ostatnio działo w moim życiu, miałem ważenie, że minęły wieki, kiedy ostatni raz mogłem luzie i z takim spokojem spędzać czas, wgapiając się w telewizor. 
               Mój pobyt u Caluma się wydłużył. Dopiero kiedy zerknąłem na zegarek zrozumiałem, jak późno się zrobiło. Nerwowo poruszyłem się na miejscu, czym zwróciłem jego uwagę. Ciemne oczy spojrzały się na mnie. Zmarszczył lekko nos, kiedy zacząłem odruchowo skubać dół mojej koszulki.
 Co się stało?
 Muszę iść. Nie chcę się znowu spóźnić do noclegowni.
 Możesz zostać, jeśli chcesz.
 Ja… Nie mogę. Nie mogę siedzieć ci na głowie i… Nie chcę ci przeszkadzać.
 Nie przeszkadzasz mi w żaden sposób. To miłe mieć do kogo otworzyć usta. Jesteś dobrym towarzystwem, Luke.
 Nie mogę.
 Zastanów się porządnie nad moją propozycją  pociągnął, wsuwając dłoń do szeleszczącego opakowania. 
 Nie mogę tak cię wykorzystywać i…
 Sam ci się podkładam do wykorzystywania  powiedział z rozbawieniem. Zrobiłem wielkie oczy, a chłopak jeszcze głośniej wybuch śmiechem.  To strasznie dwuznacznie zabrzmiało. Nie to miałem na myśli.
 O matko  rzuciłem, zakrywając zaczerwienione policzki dłońmi.
 Pomyślałeś o tym?
 Nie ciągnijmy tego tematu, bo…
 Ciągnąć mówisz?  przerwał mi, sugestywnie poruszając brwiami. Wiedziałem, że żartuje, ale i tak zrobiło mi się gorąco.
 Calum!  krzyknąłem, łapiąc za leżącą obok poduszkę.
                 Niewiele myśląc rzuciłem nią w niego, a chłopak ponownie wybuchł śmiechem. Pacnęła go w głowę, a potem opadła na jego brzuch, zakrywając przekąskę, którą jadł. Uśmiechnąłem się, nadal wsłuchując się w dźwięk, jaki z siebie wydawał. Lubiłem jego śmiech. A tym bardziej lubiłem go w takim właśnie wydaniu. Kiedy był zadowolony i wyluzowany.
 To jak będzie? Zostaniesz?
 Zostanę  odpowiedziałem, a on po raz kolejny obdarzył mnie szerokim uśmiechem.
 W porządku, ale jedna sprawa.
                  Pokiwałem głową mając nadzieję, że poprzednio nie zrobiłem niczego złego. Hood przez moment milczał, więc zacząłem się odrobinę niepokoić i niecierpliwić. W końcu wziął głębszy wdech i odezwał się ponownie.
 Zaklepuję pierwszy łazienkę.
 Jasne  powiedziałem ze śmiechem, opierając się o oparcie kanapy.  Calum?  Chłopak ponownie na mnie spojrzał.  Dziękuję.
 Cała przyjemność po mojej stronie.

~***~
                Obudziłem się w środku nocy. Nie mogłem z powrotem tak szybko zasnąć. Dodatkowo poczułem w ustach suchość. Potrzebowałem, chociaż małego łyka wody. Niechętnie podniosłem się z łóżka. Ziewnąłem, drapiąc się po policzku. Ruszyłem zaspany w stronę drzwi.
               Wyszedłem do salonu. Mój wzrok odruchowo zatrzymał się na kanapie, na której spał Luke. Przybliżyłem się, dostrzegając w końcu mocniejszy zarys jego sylwetki. Blondyn poruszył się, a ja przez chwile byłem przekonany, że go obudziłem. Po chwili jednak zrozumiałem, że chłopak dalej przebywa w krainie snów.
               Mruknął coś pod nosem, a jego ręce mocniej zacisnęły się na pościeli. Wcisnął twarz w poduszkę, nie zaprzestając poruszać ustami. Wyszeptał coś, ale zupełnie tego nie zrozumiałem. Jak na dłoni widać było, że śni mu się coś, co mocno przeżywa. Odsunąłem się, kiedy nerwowo znów się poruszył.
 Przepraszam.
               Zamarłem, kiedy wyraźnie wychwyciłem to słowo, wypływające z jego ust. Było nieco głośniejsze, niż poprzednia plątanina słów, z której nic nie wychwyciłem. Zacząłem się zastanawiać, co takiego mu się śni i czy można zaliczyć to do tych dobrych rzeczy. Miałem nadzieję, że tak. Chłopak i tak miał już dużo zmartwień i przykrych doświadczeń w codziennym życiu. Chociaż w śnie przydałby mu się spokój. Odwróciłem się w końcu i ruszyłem powoli do kuchni. Miałem nadzieję, że tym razem Luke nie ucieknie z samego rana. 


***
Cake znów pod jednym dachem :D Luke do tego ponownie otworzył się przed Calumem. Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu.

Korzystając z okazji, chcę Wam życzyć wesołych Świąt Wielkiejnocy! Mokrego dyngusa i pysznego jedzonka! 

Standardowo też zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau

Pozdrawiam i do następnego!

#SaveMeFF

2 komentarze:

  1. Uwielbiam Caluma z tymi jego dwuznacznymi tekstami hahaha XD Ale chyba ja uwielbiam jego całego :D A do kompletu Luke i jego zachowanie skruszonego, robi z nich cudowną parkę :)
    Rozdział świetny jak zwykle i już nie mogę się doczekać następnego!
    Pozdrawiam i weny życzę x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że rozdział się spodobał :)
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam!

      Usuń