poniedziałek, 8 maja 2017

#07 Wiesz, co to znaczy?

               Przez dłuższą chwilę siedziałem na kanapie, zastanawiając się, co robić dalej. Ostatnio kiedy Calum pozwolił mi u siebie zostać, z samego rana zniknąłem, by jak najszybciej zejść mu z oczu. Nie chciałem przeginać i nadużywać jego dobrego serca i gościnności. Teraz jednak biłem się z myślami. Iść czy zostać?
               Podniosłem się z miejsca, a następnie zaścieliłem kanapę. Złożyłem ją, a potem ułożyłem na niej równo kołdrę, prześcieradło i dwie poduszki, jakie miałem do dyspozycji. Poprawiłem spodenki i szarą koszulkę. Calum znów pożyczył mi swoje ubrania, które całkiem nieźle na mnie leżały. Byliśmy podobnego wzrostu, choć pod względem gabarytów, on był znacznie lepiej zbudowany ode mnie. Ćwiczył i był wysportowany, co odzwierciedlało jego ciało.
                Podszedłem do okna. Odsłoniłem firankę, by spojrzeć na ulicę. Niebo nad miastem było szare, jakby znów zbierało się na deszcz. Liczyłem na to, że ta paskudna pogoda w końcu minie i znów w Bostonie pojawi się słońce.
                Przechyliłem lekko głowę, gdy mój wzrok zatrzymał się na cukierni. Tej cukierni, przy której zawsze grałem. Zacząłem się zastanawiać, co robić dalej. Nie mogłem od tak bez niczego wrócić na tamto miejsce. Nie miałem już gitary, dzięki której zdobywałem pieniądze. Wszystko znów się komplikowało. A może to ja zaczynałem po prostu za dużo narzekać?
                Odwróciłem się, poprawiając firankę. Spojrzałem odruchowo w stronę zamkniętych drzwi. Za nimi znajdowała się sypialnia Caluma. Uśmiechnąłem się pod nosem, podejmując w końcu pierwszą konkretną decyzję w tym dniu. Tym razem nie chciałem uciekać. Nie chciałem znów wychodzić, zostawiając mu lipną kartkę z podziękowaniami.

~***~
                Mruknąłem niezadowolony pod nosem, słysząc dźwięk budzika. Przekręciłem się na bok, szybko wyłączając wydzierające się urządzenie. Padłem z powrotem na plecy, przecierając dłońmi twarz. Naprawdę nie chciało mi się ruszać spod ciepłej pierzyny. Nie mogłem jednak leżeć w nieskończoność, bo dziś znów musiałem stawić się w studiu.
                 Wygramoliłem się w końcu z łóżka. Przeciągając się, ruszyłem w stronę drzwi. Jak tylko je otworzyłem, do mojego nosa doszedł przyjemny zapach smażonego mięsa. Zmarszczyłem lekko czoło, nie do końca rozumiejąc, co się dzieje. Skąd to się wzięło?
                  Dopiero po chwili mój mózg zaskoczył. Uśmiechnąłem się szeroko, gdy tylko pomyślałem o blondynie. Luke musiał urzędować w kuchni i to on był sprawcą tych przyjemnych zapachów, które docierały do mojego nosa. Ucieszyłem się, że tym razem jednak nie odszedł, a został. Nie miałem nic przeciwko. Bardzo lubiłem jego towarzystwo.
                 Wycofałem się do pokoju, podchodząc do szafy. Wyciągnąłem z niej pierwszą lepszą koszulkę, a następnie przeszedłem do salonu. Spojrzałem na kanapę, która tak jak poprzednio, była złożona. Pościel leżała równo ułożona na jej końcu. Nie czekając dłużej, ruszyłem do kuchni, rozkładając także koszulkę, którą zamierzałem założyć.
                 Kiedy tylko zatrzymałem się w progu, mój uśmiech poszerzył się. Luke krzątał się przy blacie, szykując śniadanie. Zamieszał drewnianą łyżką w patelni, na którym smażyły się drobno pokrojone kawałki szynki. Teraz wydobywając się z niej zapach był jeszcze intensywniejszy niż wcześniej. Poczułem się naprawdę głodny. Chłopak przelał z miski na patelnię przygotowane wcześniej jajka. Zamieszał w naczyniu ponownie, przygotowując jajecznicę. Nie odzywałem się, tylko uważnie go obserwowałem. Nawet kilka razy wyłapałem na jego twarzy lekki uśmiech. Naprawdę lubiłem, gdy to robił.
                 Przysunął bliżej siebie talerze, a następnie przełożył na nie gotową jajecznicę. Wyłączył kuchenkę. Ogarnął szybko blat, by na końcu złapać za czajnik, który jeszcze przed chwilą głośno bulgotał. Zalał wrzątkiem dwa kubki, robiąc herbatę.
 O cholera  wyrzucił, gdy w końcu mnie zobaczył.
 Nie chciałem cię wystraszyć  powiedziałem ze śmiechem, wchodząc w głąb pomieszczenia.
                  Luke zmierzył mnie wzrokiem, a jego błękitne oczy na dłużej zatrzymały się na mojej odsłoniętej klatce piersiowej. Zagryzł lekko dolną wargę, a potem pospiesznie się odwrócił, jakby zdał sobie sprawę z tego, że patrzy się na mnie zbyt długo. Niewiele myśląc, wciągnąłem na siebie koszulkę, którą przez cały czas trzymałem w ręku.
 Ja… Nie chciałem ci się tak panoszyć i…
 Wyluzuj  przerwałem mu, podchodząc do niewielkiego stołu, na którym zaczął ustawiać kubki i talerze pełne jedzenia. Usiadłem na wolnym krześle.   Miałeś czuć się, jak u siebie.
 Pomyślałem, że… Że zrobię nam śniadanie. Chociaż tak mogę się…
 Jeśli usłyszę słowo: odwdzięczyć się, to włożę sobie widelec w oko.  Chłopak zaśmiał się.  Już dawno nie czekało na mnie gotowe śniadanie, więc… To bardzo miły początek dnia. Mogę cię zatrudnić na stałe? 
 Mam nadzieję, że lubisz jajecznicę z szynką?  Pokiwałem głową. Blondyn usiadł obok mnie.  Zrobiłem też do tego zapiekany chleb z przyprawami i… Nie przejmuj się tym bałaganem, jak zjem, to posprzątam i…
 Luke  powiedziałem, łapiąc go odruchowo za rękę.
                Ten gest sprawił, że chłopak automatycznie przestał mówić. Zerknął na moją dłoń, a potem powoli spojrzał w moje ciemne oczy. Zabrałem rękę. Chwyciłem szybko za widelec. Naprawdę nie chciałem, by poczuł się niezręcznie. Powoli pokiwał głową, bym mówił dalej.
 Mam gdzieś to, czy jest brudno czy nie. To pachnie wyśmienicie.
– Oby smakowało.
 Z pewnością będzie  odparłem, zabierając się za jedzenie.
                I musiałem mu to przyznać. Było naprawdę smaczne. Do tego ten chrupki chleb z ziołami prowansalskimi i czosnkiem. Nie miałbym nic przeciwko temu, by każdego ranka ktoś podsuwał mi pod nos gotowe śniadanie. Szczególnie że niezbyt przepadałem za gotowaniem, a robiłem to z czystego przymusu, bo nie miałem nikogo, kto mógłby to robić za mnie. Nie chciałem żyć na wiecznych mrożonkach czy innym paczkowanym jedzeniu, więc sam byłem zmuszony do tego, by stać przy przysłowiowych garach. Dzisiejszego poranka to była naprawdę przyjemna odmiana.

~***~
                 Mimo tego, że Calum kazał mi zostawić brudne naczynia, to i tak zabrałem się za sprzątanie. Kiedy on szykował się do pracy, ja nadal kręciłem się po kuchni, ogarniając bałagan, który zrobiłem. Zresztą to był mój pomysł, moja inicjatywa, więc nawet tak wypadało. Nie chciałem tego zostawić na jego głowie.
                 W końcu usiadłem na kanapie, skupiając wzrok na włączonym telewizorze. Z tego co mówił Calum, z rana w taki sposób słuchał wiadomości, a jego źródłem był poranny program informacyjny na kanale pierwszym. Nie dotykałem więc pilota, sam koncentrując się na tym, o czym mówili. Właśnie prezenter przestawiał blok informacyjny z zakresu polityki.
 Mam coś dla ciebie.
                 Od razu odwróciłem się w stronę wchodzącego do salonu chłopaka. Uniosłem brwi, widząc w jego ręku czarny futerał. Nie musiałem długo myśleć nad tym, co znajdowało się w środku. Calum obszedł kanapę, by usiąść obok. Do mojego nosa doszedł zapach jego perfum, których musiał przed chwilą użyć. Był już kompletnie ubrany i wyszykowany do pracy.
 Trzymaj  powiedział z uśmiechem, wciskając mi futerał w ręce.
                 Przez chwilę byłem zbyt mocno zaskoczony, by się odezwać. Czułem też lekki wstyd i zażenowanie, że znów musi mi pomagać. Przełknąłem ciężko ślinę, by po raz kolejny w tym jakże krótkim dniu, skupić wzrok na jego ciemnobrązowych tęczówkach.
 Nie mogę tego przyjąć i…
 To moja stara gitara. Od dawna jej nie używałem, więc pewnie będziesz musiał ją nastroić. Jest w bardzo dobrym stanie. Nie gram już na niej. Tobie przyda się bardziej niż mi.
 Calum, nie mogę…
 Oczywiście, że możesz  odparł, nadal się uśmiechając.  Stała w szafie i tylko czekała na to, by do ciebie trafić  dodał ze śmiechem.  To przeznaczenie, a przeznaczeniu nie wolno się sprzeciwiać.
 Przeznaczenie?  powiedziałem i sam zaśmiałem się cicho. – Naprawdę chcesz mi ją dać?
 Naprawdę.
 Może po prostu ją od ciebie odkupię i… Spłacę ci ją w jakiś ratach?
 Nie wygłupiaj się  rzucił, pukając mnie lekko w ramię.  Jest twoja.  Przechylił się w bok, by wyciągnąć z kieszeni czarny telefon.  Dorzucam do tego to.
 Nie… Naprawdę nie mogę. To za dużo  powiedziałem, kręcąc głową.
 To moja stara komórką, której też nie używam. Przyda ci się, skoro twój telefon został zniszczony. Sprawdzałem baterię. Jest naładowana do połowy. Mam też ładowarkę do kompletu  odparł, zupełnie ignorując moje słowa.  Nich ci służą.
 Ale…
 Bez ale, Luke.
 Dziękuję. Naprawdę dziękuję  powiedziałem, niepewnie biorąc od niego telefon.
– Cieszę się, że mogę pomóc. Może twoja karta jeszcze działa, jak nie to daj znać, wyrobimy duplikat.
 Dziękuję.
 Świat staje się lepszy, gdy pomagamy sobie nawzajem  skwitował z zadowoleniem.  Niedługo muszę wychodzić. Co zamierzasz robić?
– Skoro mam gitarę, to może trochę pogram.
 Na zewnątrz jest paskudnie. Chcesz tam siedzieć?
 Nie mam innego planu. Zajrzę pewnie też do noclegowni. Potem… Wymyślę coś.
– To może…
 Nie, nie, nie. Cokolwiek chcesz mi teraz zaproponować i zaoferować, muszę ci odmówić. To dla mnie stanowczo za dużo i… Jest mi głupio  wydusiłem, zanim zdążyłem się pohamować. Calum zerknął na mnie, przechylając lekko głowę, przez co wyglądał naprawdę uroczo.  Naprawdę, dziękuję za wszystko.
 Nie powinno być ci głupio  odparł, wstając z miejsca. Podszedł do stołu, zgarniając papiery do teczki.  Po prostu jesteś w trudniejszej sytuacji i tyle. Czasami tak się zdarza. Ale to się zmieni. To się w końcu kiedyś zmieni.
 Mam nadzieję – powiedziałem cicho, choć nie byłem pewny, czy on to w ogóle słyszał.

                  Nie grałem dzisiaj długo. Zanim nastroiłem gitarę, porządnie zmarzłem. Potem miałem tak skostniałe ręce, że prawie przestałem je czuć. Co jakiś czas chłodny wiatr chłostał mnie po twarzy. Dwa razy też pojawił się drobny deszcz. Na szczęście nie padało zbyt długo. Mimo tego i tak trząsłem się z zimna. Bezrękawnik i bluza nie wystarczały, by zapewnić mi odpowiednią temperaturę i utrzymać ciepło.
                 Wróciłem więc do noclegowni. Odebrałem od Franka swoje rzeczy. Okazało się, że moja stara karta o dziwo działa, więc nie musiałem przejmować się wyrabianiem duplikatu. Nie potrafiłem jednak usiedzieć zbyt długo w tym miejscu. Było w jakiś sposób dla mnie przygnębiające i dołujące. Może dlatego, że brutalnie pokazywało mi rzeczywistość, w której teraz tkwiłem. Pozbawiony wszystkiego  dachu nad głową, pracy i lepszej perspektywy na przyszłość. Choć usilnie starałem się trzymać słów Caluma, to akurat przebywając w tym budynku, nie umiałem myśleć bardziej optymistycznie. Całe otoczenie dobijało mnie jeszcze bardziej, dlatego uciekałem z stamtąd jak najszybciej i jak najczęściej.
– Ostatnio nie grałeś.
                  Podniosłem wzrok znad parującego, tekturowego kubka z kawą. Kiedy dzisiaj drugi raz trafiłem pod cukiernię, zauważyła mnie Betty. Zaprosiła do środka, częstując ciepłym napojem i pączkami. Teraz siedziałem na plastikowym krześle przy malutkim stoliczku.
 Trochę się działo.
 Czy działo się coś dobrego?
                  Przez chwilę zastanawiałem się, co powinienem jej odpowiedzieć. Ostatnie wydarzenia, a raczej ta jedna konkretna sytuacja, była cholernie nieprzyjemna i upokarzająca. Ale pozwoliła mi też bardziej poznać Caluma. Wywiązała się między nami pewna więź, która naprawdę mi się podobała. Dzięki niemu przestała mi tak mocno doskwierać samotność. Był kimś, przed kim się otwierałem.
 Uśmiechasz się.  Podniosłem wzrok, spoglądając na nią.  Chyba działo się jednak coś dobrego.
 Można tak powiedzieć.
 Czy Calum ma coś z tym wspólnego?
 Jesteś bardzo dociekliwa, Betty  odparłem ze śmiechem.
 Odpowiedz mi na to proste pytanie, a dorzucę ci do kawy drożdżówkę z budyniem.
 Czy ta drożdżówka jest polana dodatkowo lukrem?
 A jak myślisz?  zapytała, unosząc jedną brew. 
                Między nami zapanowała chwila ciszy, podczas której dokładnie się obserwowaliśmy. W końcu kobieta nie wytrzymała i zaczęła się śmiać.
 Naprawdę go lubię  odpowiedziałem, a ona uśmiechnęła się szeroko.
 Może wasze spotkanie było zapisane w gwiazdach.
– Znowu czytałaś ten miesięcznik o astrologii?
 Masz mnie  powiedziała ze śmiechem, machając palcem. Okrągłe bransoletki zabrzęczały na jej nadgarstku.  To jak? Masz ochotę na drożdżówkę z budyniem?
 Dziękuję, ale…
 Nie bądź taki skromny  rzuciła, kręcąc głową z uśmiechem.  I tak ją dostaniesz.

                Byłem u Betty, aż do końca jej pracy. Pomogłem ogarnąć lokal, wynosząc śmieci, zamiatając i zmywając podłogę, kiedy ona pakowała towar, podliczała utarg i drukowała raporty. Nie miałem nic przeciwko, by sam wziąć się do roboty. Szczególnie że kobieta od samego początku także oferowała mi pomoc. Ona tak samo, jak Calum, nie traktowała mnie, jak margines społeczny.
                Wyszliśmy na zewnątrz. Betty zamknęła drzwi. Zgarbiłem się lekko, pospiesznie zapinając zamek kamizelki. Nadal mocno wiało. Poczułem na plecach nieprzyjemny dreszcz. Zdecydowanie lepiej siedziało się w ciepłej cukierni, z dala od tej nieciekawej pogody.
 No, nie! Naprawdę się spóźniłem?
                 Raptownie odwróciłem się na dźwięk znanego głosu. Uśmiechnąłem się, widząc Caluma, który szybko szedł w naszą stronę. Betty zerknęła na niego, a potem zaśmiała się cicho. Oparła się o drzwi. Ciemne tęczówki chłopaka skupiły się na moment na mojej osobie. Zatrzymał się obok nas. Zauważyłem w jego dłoni dużą siatkę zakupami.
 Byłem pewny, że zdążę.
 Ciasto? Bułki? Chleb?  zaczęła wymieniać Betty.
 Bułki.
 Ze słonecznikiem mogą być?
 Jak najbardziej.
 Zrobię dla ciebie wyjątek  rzuciła ze śmiechem, a potem zniknęła we wnętrzu cukierni.
                  Przez chwilę między nami zapanowała cisza. Calum przyglądał się mi z nieukrywaną ciekawością, jakby oceniał to, w jakim stanie jestem. Może zastanawiał się, czy znów czegoś nie potrzebuję? Jak tylko o tym pomyślałem, na moich policzkach pojawiły się rumieńce. Spuściłem wzrok, koncentrując się na moich znoszonych czarnych trampkach.
 Mam osiem, może być?
 Betty, jesteś najlepsza  odparł Calum, odwracając się w stronę kobiety.  Ile…
 Dzisiaj już zamknęłam dzień. Zapłacisz mi jutro.
 Jasne, dzięki. 
                Drgnąłem, kiedy kolejny raz poczułem jego wzrok na sobie. Niepewnie podniosłem głowę. Hood uśmiechnął się. Odpowiedziałem tym samym. 
 Masz plany na wieczór?  wypalił, a ja zrobiłem wielkie oczy. Zaśmiał się cicho.  W telewizji leci mecz. Real gra z Barceloną. Pomyślałem, że może będziesz chciał obejrzeć go ze mną?
 Ja…
 Och, on bardzo chce  rzuciła Betty, a ja od razu spłonąłem czerwienią.
                  Musiała? Teraz tym bardziej się zawstydziłem i to na tyle, że ledwo byłem w stanie spojrzeć na uśmiechniętego chłopaka. Byłem zażenowany. Calum cierpliwie czekał na moją odpowiedź. Przygryzłem wargę, wyduszając z siebie jedynie słowo: tak. Kobieta zaśmiała się, widząc moje skrępowanie. Poklepała mnie po plecach.
 To miłej zabawy, chłopcy  rzuciła, a nacisk jej dłoni na moje plecy stawał się coraz mocniejszy.
                 W końcu kiedy nie ruszyłem się sam z miejsca, popchnęła mnie, niby przypadkiem, w stronę Caluma. Byłem zaskoczony tym, że miała, aż tyle siły, by to zrobić. Ledwo zdołałem utrzymać równowagę, potykając się o własne stopy. Dobra… Gdyby nie Hood, to z pewnością rozpłaszczyłbym się na środku chodnika. Chłopak złapał mnie, a potem pomógł wrócić do pionu. Widziałem jak bardzo stara się nie wybuchnąć śmiechem. Kobieta uśmiechnęła się niewinnie i przepraszająco jednocześnie, jakby to był naprawdę zwykły, nieoczekiwany wypadek.
 Do zobaczenia, Betty  odezwał się Calum, puszczając mnie i odwracając się w stronę budynku, w którym mieszkał.
– Do zobaczenia  odparła, a potem, gdy miała pewność, że Hood tego nie widzi, puściła mi oczko.
 Serio?  mruknąłem, czym rozbawiłem ją jeszcze bardziej.
 To było zapisane w gwiazdach!  zawołała, kiedy ruszyłem za chłopakiem.
– Litości  wymamrotałem pod nosem, ale ona już tego nie słyszała.
 Co ona z tymi gwiazdami?  zapytał Hood, kiedy dogoniłem go na przejściu dla pieszych.
 Astrologia to chyba jej hobby. A przynajmniej tak mi się wydaje  odpowiedziałem, mając nadzieję, że nie jestem dalej czerwony, niczym burak.
 Betty jest w porządku, ale czasami jest też pokręcona  skwitował, a ja cicho przytaknąłem.  Kupiłem trochę przekąsek. Mam też piwo. Co ty na to?
 Wiesz, że nie mogę pić, bo…
 Możesz zostać u mnie.
 Calum, bardzo chętnie, ale nie mogę. Nie jesteś przytułkiem dla bezdomnych. Nie mogę ci ciągle siedzieć na głowie  odparłem, kiedy podeszliśmy do klatki.
                  Uniosłem kołnierz od kamizelki, gdy znów zerwał się chłodny wiatr. Poczułem na ramionach i udach gęsią skórkę. Choć nie staliśmy na zewnątrz zbyt długo, to i tak zdążyłem zmarznąć. Zerknąłem na chłopaka. Hood zamrugał, analizując to, co powiedziałem. Zrobiłem przepraszającą minę, jakbym tymi słowami mógł wszystko zniszczyć.
 Nie przesadzaj  powiedział, a ja odetchnąłem z ulgą, kiedy znów się uśmiechnął.  Nie mam nic przeciwko temu. Zresztą mam wolną kanapę, więc jest gdzie spać. I od razu zaznaczę: nie, nie przeszkadzasz mi. Dodatkowo dotrzymujesz mi towarzystwa w tym pustym mieszkaniu, więc to jest miłe urozmaicenie.
 Nie spotykasz się z nikim? – wypaliłem, kiedy weszliśmy na klatkę schodową. Znów zrobiłem się czerwony, gdy doszło do mnie to, co powiedziałem.  Jezu… Nie, nie… Zapomnij, że to powiedziałem. To przecież nie mój interes i…
 Jest okej, Luke  powiedział, zerkając na mnie z uśmiechem.  Jeśli chodzi ci o to, czy mam przyjaciół, to odpowiedź jest twierdząca. Właśnie od jednego wracam. Jeśli chodziło ci o strefę uczuciową, to na razie z nikim się nie spotykam.
 Ja… Przepraszam.
 Naprawdę jest okej. To nic złego pytać i być ciekawym.
 Ciekawość czasami jest wkurzająca.
– Wścibstwo tak. Ciekawość to nic złego  odparł, a potem jako pierwszy ruszył schodami na górę.
                   Przez chwilę jeszcze stałem w miejscu, odtwarzając w głowie jego słowa. W końcu wypuściłem cicho powietrze z ust, idąc za nim. Cieszyłem się, że jednak tym pytaniem go nie zdenerwowałem. Naprawdę nie chciałem, by wziął mnie za kogoś, kto wtyka nos w nie swoje sprawy. Calum jednak nie wyglądał na wkurzonego. Nie mogłem jednak zagłuszyć cichego głosiku, który pojawił się w mojej głowie. A ten głosik naprawdę cieszył się z tego, że chłopak nikogo nie miał na oku. Zbeształem się w myślach za takie głupie podejście. Choć Hood naprawdę mi się podobał, to jednak musiałem trzeźwo patrzeć na świat. Nie miałem u niego szans. Nie ta liga i nie te progi. On był kimś. Ja byłem nikim. Jedno i drugie się nie łączyło.
 Luke?
 Tak?  odpowiedziałem od razu, jak tylko wszedłem do jego mieszkania.
 Rozścielisz kanapę? Będzie nam wygodniej. Ja przyszykuje przekąski i coś do jedzenia dla ciebie.
 Nie musisz, nie jestem głodny.  Uniósł jedną brew, dokładnie lustrując moją twarz. Pewnie chciał sprawdzić, czy kłamałem. Tym razem jednak mówiłem prawdę.  Betty wepchnęła we mnie tyle pączków i drożdżówek, że naprawdę jestem najedzony.
 W porządku. A jak z moją wcześniejszą propozycją?
 Wcześniejszą?  odparłem, ściągając buty. Nie za bardzo wiedziałem, o co mu chodzi.
 Piwo?
 Och…  Uśmiechnął się, czekając na moją decyzję. Wstrzymałem przez chwilę oddech. Jego mieszkanie było sto razy lepsze niż noclegownia. Tu czułem się bezpieczny.  Skoro naprawdę nie masz nic przeciwko, to…
 Ekstra  rzucił, odwracając się.  Czyli piwo, mecz, ty i przekąski. Wiesz, co to znaczy?
 Nie do końca  odpowiedziałem, odprowadzając go wzrokiem. Chłopak zatrzymał się w wejściu do kuchni. Zaśmiał się.  Bądź tajemniczy  mruknąłem, co go dodatkowo rozbawiło.
 To oznacza idealny wieczór. Studio zaczyna się o siódmej.
                  Zniknął w pomieszczeniu obok, a ja wytrzeszczyłem oczy. Czy on wcześniej powiedział TY? Chyba że od tego wszystkiego, padło mi już na głowę i wpycham mu w usta słowa, które się nie pojawiły. Przez chwilę stałem jak idiota, wsłuchując się w jego krzątaninę. Wciąż na nowo i na nowo odtwarzałem w myślach te kilka zdań, jakie się tu pojawiły. Czyli piwo, mecz, ty i przekąski… To oznacza wieczór idealny…
                 W końcu ocknąłem się, gdy doszedł do mnie brzdęk butelek. Ten dźwięk sprowadził mnie na ziemię. Nie mogłem jednak powstrzymać szerokiego uśmiechu, który wymalował się pod moim nosem. Te kilka słów sprawiło, że poczułem się cholernie dobrze. Poczułem się ważny dla niego. I to było naprawdę przyjemne odczucie. Choć z drugiej strony mogłem sobie to tylko wmawiać. Może kreowałem coś, czego nie ma. Może Calum jest po prostu miły i tyle. Jednak wyrzuciłem tę drugą opcję z głowy. Zdecydowanie bardziej odpowiadała mi ta pierwsza, nawet jeśli było to naiwne podejście.

~***~
                 Luke był dobrym kompanem. Praktycznie przegadaliśmy cały mecz, dyskutując głównie na temat piłki nożnej. W niektórych aspektach mieliśmy podobne zdanie, w innych nasze opinie nieco się różniły. Niemniej jednak i tak był to przyjemnie spędzony wieczór.
                Po meczu postanowiliśmy obejrzeć film. Przyniosłem nam kolejne piwo i dodatkowe paczki chipsów. Dorzuciłem do tego dwa koce, którymi się owinęliśmy. Tym razem nasza rozmowa była skąpa, bo obaj głównie koncentrowaliśmy się na fabule, która działa się na ekranie. A przynajmniej ja się na niej skupiłem, bo blondyn w połowie filmu zupełnie odpłynął.
                Przerwałem ciszę między nami, zadając chłopakowi pytanie na temat głównego bohatera. Luke jednak się nie odezwał. Nie ponowiłem pytania, nie chcąc mu przeszkadzać. Choć przez myśl przeszło mi to, że być może tego nie usłyszał. Dopiero kiedy jego głowa zjechała po oparciu, zatrzymując się na moim ramieniu, zrozumiałem, dlaczego mnie zignorował. Zerknąłem na jego spokojną twarz. Widziałem jak jego klatka piersiowa delikatnie i miarowo unosi się i opada. Zasnął. Musiał być naprawdę zmęczony dzisiejszym dniem. A może po prostu film okazał się być dla niego usypiaczem?
                    Zaśmiałem się cicho, kiedy lekko zmarszczył nos. Wyglądał naprawdę uroczo i niewinnie. Jego rysy twarzy zupełnie złagodniały, jakby podczas snu w końcu odzyskiwał spokój. Czyli coś, czego nie miał od dawna. Nie chciałem go budzić, więc pozwoliłem na to, by spał dalej. Złapałem tylko za koc, by przykryć go bardziej. Wtedy niechcący lekko trąciłem go łokciem. Mruknął cicho, a potem  całkiem nieświadomie  zrobił coś, co mnie zaskoczyło, a jednocześnie wprawiło w jeszcze lepszy nastrój.
                  Przekręcił się na bok, jednocześnie wyciągając rękę. Owinął ją wokół mojego pasa, przyciskając policzek do mojej klatki piersiowej. Zamarłem, unosząc dłonie. Przez chwilę nie byłem pewny, czy powinienem się ruszyć. W końcu jednak powoli i delikatnie, poprawiłem mu niesforny koc, który sunął się na jego brzuch. Przykryłem go niemalże po samą brodę, a potem objąłem go ramieniem. Poczułem, jak jego szczupłe palce zaciskają się na mojej koszulce.
                  Uśmiechnąłem się, łapiąc za butelkę, którą wcisnąłem między udo a podłokietnik kanapy. Upiłem kolejny łyk piwa, a potem odstawiłem butelkę na jej wcześniejsze miejsce. Zerknąłem na blondyna. Spał dalej. Powoli wyciągnąłem dłoń i nie mogąc się powstrzymać, delikatnie przejechałem palcami po jego jasnych włosach. Zacisnąłem usta, kiedy na jego twarzy wymalował się niewielki uśmiech. To było naprawdę cholernie słodkim widokiem.
                 Naprawdę nie miałem nic przeciwko takiemu bliższemu kontaktowi z jego strony. Luke od zawsze miał w sobie coś takiego, co sprawiało, że mnie przyciągał. Był tajemniczy, spokojny i cichy, choć czasami jego druga strona dawała o sobie znać i wtedy buzia mu się nie zamykała. Uwielbiałem patrzeć na jego uśmiech i słuchać tego, jak się śmieje. Lubiłem też z nim rozmawiać i mógłbym to robić bez końca. Do tego miał te niesamowicie błękitne oczy pełne smutku, które zyskiwały lekki błysk, gdy był weselszy. Przy nim moja mania opieki wzrastała, jakby mózg chciał za wszelką cenę chronić go przed wszystkim i sprawiać, by zawsze był szczęśliwy.
                Kiedy dobrnąłem do napisów końcowych, poczułem, jak zdrętwiało mi ciało. Przyczyną tego było to, siedziałem bezruchu w jednym miejscu, by przez przypadek nie obudzić śpiącego chłopaka. Teraz jednak chciałem poprawić swoją pozycję. W momencie, gdy się lekko uniosłem, pusta butelka po piwie zleciała z kanapy. Uderzyła o parkiet z głośnym brzdękiem. Na szczęście się nie zbiła. Dźwięk ten spowodował też to, że Luke otworzył oczy.
– Co… O matko, Calum, tak bardzo cię przepraszam.
               Uniosłem brwi, gdy Hemmings poderwał się do pozycji siedzącej. Oblał się szkarłatem, zawstydzony tym, że zrobił sobie ze mnie poduszkę. Mi to jednak ani trochę nie przeszkadzało. Przetarł dłońmi zaspane oczy.
 Przepraszam, ja…
 Spokojnie, nic się nie stało.
 Ale… Ja nie… Przepraszam  rzucił zażenowany sam sobą.
 Gdyby mi coś nie odpowiadało, to trzepnąłbym cię w głowę i kazał spadać na drugi koniec kanapy. A czy coś takiego się stało?  Pokręcił głową, nadal mając mocne wypieki na policzkach.  Więc nie ma problemu. To było całkiem miłe.
               Byłem pewny, że Luke nie może zrobić się bardziej czerwony. Jednak po moich słowach, spłonął na nowo rumieńcem, spuszczając zawstydzony wzrok na swoje dłonie. Przez chwilę bawił się palcami, jakby to była najbardziej fascynująca rzecz, jaką może w tym momencie robić. Stłumiłem w sobie śmiech, nie chcąc pogarszać jego stanu. Uśmiechnąłem się, klepiąc go po ramieniu. Chłopak zerknął na mnie niepewnie.
 Jesteś uroczy.
 C-co?
 Nie nic.
 I tak słyszałem  mruknął, zakrywając twarz dłońmi. Nie wytrzymałem i zaśmiałem się, na co jęknął z niezadowoleniem.
 To słodkie.
 Calum  powiedział, przeciągając pierwszą sylabę.  Bo zapadnę się pod ziemię.  Po chwili znów na mnie spojrzał.  Bardzo śmieszne  skwitował, kiedy ponownie wybuchłem śmiechem.
                  Wstrzymałem oddech, by opanować chęć ponownego parsknięcia śmiechem. Wtedy poducha, która wcześniej leżała za jego plecami, pacnęła mnie prosto w twarz. Potem spadła na moje nogi. Zrobiłem wielkie oczy, spoglądając na niego. Luke przez chwilę nie odrywał ode mnie wzroku, a następnie sam zaczął się śmiać.
 Widzę, że ci przeszło  rzuciłem, gdy oparł się o oparcie.
 Nie, nadal jest mi głupio i… Możemy o tym nie rozmawiać?
 Jak chcesz  powiedziałem, wzruszając ramionami. Blondyn zamrugał, zerkając na mnie.  Udamy, że to nie miało miejsca?
– Oj, tak.
 W porządku.

~***~
                   Zgasiłem telewizor. Odłożyłem pilot na stolik, a potem przekręciłem się na plecy. Wsunąłem dłonie pod głowę, opierając się na nich, a następnie przymknąłem oczy. Moje usta od razu wykrzywiły się w szerokim uśmiechu, gdy przypomniałem sobie cały dzisiejszy dzień. Od miłego poranka i wspólnego śniadania, po kolejne spotkanie z Calumem. Do tego doszły jego słowa, które sprawiały, że czułem się jeszcze lepiej. Może to był ten etap, kiedy w końcu zacznie mi się coś układać? Może wraz z pojawieniem się Hooda, ma być lepiej?
                   Teraz byłem pewny, że nasza znajomość wkroczyła na nieco inne, znacznie bliższe tory. I cicho liczyłem na to, że tak pozostanie. A może i w tej sferze będzie jeszcze lepiej? Zaczynałem się angażować coraz bardziej, mając gdzieś konsekwencje. Z drugiej strony nie chciałem obiecywać sobie zbyt wiele. W końcu może być tak, że któregoś pięknego dnia Calum oznajmi mi, że kogoś poznał. Kogoś, kto da mu znacznie bardziej obiecującą perspektywę na przyszłość. Kogoś, kogo nie będzie musiał się wstydzić. Kogoś lepszego. W tym momencie byłem, jak jeden wielki paradoks. Z jednej strony chciwie chciałem znaleźć się bliżej niego, z drugiej bałem się rozczarowania tym, że na zbyt wiele liczę i pakuję się w rzeczywistość, w której nie ma dla mnie miejsca.
                   Tkwiąc tak w jego salonie, na jego kanapie, w jego ubraniach i pod jego pościelą, zrozumiałem, że zaczynam obdarzać go coraz mocniejszym uczuciem. Z początku byłem nim w jakiś sposób oczarowany. Jego dobre serce, łatwość w niesieniu pomocy, przyciągnęło mnie dwa razy mocniej niż do innych ludzi. Sprawiał, że czułem się silniejszy i lepszy. Dawał nadzieję na to, że wszystko się ułoży, a ja wyrwę się z tego koszmaru, w jakim tkwiłem. Jego słowa, głos, uśmiech i ciepłe, ciemne oczy, które pochłaniały, dodawały mu magnetyzmu i uroku. Czasami potrafił mnie onieśmielić, jednocześnie jeszcze bardziej sprawiając, że mocniej pragnąłem jego towarzystwa. Teraz zrozumiałem, że chciałem czegoś jeszcze. Chciałem, by on zaczął patrzeć na mnie tak samo, jak ja na niego. Chciałem, by czuł to samo, w takim samym stopniu. Przywiązywałem się do niego. Z każdym dniem coraz bardziej.


***
Znajomości Caluma i Luke'a ciąg dalszy. Chłopaki chyba się mocniej polubili, czyż nie? Nawet Betty to zauważyła :)
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu.

Standardowo zapraszam Was na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam znajdziecie informacje o tym, co i kiedy się pojawia.

Pozdrawiam i do następnego!

#SaveMeFF
 


2 komentarze:

  1. Świetny trzymam kciuki za luka i Caluma. Mam nadzieje i do szczerą że w końcu Luka'owi się poszczędzi i znajdzie jakąś prace i wyjdzie na prostą. Rozdział jak zawsze świetny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz! Cieszę się, że rozdział się spodobał :)

      Usuń