czwartek, 13 lipca 2017

#10 Znasz pewnie bajkę o Kopciuszku?

              Obudziłem się, choć nadal nie otwierałem oczu. Na oślep wyciągnąłem dłoń, przejeżdżając nią po pościeli. Miejsce obok było zimne i puste. Zmarszczyłem z niezadowoleniem nos. Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie byłem tym faktem rozczarowany. Cicho liczyłem na to, że Calum dalej śpi, a ja będę mógł tkwić obok niego jeszcze przez jakiś czas. A najlepiej w jego ramionach, które skutecznie uspokajały i dawały poczucie bezpieczeństwa. Jakby chroniły mnie przed tym, co działo się wokół. Wiedziałem, że było to dość irracjonalne podejście, ale nie zamierzałem się go pozbywać.
              Rozchyliłem powieki. Spojrzałem na ciemną pierzynę, która odgarnięta była od tej strony, po której spał chłopak. Zacisnąłem lekko na niej palce, a potem przekręciłem się na plecy. Wziąłem głębszy wdech, rozpamiętując to, o czym rozmawialiśmy w nocy.
               O dziwo nie czułem się źle. Nie było tak, jak po tym felernym koszmarze, którego się wręcz wstydziłem. Po rozmowie z Calumem spojrzałem na to z nieco innej strony. Czułem się lepiej, gdy powiedziałem mu całą prawdę. Gdy przyznałem się do lęku i wewnętrznego bólu i żalu, który wiązał się z brakiem akceptacji. Jego słowa odrobinę mnie podbudowały. Dały szczyptę nadziei na lepsze. Nie byłem w tym sam. On był obok mnie, a ja już wiedziałem, że zawsze mogłem na niego liczyć.
               W końcu powoli podniosłem się z łóżka. Zrobiłem krok do przodu, ale nagle zatrzymałem się, niemalże zamierając w miejscu. Najpierw doszedł do mnie znajomy głos, który tak bardzo uwielbiałem. Potem pojawił się kolejny, którego nie mogłem zidentyfikować. Zaraz po nim odezwał się następny, który natychmiast skojarzyłem. Teraz wiedziałem jedno. Calum nie jest w salonie sam. Byłem pewny, że jest z nim Ashton  jego przyjaciel z redakcji, a także jeszcze jeden mężczyzna.
               Zawahałem się, nie do końca wiedząc, co powinienem zrobić. Zostać tu, udając, że mnie w ogóle nie ma, czy może wyjść, uznając, że to nic takiego? Ale przecież byłem obcym chłopakiem, który wyłoniłby się z sypialni ich kumpla. Obcy chłopak, z którym spał.  A jak Hood ukrywa przed nimi swoją orientację? Nie… W tej kwestii był bardzo otwarty i niczego się nie wstydził. Miał do tego zdrowe i normalne podejście.
               Podszedłem do drzwi, nasłuchując. W tym momencie nie dochodziły do mnie żadne głosy. Czyżby przyjaciele Caluma już poszli? Nie wychwyciłem jednak zamykających się drzwi. A może przeszli do kuchni? Może to był dobry moment, by wymknąć się z pokoju i udać się do łazienki, a potem wrócić tu z powrotem, będąc całkowicie niezauważonym? Wiedziałem, że zachowuję się trochę, jak panikarz i tchórz w jednym, ale bałem się tego, że będą pytać. Bałem się tego, co mogą pomyśleć. Nadal byłem w tej sferze nieco wycofany. Zdecydowanie po tym wszystkim, co stało się w Rochester, straciłem pewność siebie. Zacząłem ją powoli, małymi krokami odzyskiwać, ale nadal peszyły mnie takie właśnie sytuacje. I ogólny osąd obcych ludzi, którzy mieliby ze mną bezpośrednią styczność. Może byłem głupi. Może za bardzo wszystko wyolbrzymiałem. Na daną jednak chwilę nie potrafiłem tego w żaden sposób przezwyciężyć. Nie potrafiłem od tak nie przejmować się niczym. Zresztą byłem nikim. Nikim ważnym.
                Po raz kolejny wziąłem głębszy wdech. Przetrzymałem powietrze w płucach, kładąc dłoń na zimnej klamce. Zebrałem się w końcu na odwagę, by wyłonić się z pokoju. Nadal jednak sądziłem, że salon jest pusty i nikt mnie nie zobaczy. Szczególnie że prezentowałem się, jak ktoś, kto dopiero zwlókł się z łóżka – a tak w zasadzie było. A do tego naprawdę musiałem skorzystać z toalety.
                Nacisnąłem klamkę, powoli otwierając drzwi. Starałem się nie robić żadnego hałasu i być cicho. Wyszedłem z sypialni Hooda, modląc się w duchu, by mój plan się udał. Niestety. Jak tylko się odwróciłem, dwie pary oczu skupiły się całkowicie na mnie. Zielone i piwne tęczówki nie odrywały się od mojej twarzy, która oblała się rumieńcem. Poczułem, jak moje serce załomotało w klatce piersiowej pod wpływem zdenerwowania. Do tego zatrzęsły mi się dłonie. W tym momencie naprawdę chciałem zniknąć.
                 Przez dłuższą chwilę stałem w miejscu, jak totalny kretyn, nie odrywając wzroku od dwóch młodych mężczyzn, którzy siedzieli przy stole. Jeden z nich ubrany był w dresy i luźną, czarną koszulkę na grubych ramiączkach. Zaczesał włosy w niewielki kok, formując go na czubku głowy. Drugi miał na sobie czarne dżinsy z dziurami na kolanach, a także koszulkę z AC/DC i czerwone, roztrzepane włosy. Byłem pewny, że już go wcześniej widziałem. Obaj uśmiechnęli się, jakby doskonale wiedzieli, że znajdowałem się w pokoju obok.
– Już wstałeś.
                 Drgnąłem na dźwięk głosu Caluma. Chłopak z szerokim uśmiechem wszedł do salonu. Jego rozpromieniona twarz uspokoiła mnie jeszcze bardziej, bo w pierwszej chwili pomyślałem o tym, że może Hood będzie się mnie wstydził  w końcu nie reprezentowałem sobą niczego. On jednak zachowywał się całkowicie naturalnie i normalnie. Jakby nic wielkiego się nie stało. 
 Chłopaki, to Luke. Luke, to Ashton i Michael.
 To jest ten Luke?  odezwał się Irwin, wstając z miejsca. Wyciągnął w moją stronę dłoń.  Miło mi cię w końcu poznać. Jestem Ashton.
 Mnie również. Luke  odpowiedziałem, mając nadzieję, że mój głos brzmi w miarę pewnie. Podszedłem do niego, podając mu rękę. Uścisnął ją.
 Michael Clifford  rzucił czerwonowłosy, również wyciągając dłoń.
 Luke Hemmings  odparłem, odwzajemniając gest.
– Słyszałem, że grasz na gitarze i że jesteś naprawdę w tym dobry  pociągnął chłopak, siadając z powrotem na krześle.
 Czy ja wi…
– Nie bądź taki skromny  powiedział z uśmiechem Hood.  Naprawdę świetnie grasz.
 Przyjechałeś z Rochester?  wypalił Ashton, a ja szybko przytaknąłem.
                 Nie czułem się nazbyt pewnie. Nigdy nie lubiłem być w centrum uwagi, szczególnie gdy byli to zupełnie obcy. Zastanawiałem się też, ile i co dokładnie wiedzą na mój temat. Nie chciałem wyjść przed nimi na bojącego się ludzi kretyna, ale w tym momencie naprawdę chciałem uciec. Calum musiał chyba zauważyć moje zmieszanie, które usilnie starałem się ukryć. Odwrócił się, spoglądając na Michaela.
 To ta lista jest już zaakceptowana?  odparł, wskazując na jedną z kilku leżących na stole kartek.
 Dokładnie. Możecie z tym od poniedziałku ruszać  odpowiedział czerwonowłosy.
                 Zagryzłem lekko wargę, czując ulgę, że chłopaki skupili się na pracy. Chociaż Irwin w dalszym ciągu mnie obserwował. Ruszyłem do łazienki. Jednak w połowie drogi Ashton znów zwrócił się do mnie, przez co ponownie musiałem się zatrzymać.
 Luke, planujemy iść jutro na imprezę. Może wybierzesz się z nami?
 Ja…  Zerknąłem na Caluma, który także spojrzał w moją stronę.
 Spoko, przemyśl to i zobacz, czy będzie ci pasować.
 Jasne. Jakby co… Jakby co, dam znać czy będę.
 Fajnie by było. Z chęcią poznamy cię lepiej.
 I może wtedy nie będę w pseudo piżamie. Na pewno się na tę okazję uczeszę  zażartowałem, chcąc wydać się bardziej… na luzie. Prawda była taka, że w środku byłem cholernie spięty. Mój dowcip chyba przeszedł, bo chłopaki zaśmiali się. A dzięki temu atmosfera również stała się mniej drętwa.
                   Odwróciłem się na pięcie i ruszyłem do łazienki. Na szczęście nikt mnie więcej nie zatrzymał, a ja mogłem zejść im z oczu, nie czując się, jak przygłup. Pewnie to wszystko lepiej by wyglądało, gdyby nie zastali mnie w takim porannym wydaniu. I może zamiast wychodzić z sypialni ich kumpla  wolę nie myśleć, co mogli sobie pomyśleć  siedziałbym w salonie na kanapie, jakby gdyby nigdy nic. Tak, to zdecydowane byłaby lepsza okazja do poznania przyjaciół Caluma.

                  Przedłużyłem wizytę w łazience, biorąc przy okazji dłuższą kąpiel. Z jednej strony czułem się naprawdę głupio, usilnie starając się uniknąć stawania twarzą w twarz z przyjaciółmi Hooda. Z drugiej zaś wyglądali na naprawdę miłych i nie miałbym nic przeciwko, by ich poznać. Odzywały się we mnie sprzeczne odczucia, a ja liczyłem na to, że następnym razem nie zrobię siebie kretyna, gdy dojdzie do ponownego spotkania z nimi.
               W końcu ponownie pojawiłem się w salonie, który teraz był zupełnie cichy. Michaela i Ashtona nie było. Drgnąłem, kiedy Calum wyłonił się z kuchni. Trzymał w dłoniach dwa identyczne, parujące kubki. Dopiero wtedy do mojego nosa doszedł zapach niedawno zaparzonej kawy. Uśmiechnął się, podchodząc do stołu, na którym znajdował się talerz z kanapkami.
 Zrobiłem ci śniadanie.
 Dziękuję, a ty?  zapytałem, podchodząc do niego.
 Już jadłem. Jak wstałem, poszedłem pobiegać i po drodze kupiłem świeże pieczywo.
               Postawił jeden kubek na stole, a potem ruszył w stronę sofy. Usiadł na nim, łapiąc za pilota. Przez chwilę obserwowałem go w milczeniu, nie mogąc oderwać wzroku od jego spokojnej twarzy, na której nadal widniał lekki uśmiech. Złapałem za kubek i talerz. Podszedłem do niego, a potem zająłem miejsce na kanapie. Odstawiłem naczynia na stolik.
 Twoi przyjaciele…
 Już poszli  odpowiedział, przenosząc wzrok z ekranu na mnie.  Wpadli, zapowiadając się chwilę wcześniej. Uznałem, że nie będę cię z tego powodu budził.
 Ja nie… Przepraszam.
 Co? Za co?  rzucił, unosząc z zaskoczeniem brwi.
 Pewnie wzięli mnie za dziwka i… Nie chciałem narobić ci obciachu.
 Luke, daj spokój  powiedział ze śmiechem, a potem poklepał mnie po ramieniu.  Przecież nic się nie stało. Wiedzieli, że u mnie jesteś.  Zacisnąłem lekko usta.  I spokojnie, nie wiedzą o tobie wszystkiego. Kiedyś po prostu o tobie rozmawialiśmy. Byli ciekawi mojego nowego znajomego.
                  Spojrzałem w ciemne tęczówki, analizując jego słowa. Zastanawiałem się, co takiego dokładnie opowiadał im o mnie Hood. Jak dużo o mnie wiedzieli? Zataił, niektóre informacje, wstydząc się tego, kim naprawdę jestem, czy może zaczynałem za bardzo przeginać i panikować. Prawda była taka, że naprawdę chciałem być dla niego kimś ważnym. Kimś, z kim mógłby się pokazać wśród swojego towarzystwa. Po chwili też zrobiło mi się głupio, gdy zorientowałem się, jakimi kategoriami myślę.
 Luke, nie opowiadałem im całej twojej historii  pociągnął Calum, nawet na moment nie odrywając ode mnie wzroku. Miałem wrażenie, jakby umiał odczytać moje myśli.  Szanuję twoją prywatność i wiem, że możesz sobie tego nie życzyć. Zwierzyłeś się mi, więc moim zakichanym obowiązkiem jest trzymanie buzi na kłódkę w sprawach, które są dla ciebie osobiste.
 Przepraszam, ja… Najwidoczniej chyba przeginam.
 Po pierwsze przestań mnie w kółko przepraszać  powiedział, pukając mnie w udo, na co zareagowałem cichym śmiechem.  Po drugie, zaufaj mi.
 Ufam ci.
 Tak?  Pokiwałem głową.  Cieszę się.
 A ty… Ufasz mi też?
 Ufam ci.  Gdy te słowa padły z jego ust, nie mogłem się powstrzymać przed szerokim uśmiechem.  Teraz przejdźmy do drugiej rzeczy.
 Jakiej?
 Chcesz iść z nami na tę jutrzejszą imprezę?
                  Wstrzymałem powietrze, zastanawiając się nad odpowiedzią, która w moim przypadku i tak była tylko jedna. Nie mogłem sobie na to pozwolić. Nie dość, że nie byłoby mnie stać na to, by cokolwiek sobie tam kupić, to jeszcze mój strój  którym dysponowałem  raczej nie był ubiorem adekwatnym do tej okazji.
 Nie mogę.
 Nie możesz czy nie chcesz?  zapytał, zmieniając pozycję.
                 Podciągnął nogi, siadając bokiem. Oparł łokieć o oparcie. Ułożył na dłoni głowę. Ciemne tęczówki w dalszym ciągu spoglądały wprost w moje niebieskie oczy.
 Nie mogę.
 Masz inne plany?
 Calum  mruknąłem, czując się rozczarowany sam sobą.  Naprawdę bardzo chętnie bym z tobą poszedł, ale…. Wiesz jaka jest moja sytuacja i… Nie mogę. Może kiedy indziej, jak będę… Jak stanę na nogi.
– O matko, a ja myślałem, że masz mnie już dość.
 Nie, ciebie nie…
 Świetnie, w takim razie zabieram cię ze sobą.
– Co? Ale… Nie, nie, nie… Jeśli masz zamiar za mnie tam płacić i… Nie. Po drugie nawet nie mam normalnych ubrań, by tam iść. Przecież pewnie idziecie do jakiegoś klubu, a ja w dresach nie wejdę i…
 Lukey  przerwał mi, a ja przełknąłem ślinę. Chłopak przybliżył się jeszcze bardziej, przez co zrobiło mi się gorąco.  Znasz pewnie bajkę o Kopciuszku Pokiwałem głową.  Więc w naszej bajce, ty jesteś Kopciuszkiem, a ja twoją dobrą wróżką.
 Nie masz skrzydełek.
 Ona miała skrzydełka?  Wzruszyłem ramionami, co go rozbawiło.  Zresztą nie zmieniaj tematu.  Wypuściłem cicho powietrze z ust.  Więc jestem dobrą wróżką w wersji męskiej. I zabieram cię na bal. Jeśli mówisz prawdę i naprawdę chętnie byś z nami poszedł, to pójdziesz. I ja się o to postaram.
 Ale…
 Dzisiaj i tak zamierzałem wybrać się na zakupy, więc pojedziesz ze mną i…
 Nie, nie, nie...  Urwałem, kiedy zatkał mi usta dłonią. Ponownie wstrzymałem powietrze. Calum zaśmiał się.  Pojedziesz ze mną. Uznajmy, że jest to twój weekend. Zresztą odrobina zabawy ci się przyda. Wyluzujesz, rozerwiesz się, przestaniesz myśleć o problemach. Niech to będzie twój czas, Lukey. Domyślam się tego, że możesz czuć się…
 Głupio, gdy tyle dla mnie robisz?
 Chciałem powiedzieć: nieswojo, ale niech ci będzie. Jednak zapomnij o tym, chociaż w ten weekend. Jest tylko twój. Żyj tak, jakbyś zupełnie nie miał zmartwień. Jakbyś wyrwał się ze swojego życia, nie rozmyślając o swojej sytuacji. Jakby jutra nie było. Jak będzie?
 W porządku  odparłem w końcu, będąc zachęcony przez jego słowa. Naprawdę chciałem wcielić ten jego plan w życie i nie myśleć o swoim beznadziejnym położeniu.  To będzie nasz weekend.
 Twój weekend.
 Wolę, by był nasz  pociągnąłem, a on zaśmiał się.
 Wiesz co? Może jak pocałujesz mnie o północy, to zmienię się w księcia?
                 Odruchowo zerknąłem na jego wargi, które nie ukrywam, ale były dla mnie cholernie kuszące. Opamiętałem się jednak, a potem zaśmiałem nerwowo, zdając sobie sprawę z tego, że Calum z pewnością widział mój wzrok. On szybko do mnie dołączył. Poczułem, jak moje policzki po raz kolejny tego dnia robią się czerwone, ale na szczęście mogłem to zwalić na nasz wspólny śmiech, który wypełniał salon.

                 Poprawiłem koszulkę, która należała do Caluma. Przed wyprawą do centrum handlowego, chłopak pozwolił mi znowu skorzystać ze swoich ubrań. Dzięki temu nie prezentowałem się, jak ofiara losu. Przejechałem dłonią po wieszaku, a potem zacząłem przeglądać koszule. Sam nie bardzo wiedziałem, czego szukam.
                 W poprzednich sklepach Hood zaopatrzył mnie w dwie pary spodni, a także kilka koszulek, które wybrałem. Do tego dostałem bieliznę, skarpetki, a nawet dwie pary obuwia, kurtkę i bluzę. Sam również nie próżnował, obkupując także i siebie. Nie kłamał mówiąc, że będą to duże zakupy.
                 Z jednej strony naprawdę cholernie cieszyłem się z nowych rzeczy. Od jakiegoś czasu nie mogłem sobie na to pozwolić. Jedynym źródłem, skąd mogłem czerpać jakiekolwiek ubrania, była noclegownia. Raz na jakiś czas można było coś od nich dostać. Z drugiej zaś nadal nie czułem się dobrze z tym, że chłopak wydaje na mnie swoje pieniądze. On jednak zachowywał się tak, jakby nie było to nic wielkiego. Jakby sprawy nie było. Ale on miał już takie podejście. Calum po prostu na wszelkie sposoby potrafił bezinteresownie pomagać.
 Co myślisz o tym?
                Odwróciłem się, słysząc jego głos. Hood stał kawałek dalej. Wyciągnął przed siebie wieszak z czarną, gładką koszulą. Przy jego nogach stały siatki z zakupami. Pomachał ubraniem, czekając na to, aż się odezwę.
 Chyba masz już czarną  powiedziałem powoli, przypominając sobie wnętrze jego szafy. Przejrzałem ją dzisiaj na szybko, gdy szukałem dla siebie koszulki. Byłem przekonany, że znajdowała się tam i czarna koszula.
 Myślałem o tobie. Klasyczna czarna, dobra na wszystkie okazje. Co ty na to? Podoba ci się?
 Myślałem o białej.
 O tak, biała też będzie idealna. Weźmy dwie do przymiarki.
 Ale… Nie potrzebuję dwóch koszul i…
– Potrzebujesz, bo właśnie wpadłem na pewien pomysł  powiedział, ustawiając siatki obok moich. Następnie podszedł do mnie.
 Jaki?
 Zabieram cię dzisiaj do kina i na kolację.
 Co? Ale ja nie… Nie mogę tak na tobie żerować i…
 Zapraszam cię na randkę, Lukey.
                 Zrobiłem wielkie oczy. Poruszyłem ustami, ale z mojego gardła nie wydobył się żaden dźwięk. Zrobiło mi się gorąco. Spoglądałem na niego tak, jakbym zobaczył go po raz pierwszy w życiu. Calum uśmiechnął się zachęcająco, co sprawiło, że przestałem myśleć o wszystkich barierach, jakie między nami były. On chciał się ze mną umówić. Chciał ze mną wyjść. Chciał spędzić ze mną czas poza domem. Byłbym idiotą, gdybym się nie zgodził.
 Więc, jak będzie?
– Potrzebuję dwóch koszul  wydusiłem, a on od razu uśmiechnął się z zadowoleniem.
 Świetnie. Poszukajmy swoich rozmiarów i chodźmy do przymierzalni. Ja wezmę tą niebieską.
 A co powiesz na granatową?  zaproponowałem, biorąc z wieszaka koszulę, którą wcześniej upatrzyłem. I nie upatrzyłem jej dla siebie. Po prostu przez chwilę wyobrażałem sobie, jak będzie wyglądać na nim.
 Ta bardziej mi się podoba  powiedział, wskazując na to, co miałem w ręku.
                 Chwilę to trwało, zanim udało nam się znaleźć odpowiednie rozmiary. Potem skierowaliśmy się razem do przymierzalni, zajmując kabiny obok siebie. Calum, co chwilę opowiadał śmieszne historyjki ze swoich spotkań z przyjaciółmi, a ja za każdym razem wybuchałem śmiechem. Miałem nadzieję, że ja, Michael i Ashton się polubimy. Z jego opowieści wnioskowałem, że są naprawdę otwartymi, normalnymi chłopakami.
 I jak?  zapytał Hood, kiedy odgarnąłem lekko zasłonkę, by mógł mnie zobaczyć. Teraz miałem na sobie koszulę, którą dla mnie wybrał.
 Podoba mi się, ale chyba…
 Wąska w barkach.
 Dokładnie.
 Może panom w czymś pomóc?  odezwał się nagle damski głos, tuż obok nas.
                  Obaj spojrzeliśmy na młodą, czarnowłosą dziewczynę. Usta pociągnięte delikatną różową pomadką, uformowane były w miły uśmiech. Zerknęła na mnie, by potem znów skupić się na Calumie.
 Przyda się pomoc  powiedział Hood, kiwając głową.
 Większa?  odparła, a ja szybko pokiwałem głową.  W porządku, zaraz poszukam.
                Złapała za wystającą metkę, sprawdzając, jaki mam teraz rozmiar. Widziałem, jak Calum dokładnie śledzi jej ruchy. Sprzedawczyni spojrzała na niego, a on uśmiechnął się, opierając się o bok przymierzalni. Miałem wrażenie, że dziewczyna rozpromieniła się jeszcze bardziej, widząc, że zyskała na chwilę jego uwagę. Zacisnąłem usta, czując się odrobinę zazdrosny. Wiem, że to było irracjonalne, bo ja i Hood przecież nie byliśmy razem, ale… Ten jej wzrok…
 Luke?
 Tak?  odparłem szybko, kiedy głos chłopaka wyrwał mnie w własnych myśli. Calum zaśmiał się cicho. Dopiero wtedy zorientowałem się, że dziewczyna zniknęła.  Zawiesiłem się.
 Właśnie widziałem.
 Co mówiłeś wcześniej?
 Pomyślałem, że zjemy tu obiad, a potem wrócimy do domu. Sprawdzimy, co i kiedy grają, a potem…
 Mam większy rozmiar.  Przekręciłem oczami, kiedy sprzedawczyni pojawiła się ponownie.  Szykuje się jakieś specjalne wyjście?  zapytała, ponownie zerkając na Caluma. Ona musiała się tak na niego patrzeć? Dobra, przeginałem.
 Specjalne  powiedział Hood, kiwając dodatkowo głową.  Dzisiaj wieczorem.  Uśmiechnąłem się, wiedząc, że ma na myśli naszą randkę.  Przymierzaj  dodał, zwracając się do mnie.
                Przejąłem od dziewczyny koszulę, a potem zasłoniłem zasłonkę. Szybko przebrałem się, nadal przysłuchując się ich rozmowie. Wciąż rozmawiali o wieczornym wyjściu, choć Calum nie zdradzał jej dokładnych szczegółów. W końcu znów stanąłem naprzeciwko nich.
 Teraz jest idealnie  rzucił Calum, mierząc mnie wzrokiem.
 Bardzo dobrze pan w tym wygląda. Pana partnerka będzie zadowolona.
 Partner – poprawiłem ją, zanim zdążyłem się powstrzymać. Kiedy zorientowałem się, co dokładnie palnąłem, poczułem lekkie pieczenie policzków. Błagałem w myślach o to, by nie zrobić się całkowicie czerwonym na twarzy.
 Pana partner będzie na pewno zadowolony  pociągnęła z uśmiechem.
 W stu procentach jestem  odezwał się Calum. Dziewczyna zerknęła na niego, a potem na mnie. Uśmiechnęła się ponownie.  Weźmiemy te trzy. Za tę podziękujemy.
 Proszę bardzo i udanego wyjścia życzę  wydusiła, choć jej uśmiech nieco zmalał.
 Dziękuję.

~***~
               Odpisałem szybko Michaelowi, a następnie zablokowałem telefon. Zdążyłem wsunąć go do kieszeni, gdy z łazienki wyłonił się Luke. Na mojej twarzy od razu zagościł szeroki uśmiech. Szczególnie że miałem na co się popatrzeć, bo blondyn w białej koszuli i czarnych, dżinsowych spodniach prezentował się naprawdę znakomicie. Wcześniej widziałem go w moich ubraniach lub porozciąganych, starych rzeczach, które dostawał z noclegowni. Teraz miałem wrażenie, jakbym miał przed sobą zupełnie innego człowieka. Chłopak zagryzł wargę, przenosząc wzrok na regał z książkami. Dopiero wtedy zrozumiałem, że gapiłem się na niego, jak idiota.
 Wybacz, nie chciałem się tak natarczywie…
 Jest okej  powiedział, a potem cicho zaśmiał się pod nosem. Błękitne tęczówki znów odważniej spojrzały w moim kierunku.  Chyba źle nie jest?  pociągnął, wskazując na swój ubiór.
 Żartujesz?  rzuciłem, podchodząc bliżej.  Od zawsze uważałem, że jesteś cholernie przystojny, ale teraz… No, no, Lukey.
                Blondyn momentalnie oblał się rumieńcem. Cholernie uwielbiałem, gdy to robił. Wyglądał wtedy tak niewinnie i uroczo, choć pewnie dla niego było to kłopotliwe. Było to coś, czego nie mógł ukryć przed wzrokiem innych. Nie był jednak nieśmiały, choć i takie momenty zdążyłem w nim wyłapać. Lubiłem jednak myśleć, że to moje słowa tak na niego działały.
 Idziemy?  zapytałem, wskazując brodą drzwi.
 Tak.
 Skoro to randka, to powinieneś dostać ode mnie kwiaty.
 Co? Nie wygłupiaj się i…
 Kwiatek dla ciebie  powiedziałem, podając mu zapakowane w przezroczystą folię ciasteczko w kształcie róży. Luke zaśmiał się. Przyjął od razu ten drobny podarunek.
 Dziękuję.
 Teraz możemy iść  odparłem, kiedy wsunął zawiniątko do kieszeni koszuli. 

~***~
                 Na początku wybraliśmy się do kina. Postawiliśmy na horror, omijając inny repertuar, jaki oferowali. Choć nie mogliśmy ze sobą rozmawiać, to i tak ten czas upłynął mi naprawdę przyjemnie. Siedzieliśmy obok siebie, ostrożnie zajadając się słonym popcornem – żaden z nas nie chciał się ubrudzić, bo w planach była także kolacja  i zapijając to dużą dawką słodkiego napoju. Co jakiś czas zerkaliśmy w swoją stronę, kusząc się nawet na to, by szeptem wymienić ze sobą kilka uwag odnośnie oglądanej produkcji. Oprócz tego mogłem poczuć jego ciepłą dłoń, która znajdowała się tuż przy mojej. Calum parę razy delikatnie musnął moją skórę opuszkiem palca, co sprawiło, że całe to oglądanie filmu było jeszcze milsze. Nie miałbym nic przeciwko temu, by złapał mnie za rękę.
                Zaraz po kinie poszliśmy na krótki spacer. Nie mieliśmy dokładnie obranego celu. Kręciliśmy się po chodnikach, rozmawiając. Nie była to późna godzina, więc miasto nadal tętniło życiem. Niedługo po tym trafiliśmy do restauracji, gdzie zjedliśmy pyszną kolację łącznie z wielkim, lodowym deserem. Calum musiał wcześniej zarezerwować miejsce w tym lokalu, bo tuż przy wejściu podał swoje dane. Byłem więc pewny, że albo wcześniej planował całe to wyjście, albo na ostatnią chwilę udało mu się zaklepać wolny stolik.
               Nie zmieniało to jednak faktu, że całościowo byłem zaabsorbowany jego osobą. Od samego wyjścia chłopak pochłaniał moją uwagę, a ja nawet nie próbowałem skupić się na niczym innym. Pomijając oczywiście film, ale nawet na sali kinowej Calum był numerem jeden. Może dlatego nie do końca wyłapywałem szczegóły i wątki w historii, którą chciał opowiedzieć reżyser. Mogę śmiało stwierdzić, że przez cały wieczór byłem nim oczarowany. Uważnie go słuchałem, odpowiadając na praktycznie każde pytanie, jakie mi zadał. Moje oczy cieszyły się widokiem tego, jak wyglądał idąc obok mnie lub siedząc naprzeciwko. A w takiej bardziej elegantszej wersji Hood wyglądał wyśmienicie. Przy stoliku mogłem się bez przeszkód i skrępowania w niego wpatrywać, bo nie wyglądało to dziwnie.

                Wszedłem jako pierwszy do ciemnego mieszkania. Nadal cicho śmiałem się pod nosem. Calum właśnie opowiadał o żenującej wpadce, jaką zaliczył, gdy chodził jeszcze do liceum. Pstryknąłem przełącznikiem, by zapalić światło. Chłopak był tuż za mną, zamykając drzwi.
              Ściągnąłem buty, a potem przeszedłem w głąb salonu. Postawiłem niewielką siatkę na stoliku. Wyciągnąłem z niej dwie zimne butelki z piwem. Hood zaraz znalazł się obok, łapiąc za pilota. Włączył telewizor, a potem padł na kanapę. Spojrzałem na niego. Znów się uśmiechnął. Miałem wrażenie, że dzisiaj robił to niemalże przez cały czas.
 Pójdę po otwieracz.
 Daj, ja to zrobię  powiedział, wyciągając rękę.
              Podałem mu butelki. Za pomocą klucza, otworzył najpierw jedną z nich, a potem drugą. Następnie odłożył klucze na stolik tuż przy lekko wygiętych kapslach.
 Dzięki.
              Usiadłem obok, odruchowo przekręcając się bardziej w stronę chłopaka. Calum zerknął na mnie, machając delikatnie pełną butelką.
 Jakiś toast?
– Za dzisiejszą randkę, na której świetnie się bawiłem  odparłem jednym tchem. Zaśmiał się.
 Za dzisiejszą randkę, na której też się świetnie bawiłem.
              Stuknął lekko swoją butelką w moją, a potem przyłożył ją do ust. Wypił niewielki łyk piwa, by po chwili odstawić ją na stolik. Szybko zrobiłem to samo.
 Jutro też będziemy się dobrze bawić.
 Mam nadzieję  powiedziałem cicho, naprawdę licząc na to, że nie dam żadnej plamy.
 Będzie dobrze. Ashton i Michael nie są drętwi. Polubicie się.
 Tak myślisz?
 Tak właśnie myślę. Jesteś sympatycznym i miłym chłopakiem, Luke. Z początku być może będziesz czuł się niepewnie, bo w końcu prawie ich nie znasz, ale później na pewno będzie lepiej i łatwiej.
 Oby tak właśnie było.
 Będzie  rzucił z pewnością w głosie, a potem pstryknął mnie w czubek mojego zadartego nosa.
                  Z początku chciałem złapać go za rękę, ale nie byłem pewny, czy to będzie na miejscu, więc w efekcie końcowym odepchnąłem ją. Calum zaśmiał się cicho. Dla zgrywy popukał mnie palcem po ramieniu, przechodząc potem na brzuch i udo. To było tak dziecinne zachowanie, ale wywoływało przyjemne uczucie ciepła. Powodowało też śmiech z mojej strony. Przez chwilę miałem wrażenie, że znów jestem bezproblemowym dzieckiem, które nie zna złych kolorów świata.
 No weź  rzuciłem, po raz kolejny odpychając go lekko.
 Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będziesz chciał ze mną wyjść  odparł, a nasze spojrzenia znów się spotkały.
 Na randkę?
 Na randkę.
 Mogę z tobą wyjść nawet i po bułki do sklepu.
 To naprawdę miłe  powiedział, przejeżdżając palcem po mojej dłoni.
                 Wstrzymałem oddech, śledząc ten ruch. Zatoczył opuszkiem niewielkie koło tuż przy moim kciuku. Poczułem przyjemny dreszcz, który przebiegł mi po plecach. Niewiele myśląc złapałem go z rękę, nabierając przy tym więcej pewności siebie. Zauważyłem, że z każdym dniem stawałem się bardziej odważny w stosunku do niego. Im bardziej mu ufałem, tym granice zaczynały się zacierać.
                Podniosłem głowę, zerkając w stronę telewizora. Wtedy zauważyłem, która jest dokładnie godzina. Wybiła północ. Od razu przeniosłem wzrok na chłopaka, który siedział tuż obok. On w dalszym ciągu nie odrywał ode mnie ciemnych oczu. A ten wzrok… Tak cholernie mi się podobał. Uśmiechnąłem się, mocniej zaciskając palce wokół jego ręki. Calum też odpowiedział uśmiechem.
 Pamiętasz to, co mówiłeś o Kopciuszku?
 Pamiętam.
 Właśnie wybiła północ.
                Gdy tylko to powiedziałem, przybliżyłem się do niego jeszcze bardziej zmniejszając odległość, jaka była między nami. Wystarczyło tylko to, że musnąłem jego wargi swoimi, a już poczułem przyjemne szumienie w głowie i to łaskotanie w podbrzuszu. Rozchyliłem wargi, a Calum od razu przejął kontrolę, przechodząc do pełnego pocałunku. Dotknął mojego policzka, a ja odruchowo przechyliłem głowę, pozwalając mu jednocześnie na to, by pogłębił pocałunek. Mogłem z nim tak siedzieć bez końca.
               Powoli, jakby w zwolnionym tempie, rozchyliłem powieki, nadal pałając się tą miłą i dobrą chwilą. Spojrzałem na jego uśmiechniętą i zadowoloną twarz. Zorientowałem się, że i ja się uśmiecham. Nasze dłonie nadal były ze sobą złączone. Przejechał palcami po moim policzku, a potem raz jeszcze złożył na moich wargach krótki pocałunek. Wszystkie te gesty były delikatne, wręcz subtelne, ale przepełnione dużą dawką czułości. Nic dziwnego, że znów uderzyła we mnie fala gorąca. 
 Ta zmiana w księcia chyba mi nie wyszła  odparł, a potem zaśmiał się cicho.
 Wyszła.
 Tak?  pociągnął, unosząc jedną brew.
 Dla mnie byłeś nim od samego początku.
 Więc mam przed sobą księżniczkę?
 Ratowałeś  mnie nie raz, ale błagam… Daruj sobie nazywanie mnie księżniczką  powiedziałem, a potem uśmiechnąłem się, gdy chłopak znów parsknął śmiechem.
                 Calum pokręcił głową, nadal się śmiejąc. Wypuściłem ciężko powietrze z ust, udając obrażonego. Nie do końca mi to wyszło, bo na twarzy wciąż miałem zdradziecki uśmiech. Chłopak poprawił pozycję w jakiej siedział, co nie było mi na rękę. Wolałem, by dalej był tak blisko mnie. On jakby po raz kolejny odczytał moje myśli, bo po chwili objął mnie ramieniem. Zniżyłem się, opierając głowę o jego klatkę piersiową. Przerzuciłem dłoń przez jego brzuch. Teraz byłem zdecydowanie jeszcze bardziej zadowolony.


***
Pierwsza randka naszego Cake'a, plus do tego nieco zazdrosna księżniczka Hemmo. No i chłopakom szykuje się impreza. Może Luke trochę wyluzuje w towarzystwie kumpli Hooda? Zobaczymy, co im z tego wyjdzie.
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Standardowo zapraszam Was na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam znajdziecie informacje o tym, co i kiedy się pojawia.

Pozdrawiam i do następnego!

#SaveMeFF



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz