czwartek, 10 sierpnia 2017

#11 Bo przecież nie przyznam się, że byłem zazdrosny

              Westchnąłem cicho, rozchylając powieki. Zmarszczyłem nos, a potem zmrużyłem oczy, gdy wpadające do środka promienie słońca nieco mnie oślepiły. Odruchowo przekręciłem się na bok, w stronę, po której powinien znajdować się Calum. Ale znów go nie było. Czy ten facet, chociaż raz może nie wstawać przede mną, tylko leżeć na miejscu, tak bym mógł się z nim trochę poprzytulać? Przytulanie o poranku  lub pseudo poranku, bo z tego, co podawał stojący na szafce zegarek, dochodziła jedenasta  to było coś, co lubiłem. A gdyby połączyć to jeszcze z jego osobą, to… Tak, byłby to naprawdę idealny początek dnia.
               Przewróciłem się z powrotem na plecy, cmokając z niezadowoleniem. Jednak ten stan szybko mi przeszedł, jak tylko przypomniałem sobie o wczorajszej randce. Szeroki uśmiech wpełznął mi na usta, gdy odtwarzałem w myślach te najmilsze momenty i chwile. Naprawdę było cudownie.
                Na oślep wyciągnąłem rękę. Moje palce szybko odnalazły gładkie, foliowe opakowanie. Złapałem za nie, a następnie obróciłem je w dłoni. Właśnie wpatrywałem się w ciastko w kształcie róży, które dostałem od Caluma  jako kwiaty z okazji pierwszej randki. Miałem w planach zjedzenie go, ale to jeszcze musiało poczekać. Ten mały smakołyk był dla mnie namacalnym dowodem na to, że wczorajsze wyjście mi się nie przyśniło. Nadal ciężko było mi uwierzyć w to, że ktoś taki jak Hood, w jakiś sposób zainteresował się kimś takim, jak ja.
                Oderwałem wzrok od ciastka, kiedy usłyszałem dźwięk lecącej wody. Calum musiał być w łazience. Pokręciłem szybko głową, jakby to miało mi pomóc odgonić myśli. I nie przyznam się otwarcie nigdy do tego, że przez moment wyobrażałem sobie to, jak wygląda pod prysznicem. Odłożyłem łakocia na stolik, a potem podniosłem się z materaca. Przeciągając się, ruszyłem w stronę drzwi.
                Odgłos lejącej się wody stał się głośniejszy, jak tylko znalazłem się w salonie. Odruchowo zerknąłem w stronę łazienki. Wtedy szum zniknął. Zacisnąłem lekko usta, przechodząc do kuchni. Postanowiłem zabrać się za robienie śniadania. Po sprawdzeniu zawartości lodówki, postawiłem na szybkie naleśniki. Nie byłem mistrzem gotowania, ale co nieco wyniosłem z domu. Miałem tylko nadzieję, że ich nie spalę i nie puszczę z dymem mieszkania. Dawno ich nie robiłem, ale chyba tego się nie zapomina, prawda?
                Przyszykowałem wszystkie składniki. Odnalazłem w szafce dużą patelnię i mikser. Włączyłem niewielkie radio, które stało przy oknie. Gdy tylko poleciały pierwsze słowa piosenki All Summer Long w wykonaniu Kid Rock, rozpocząłem zabawę w mistrza naleśnikowej kuchni. Szybko przyrządziłem masę, a następnie zabrałem się za najważniejszy punkt, mianowicie jak z tej nieco gęstej, lejącej papki stworzyć coś zjadliwego. Prościej mówiąc: zaczął się proces smażenia.
                Byłem tak pochłonięty pracą, że nawet nie zorientowałem się, że nie jestem już w kuchni sam. Nie słyszałem też kroków, kiedy Calum podszedł bliżej. Dopiero gdy złożył na moim karku delikatny pocałunek, ocknąłem się, niemalże wypuszczając patelnię z ręki. Podskoczyłem, uderzając biodrem o blat. Cichy śmiech chłopaka, który stał za moimi plecami, doszedł do moich uszu. Odwróciłem się, chcąc mu oznajmić, że takim skradaniem się, przyprawi mnie o zawał, ale… W pierwszej chwili nie byłem w stanie wydusić z siebie żadnego słowa.
                Pierwsze co zobaczyłem, to jego odsłonięta klatka piersiowa i tatuaże, które znajdowały się na jego obojczykach, a także rękach. Dostrzegłem też kilka kropel wody, które spłynęły wzdłuż jego brzucha. Zniknęły w puchatym, białym ręczniku, który obwiązany był wokół jego pasa. Jego mokre, ciemne włosy były roztrzepane na wszystkie strony. Na jego twarzy pojawił się uśmiech. Z pewnością był zadowolony z tego, że udało mu się mnie zaskoczyć. I nie tylko zaskoczył mnie przez to czułe powitanie.
                 Zaczerpnąłem głośniej powietrza, raptownie odwracając się w kierunku kuchenki. Zrobiłem wielkie oczy, starając się na niego nie patrzeć. Już i tak byłem pewny, że moje policzki są całe czerwone. I do tego zrobiło mi się po prostu cholernie gorąco. Calum w normalnym wydaniu mocno na mnie działał, a co dopiero w tak bardzo odsłoniętej wersji.
 Luke?
 Naleśniki mogą być?  wydusiłem, mając nadzieję, że nie brzmię jak idiota.
 Pewnie. Już znakomicie pachnie.
 Ty też znakomicie wyglądasz.
 Co?
 Nie, nic  mruknąłem, mając ochotę przywalić się w ten głupi łeb patelnią, którą trzymałem w ręku. Czy ja naprawdę muszę na każdym kroku robić z siebie kretyna? Miałem nadzieję, że tego nie słyszał. Błagałem wręcz w myślach o to, by naprawdę tego nie słyszał.
                Calum zaśmiał się, widząc moje skrępowanie. Podszedł bliżej, a ja odruchowo wstrzymałem powietrze w płucach. Nachylił się, nie odrywając ode mnie wzroku. Zacisnąłem usta, zdobywając się na odwagę, by na niego zerknąć. Posłał mi kolejny uśmiech.
 Będą z dżemem?
 Z czymkolwiek chcesz  odpowiedziałem, czując, że policzki znów zaczynają mnie piec.
 Idę się ubrać i… Luke?
 Tak?
 Ty też wyglądasz znakomicie.
              Poklepał mnie lekko po plecach, wywołując od razu przyjemny dreszcz, który przebiegł wzdłuż kręgosłupa. Zaśmiał się cicho, a ten dźwięk nieco mnie rozluźnił. Uśmiechnąłem się. Chłopak puścił mi oczko, a potem wyszedł z kuchni. Chyba muszę kupić jakiś poradnik, jak przestać być życiową porażką. Czy ja zawszę muszę wyjść na kretyna? Na całe szczęście Calum chyba i tak mnie lubił w tej wersji, więc mogłem to sobie wmawiać jako argument pocieszający. Ale prawda była taka, że przy nim nie potrafiłem się kontrolować i często wychodziło tak, że czułem się zażenowany sam sobą. Może kiedyś mi to magicznie przejdzie? 

             Śniadanie upłynęło nam w spokojnej i miłej atmosferze. Tak samo jak reszta popołudnia. Naprawdę uwielbiałem spędzać czas z Calumem, bez względu na to, co robiliśmy. Mieliśmy oglądać film  nie ma sprawy. Grać na konsoli  mi pasuje. Wspólnie gotować  jak najbardziej. Przy nim czułem się normalnie, a nie jak wybryk natury. A to drugie uczucie zawsze towarzyszyło mi, gdy przebywałem na przykład obok własnego ojca. Calum był inny. Dawał swobodę, bezpieczeństwo i akceptował mnie. Zdecydowanie był najbliższą osobą, jaką teraz posiadałem.
               Podniosłem głowę w momencie, gdy chłopak wszedł z powrotem do salonu. Na jego ustach pojawił się uśmiech, kiedy nasze spojrzenia spotkały się ze sobą. Bez słowa podszedł do kanapy, a potem usiadł obok. Złapał za leżący pilot, odkładając go na stół. Potem znów skupił ciemne oczy na mojej osobie. Zacisnąłem lekko wargi.
 Możemy o czymś porozmawiać?
 Jasne. O czym dokładnie?
– O twoim pobycie tutaj  powiedział powoli.
               Przełknąłem ciężko ślinę. Pokiwałem głową. Widziałem, do czego może prowadzić ta rozmowa i doskonale go rozumiałem. Ostatnio ciągle miał w mieszkaniu dodatkowego lokatora. Pasożyta żerującego na tym, co miał. Nie dziwiłem się, że to właśnie ten temat zostanie teraz poruszony. Pomoc, pomocą, ale ona też miała swoje granice.
– Obiecuję, że jutro już mnie tu nie będzie  odparłem, nie odrywając od niego wzroku.
 Co?
 Nie powinienem był tak długo siedzieć ci na głowie.
 Luke, o czym ty mówisz?
 O moim pobycie tutaj. To trwa za długo. Ty masz swoje poukładane życie i… Ja też w końcu powinienem zrobić coś ze swoim.  Chłopak zmarszczył czoło.  Obiecuję, że jutro się stąd wyniosę.
 Ale ja nie chcę, byś się stąd wynosił  powiedział, kręcąc głową.
 Teraz to ja już nic z tego nie rozumiem  odparłem, a on zaśmiał się. 
                Poklepał mnie po ramieniu, po raz kolejny obdarzając szerokim uśmiechem. Przez tę jego reakcję, pogubiłem się jeszcze bardziej.
 Chodzi o to, że wpadłem na pewien pomysł. Pomyślałem, że mógłbyś tu zostać.
 Słucham?
 Zamieszkać ze mną i…
 Nie, nie, nie  rzuciłem, odsuwając się od niego. Chciałem wstać, ale Calum złapał mnie za rękę, a potem pociągnął do tyłu. Klapnąłem z powrotem na cztery litery.
 Daj mi dokończyć.
 Ale tak nie może być  pociągnąłem. Nie puściłem jednak jego dłoni. Nadal przyjemnie ogrzewała moją skórę.  Nie mogę tu zostać. Naprawdę cholernie doceniam to, co dla mnie robisz. A robisz tak dużo, ale… Na to nie mogę się zgodzić. Nie mogę…
                 Zamilkłem, odruchowo wstrzymując powietrze. Calum znienacka przybliżył się do mnie, tak że nasze usta dzieliły dosłownie milimetry. Moje serce przyspieszyło. Po raz kolejny tego dnia zrobiło mi się gorąco. Przez chwilę zapomniałem, o czym w ogóle rozmawialiśmy.
 Będziesz w końcu cicho?
 Wiedziałem, że taki był twój cel  odparłem, udając urażonego. Chłopak zaśmiał się.  Jesteś podstępny.
 Ale to skuteczna metoda na...
 Ucieszenie mnie?
– Na chwilowe uciszenie  powiedział, nadal się uśmiechając.  Naprawdę nie mam nic przeciwko temu, że tu jesteś. Cieszę się, że tu jesteś. Jesteś dobrym towarzystwem. Czas spędzony z tobą należy do tych bardzo przyjemnych chwil. Skoro i tak na razie nie masz gdzie mieszkać, to możesz zostać tutaj. Mówię poważnie. Nie będziesz mi przeszkadzał ani nic z tych rzeczy. Chętnie zyskam takiego współlokatora.
 Współlokatora, który nie może nawet dołożyć się do czynszu, bo nie ma z czego?
 Spójrz na to z tej strony. Będziesz miął dach nad głową. Nie będziesz się musiał martwić, że nie zdążysz dotrzeć do noclegowni na czas, bo tu zawsze drzwi są dla ciebie otwarte. Będziesz mógł stanąć na nogi. Chcesz mieć pracę, tak?  Pokiwałem głową.  Będziesz mógł na spokojnie jej szukać. I pracodawcy też spojrzą na ciebie inaczej, bo pozbędziesz się etykietki bezdomnej osoby. Co ty na to?
                Zagryzłem wargę, nie odrywając od niego wzroku. Calum także wpatrywał się we mnie, oczekując odpowiedzi. I musiałem to przyznać, że jego propozycja była naprawdę wspaniała. Miałbym to, czego mi wcześniej brakowało. Miałbym w końcu kawałek swojego miejsca w Bostonie. Powoli wracałbym na tory normalnego życia, którego tak chciwie pragnąłem. I miałbym Caluma zawsze blisko siebie.
 Obiecuję, że znajdę pracę, jak najszybciej się da i zaczną się dokładać do rachunków.
 Luke, nie musisz mi niczego obiecywać.
 Ale…
 Może oprócz jednej małej rzeczy.
 Jakiej?  zapytałem cicho.
 Rób częściej takie dobre śniadania  powiedział z uśmiechem.
 Śniadania, obiady, kolacje. Co tylko chcesz.
 Czyli mam rozumieć, że zgadzasz się na moją propozycję?
 Tak i… Naprawdę bardzo ci dziękuję.
 Dobrze, że się zgodziłeś, bo mam już przyszykowane dla ciebie klucze.
                  Spojrzałem na niego z zaskoczeniem. Chłopak sięgnął do kieszeni dresów, a potem coś z nich wyciągnął. Dopiero po chwili zorientowałem się, że są to właśnie klucze od mieszkania, o których przed chwilą wspominał. Kiedy rozłożył rękę, dostrzegłem niebieski, podłużny breloczek z moim imieniem. Uśmiechnąłem się.
 Kupiłem go wczoraj, gdy byliśmy na zakupach. Poszedłeś wtedy do toalety. Oficjalnie są twoje, współlokatorze.
                 Podał mi klucze, a ja jeszcze przez moment wpatrywałem się w nie tak, jakby miały zaraz zniknąć. Czy to właśnie nadszedł ten moment, gdy moje życie miało się naprawdę polepszyć? A raczej jeszcze bardziej polepszyć, w tych niektórych aspektach. Bo zmieniło się na lepsze, jak tylko poznałem Caluma. On to wszystko zapoczątkował. Podał mi pomocną dłoń, dzięki czemu zacząłem się podnosić.
– Dziękuję.
                Przybliżyłem się, a potem objąłem go, by jeszcze bardziej pokazać, jak bardzo jestem mu wdzięczny i że naprawdę to doceniam. Jego dłonie owinęły się wokół mojego pasa. Znany zapach jego perfum stał się nieco mocniejszy, gdy zmniejszyłem odległość między nami. Mogłem tak z nim siedzieć do wieczora, a nawet i dłużej.
 Cała przyjemność po mojej stronie, współlokatorze.
                 Wtedy też postanowiłem, że muszę popracować nad tym, by przestać być tylko współlokatorem. Albo kumplem. Albo kumplem i współlokatorem w jednym. Zdecydowanie wolałem być kimś więcej. Kimś znacznie ważniejszym.

                 Złapałem się na tym, że od dłuższej chwili skubię skrawek czarnej koszuli, od czasu do czasu zawijając jej róg na palec wskazujący. Żeby jej bardziej nie pognieść, nerwowo zacząłem poprawiać włosy. Próbowałem się nie denerwować, ale nie za bardzo mi to wychodziło. Stresowałem się dzisiejszą imprezą. Stresowałem się tym, że będę sam wśród praktycznie obcych osób. Nie liczyłem w tym momencie Caluma. Nie chciałem wypaść tragicznie. Chciałem poprawić to nieco schrzanione pierwsze wrażenie, jakie zaprezentowałem przed jego kumplami. A może nie było tak źle? A może znów niepotrzebnie panikowałem?
 Gotowy?
                 Od razu odwróciłem się na dźwięk jego głosu. Calum wyłonił się z łazienki, jak zwykle prezentując się nienagannie i z klasą. Naprawdę coraz bardziej zachwycałem się tym, jak wygląda w takiej bardziej elegantszej wersji. Wczoraj też mogłem go takiego podziwiać. Tym razem jednak miał na sobie białą koszulę. I w niej też prezentował się nieziemsko. Żałowałem, że nie mogę tak stać i się po prostu przez resztę wieczoru na niego gapić.
 Luke?
 Tak?
                Ocknąłem się z własnych myśli. Co ten chłopak ze mną robił? Najlepsze w tym wszystkim było to, że byłem w nim zakochany po uszy i nawet nie próbowałem się przed tym bronić. Jego głos, najdrobniejsze gesty i ten uśmiech, były czymś co mogłem po prostu podziwiać. Jakby Calum był żyjącym dziełem sztuki. Czy ja waśnienie zamieniam się w jakiegoś nakręconego wariata?
 Gotowy?
 Tak… A dokąd my się właściwie wybieramy?
 Nie mówiłem ci?  Pokręciłem głową.  Idziemy do XClub. Nazwa pewnie nic ci nie mówi, co?
 Nie  odparłem ze śmiechem.
 To jeden z klubów, które znajdują się praktycznie w centrum Bostonu.
 Często tam chodzicie?
 Praktycznie zawsze tam lądujemy. Mam nadzieję, że ci się spodoba.

                Nie byłem typem imprezowicza. Nie byłem stałym bywalcem klubów. Jednak nigdy nie trafiłem do takiego miejsca. Nie wiedziałem nawet, czy w Rochester coś takiego istniało. XClub okazał się być tak zwanym gej klubem. Z tego, co opowiedział mi Calum, przychodzili do niego także heteroseksualni klienci, którzy nie krzywili się na widok dwóch tańczących osób tej samej płci. W tym miejscu nikt by się nie zdziwił, gdyby nagle na środku parkietu pojawili się mężczyźni ubrani w kolorowe sukienki. Zresztą nawet Jacke  jeden z barmanów  był drag queen, z gęstymi, zielonymi włosami sięgającymi pasa. Widziałem też, że nosił wysokie, świecące buty na koturnach i krótką, czarną spódniczkę. I był naprawdę przesympatyczną osobą. Szybko wykalkulowałem, że dobrze zna się z Calumem i jego paczką.
                 Na imprezie miałem też przyjemność poznać dziewczynę Ashtona. Becky miała przyjazny i serdeczny uśmiech, a do tego była naprawdę miła. Nie była zdystansowana, a otwarta, przez co szybko udało mi się z nią nawiązać kontakt. Irwin i Becky byli parą od ponad pięciu lat i oboje byli heteroseksualistami, który uwielbiali XClub. Nie mieli problemów z akceptacją osób o innej orientacji, bo w ich gronie przyjaciół był Calum  biseksualista i Michael  wygadany gej, który nie ukrywał tego, kim jest. Cholernie podobało mi się ich podejście, dzięki czemu sam od razu poczułem się swobodniej i pewniej. Nikt tu nikogo nie traktował inaczej. Wszyscy byli równi.
 Mikey, ty wstrętny, zboczony, żartownisiu  rzucił Jackie, kiedy szykował nam następne drinki. Clifford właśnie skończył opowiadać mu jeden ze swoich dowcipów. I nie… Nie należały one do tych grzecznych. Wszyscy parsknęliśmy śmiechem, który zniknął w dźwiękach wypływającej z głośników muzyki.  I tak cię uwielbiam.
– Nasza gwiazda  odparł Hood, zerkając na kumpla.
 Możesz mi jedynie pozazdrościć. Ma się tę charyzmę.
 I wygórowane ego  dodał Irwin, a Becky zaśmiała się po raz kolejny, zakrywając dłonią usta.
                Przejechałem palcem po pustej szklance. Zerknąłem na Caluma, który ponownie się uśmiechnął. Jackie nachylił się, a ja oderwałem wzrok od mojego obiektu westchnień, by skupić błękitne tęczówki na nim.
 Luke, wódka i sok pomarańczowy?
 Poproszę  odparłem, a on uśmiechnął się szeroko. Miałem wrażenie, że Jackie jest ze wszystkimi na ty i pamięta imię każdego klienta, jakiego obsługiwał.
 Calum wpadł ci w oko?  zapytał ciszej, tak bym tylko ja mógł go usłyszeć. Przysięgam, że gdybym teraz pił lub jadł, to skończyłoby się to uduszeniem. Zaskoczył mnie. Zrobiłem wielkie oczy, a on zaśmiał się.  Nie wykręcisz się. To widać.
 Ja nie…
 Nie zaprzeczaj, słodziutki. Calum to dobra partia. Jest jednym z najmilszych ludzi, jakich znam, a znam ich sporo. Do tego te apetyczne ciało...
 Kogo tym razem obgadujesz, Jackie?  odezwał się Michael.
 Nie twój interes, kolorowy  rzucił, odpychając go.  Ja i Pan Cudne Oczy tylko sobie rozmawiamy.
 Myślałem, że to ja mam najładniejsze oczy, jakie twoje oczy widziały.
 No cóż… Masz teraz konkurencję  skwitował Jackie, wzruszając ramionami.
 Weź mnie nie denerwuj.
 Lubię cię denerwować, kochasiu.
                 Przez moment siedziałem bez słowa, nie chcąc im przerywać. Clifford spojrzał z oburzeniem na Jackie, a on zaśmiał się. Mrugnął do niego, a następnie zabrał się za niedokończone drinki. Wtedy Calum wciągnął Michaela do rozmowy, a barman znów skupił się na mnie.
 To widać, słoneczko  powiedział, kiwając głową.  Nie zaprzeczysz.
                Nie wiedziałem tylko, czy faktycznie chcę zaprzeczać temu, co czułem. W pierwszej chwili tak właśnie było, ale czy musiałem się z tym kryć? Skoro chciałem być dla Caluma kimś więcej, to przecież nie mogłem udawać i wysyłać dookoła sprzecznych sygnałów, które by i on odbierał. Najlepsze w tym wszystkim było to, że zrozumiałem ten fakt, dopiero teraz, kiedy siedziałem przy barze w tym konkretnym klubie.

                  Nie zamierzałem się upić. Nie chciałem, by Calum musiał się mnie wstydzić. Nie chciałem zrobić niczego głupiego, czegoś, czego później bym nie pamiętał. Albo co gorsza pamiętał bym wszystko i na samo wspomnienie o tym, chciałbym zapaść się pod ziemię. Dlatego pilnowałem się, jak tylko mogłem. Z drugiej strony nie chciałem wyjść na jakiegoś sztywniaka, którego główną dewizą jest stała kontrola. To połączenie dwóch planów sprawiło, że w pewnym momencie byłem wcięty, ale nie na tyle, by się zataczać, bełkotać czy tracić kontakt z rzeczywistością. Przeszedłem w stan wyluzowania. Do tego język mi się rozplątał i nawet zacząłem wierzyć w to, że mogę uchodzić za żartownisia i spoko gościa. Porażka? Po części, ale inni byli na podobnym poziomie upojenia. Wszyscy oprócz Hooda, który wyglądał na najtrzeźwiejszego z nas wszystkich.
                 Wyszedłem właśnie z łazienki, zostawiając za plecami Michaela, który przy umywalce poznał wysokiego bruneta. Szybko złapali wspólny język, rozkręcając rozmowę. Inni przestali się liczyć, więc tym bardziej nie chciałem im przeszkadzać. W końcu nie jestem dzieckiem i potrafię wrócić do naszej grupy sam.
                  Kiedy tylko wyszedłem zza wąskiego korytarzyka, który prowadził do toalet, skrzywiłem się, widząc scenkę, która rozgrywała się przy barze. Calum siedział w towarzystwie jakiegoś chłopaka. Nie miałem pojęcia, czy poznali się teraz czy może znają się od dawna. Nieznajomy opierał się łokciem o bar, co jakiś czas poprawiając opadające na czoło pasemko blond włosów. Miał na sobie dopasowaną, błękitną koszulę i duży zegarek, którego tarczę dostrzegałem idealnie nawet z tej odległości. Zazgrzytałem zębami, gdy mężczyzna  być może był w wieku Hooda  pochylił się w jego stronę i coś do niego powiedział. W klubie było głośno, ale jak dla mnie był stanowczo za blisko. Przecież może do niego mówić, nie wisząc jednocześnie tuż nad nim. Zacisnąłem dłonie w pięści, próbując pohamować to uczucie, które właśnie się pojawiło. A w tym momencie poczułem się cholernie zazdrosny. I jednocześnie zagrożony. Nawet nie próbowałem się do niego porównywać. Już na pierwszy rzut oka wyglądał na kogoś znaczne lepszego ode mnie.
                 Gdybym pewnie nie wypił żadnego drinka, z pewnością odwróciłbym się na pięcie i odszedł. Nie próbowałbym nawet zwrócić na siebie uwagi Caluma. Nie próbowałbym im przerwać. Zaszyłbym się gdzieś w kącie, z dala od nich, katując się tą sytuacją i raz za razem ją rozpamiętując. Rozpływałbym się we własnej zazdrości, przeklinając w myślach tego wymuskanego, idealnego faceta, który zakręcił się obok Hooda. Jednak w mojej krwi krążył alkohol, który dodawał mi pewności siebie. Teraz nie myślałem o ucieczce.
                Pospiesznie ruszyłem w kierunku baru, robiąc slalom między przechodzącymi ludźmi. Miałem wrażenie, że pojawiłem się obok Caluma w ułamku sekundy. I naprawdę zatrzymałem się dość blisko niego. Uśmiechnąłem się do nieznajomego.
 David, to jest Luke  przedstawił mnie Hood.
 Miło mi. David  odpowiedział, podając mi dłoń.
 Luke  powiedziałem, teatralnie wychylając się nieco do przodu, by odwzajemnić gest.
                 Zaasekurowałem się o udo Caluma, opierając na nim rękę. Ciemne oczy chłopka od razu się na niej zatrzymały. Chciałem udać, że to jest całkiem normalne i że nie ma tu, czego szukać. Jakby to powiedzieć wprost: chciałem mu pokazać, że ma stąd spadać i nie zagadywać mi kogoś, kto w najbliższej przyszłości miał być tylko mój. Tak, nawet pod wpływem alkoholu moje myśli stawały się pewniejsze i odważniejsze.
 Jesteś jednym z przyjaciół Caluma?  zapytałem, przenosząc rękę na ramię Hooda. Chłopak spojrzał na mnie z uśmiechem, a potem zaśmiał się cicho pod nosem. David uniósł brwi.  Przepraszam, nie chciałem być wścibski.
 Wyluzuj, Lukey. Nie jesteś wścibski  odpowiedział Hood.
 Nie chciałem być nazbyt ciekawy  poprawiłem się, nadal będąc bardzo uprzejmym, co wywołało kolejny cichy śmiech ze strony Caluma.
 Ja i David poznaliśmy się dopiero teraz. Ashton i Becky zniknęli, ty i Michael…
 Nie wiem, gdzie jest Michael, ja tylko korzystałem z toalety – skłamałem, by pan perfekcyjny nie pomyślał, że jednak Hood jest wolny.  Dobrze, że ty mi się nie zgubiłeś. Nie chciałbym wracać do domu sam.
               David zerknął to na mnie, to na niego. Na całe szczęście Calum w dalszym ciągu patrzył się na mnie, uśmiechając się. I to… To mi się podobało. Bardzo. Odpowiedziałem mu uśmiechem, a potem ponownie skupiłem się na nowo poznanym koledze. Co jeszcze będę musiał zrobić, by się go pozbyć? Okazało się jednak, że nie muszę kombinować. Pan Błękitna Koszula, sam chyba zrozumiał aluzję.
 Zagadałem się, a powinienem wracać do swoich. Miło było was poznać.
 Ciebie również, David  odpowiedział Hood, kiwając mu lekko głową.
 Do zobaczenia na kolejnej imprezie  rzucił na odchodnym.
 Chciałbyś  mruknąłem, mierząc go wzrokiem. Chłopak jednak tego nie widział. Po chwili zniknął wśród bawiącego się na parkiecie tłumu.
 Lukey?
 Tak?  Mój wzrok ponownie skupił się na Calumie.
 Co to było?
 Nic takiego.
 Nic takiego?  odparł rozbawiony.
 Zupełnie nic  rzuciłem, siadając na wolnym krześle, które stało obok.  Kompletnie zupełnie nic.
 Jesteś wcięty?
 Minimalnie.
 Minimalnie?
 Może troszeczkę więcej niż takie zwykłe minimalnie.
 Jesteś uroczy  skwitował, a ja uśmiechnąłem się ponownie.
               I po chwili znów opierałem się na jego ramieniu. Calum zaś objął mnie w pasie, jakby chciał mieć pewność, że nie zsunę się przez przypadek z krzesła. Po jego reakcji wnioskowałem, że nie miał nic przeciwko temu, że znów zmieniłem się w przylepę. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że zaczynałem się dopiero w tej kwestii rozkręcać.

               Do końca imprezy nie zaliczyłem żadnej żenującej wpadki, co naprawdę mnie cieszyło. Miałem tylko mały spadek kontroli w czasie powrotu do domu. Mianowicie w taksówce, podczas rozmowy i żartów z Calumem, dostałem nagle takiego ataku głupawki, że nie mogłem tego w żaden sposób opanować. Śmiałem się do tego stopnia, że gdy opuszczałem auto, byłem cały czerwony na twarzy, a moje policzki były mokre od łez. Spokojniejszy oddech złapałem dopiero pod budynkiem, kiedy chłopak wyciągał z kieszeni klucze do drzwi. Chyba wolę nie myśleć, co pomyślał o mnie kierowca.
                Po wejściu do domu Calum od razu zarządził mi kierunek łazienka. Od razu się zgodziłem, zabierając ze sobą piżamę, która nadal składała się z jego ubrań. Podczas szykowania się do snu, nie uszkodziłem siebie ani tym bardziej niczego, co znajdowało się wokół, więc to też był spory sukces. Kiedy wróciłem do pokoju, dalej wcięty, ale pachnący żelem do mycia, moje miejsce zajął Hood. Nadal miałem w sobie dość sporo energii, więc uznałem, że jeszcze nie czas na sen. Chciałem na niego poczekać.
                Nie wiem dokładnie, ile minęło czasu, ale chłopak w końcu wrócił do sypialni. Odgarnął kołdrę i usiadł na łóżku. Kiedy tylko to zrobił, podniosłem się i od razu przykleiłem się do jego pleców. Objąłem go, układając policzek na jego ramieniu. Słyszałem, jak cicho się zaśmiał. Dotknął moich dłoni, czym wywołał na mojej twarzy jeszcze szerszy uśmiech. Nie wiedziałem dokładnie, dlaczego taki pomysł  by zmienić Hooda w dużą, prywatną przytulankę  pojawił mi się głowie, ale nadal nie miałem oporów, by szybko wcielić go w życie.
               Uśmiechnąłem się po raz kolejny, gdy Calum odwrócił się. Teraz byliśmy tak blisko siebie, że wystarczył tylko mały ruch, abym mógł złączyć nasze usta. I nawet nie będę kłamał, że tego nie chciałem. Byłem w takim stanie, że jak tylko ta myśl pojawiła się w mojej głowie, postanowiłem działać, nie przejmując się niczym.
                Kiedy tylko jego ciepłe wargi dotknęły moich, poczułem nagły przypływ gorąca. Byłem pewny, że moje policzki znów przypominają barwą dojrzałe pomidory. Teraz jednak nie miało to dla mnie wielkiego znaczenia, bo liczył się tylko on, siedzący tuż obok i oddający pocałunek z taką samą czułością, jaką ja mu przekazywałem.
               W momencie kiedy Calum chciał jeszcze bardziej się odwrócić, nie utrzymałem równowagi i poleciałem do tyłu, niemalże rozpłaszczając się na materacu. Z mojego gardła wydobył się śmiech, który stłumiłem zasłaniając usta ręką. Chłopak znalazł się tuż nade mną, mając wymalowany na twarzy uśmiech, który uwielbiałem. Kierowany dużą dozą pewności siebie, którą nadal zapewniał mi płynący w moich żyłach alkohol, owinąłem ręce wokół jego karku, zmuszając go do tego, by znów się przybliżył.
                Jego usta po raz kolejny odnalazły moje. Mruknąłem cicho pod nosem, odpowiadając na zbliżenie. Pocałunek był z początku wolniejszy i czulszy. Później zmienił się na nieco szybszy i bardziej zachłanniejszy. I… On cholernie mi się podobał. Nie mogłem się powstrzymać przed tym, by nie wsunąć palców w jego wilgotne włosy.
                Calum uniósł się odrobinę. Spojrzał mi w oczy, nie przestając się uśmiechać. Przez chwilę bawiłem się jego włosami, nie mogąc oderwać od niego wzroku. Wstrzymałem powietrze, gdy jego dłoń delikatnie przejechała po skórze na mojej szyi.
 Rozkręciłeś się.
 Jakoś nie mogę się opanować. Możemy całować się dalej?
               Chłopak parsknął śmiechem. Przybliżył się, lecz zamiast jego ciepłych warg poczułem, jak gilgocze mnie włosami po brodzie. Sam zacząłem się śmiać, ponownie owijając ręce wokół jego karku.
 Odpowiedz mi tylko na jedno pytanie.
 Potem będziemy całować się dalej?  Calum znów cicho się zaśmiał.  Pytaj.
 O co chodziło z Davidem?
 Chcesz wiedzieć?  Pokiwał głową.  To ci nie powiem.
 Nie współpracujesz ze mną.
 Bo przecież nie przyznam się, że byłem zazdrosny.
 Co?
 Nie przyznam się i już. Czekaj… Kurwa…
 Chyba właśnie to zrobiłeś  odpowiedział rozbawiony.
                 Wzruszyłem ramionami. Nadal byłem w stanie wyluzowanego gościa, który nie przejmowałby się czymś takim. Mogłem się założyć, że rano będę miał na ten temat zupełnie inne zdanie.
 Czemu ja zawsze robię jakieś głupie rzeczy?
 Nie robisz  powiedział, muskając ustami moje policzki.
 Robię. Powstrzymaj mnie przed robieniem głupich rzeczy.
 Powstrzymać cię?
 Tak, po prostu całuj mnie dalej.
                Calum ponownie obdarzył mnie cichym śmiechem. Zagryzłem mocniej dolną wargę, kiedy jego usta znalazły się na mojej brodzie. Powoli wędrował wzdłuż linii szczęki, by w finale znów połączyć nas w pocałunku. To, co robił, było tak mocno absorbujące, podniecające i wciągające, że nie chciałem przestawać. Wiedziałem jednak, że nie jest to dobry czas na to, by posunąć się dalej.
 Jesteś najlepszy. Jesteś najlepszą osobą, jaką spotkałem w życiu  powiedziałem, kiedy znów odrobinę się odsunął. Przejechałem palcem po jego wargach.  Najlepszą na świecie.
 Ty też…
 Muszę znaleźć ci jakąś fajną, słodką ksywkę  odparłem, uznając to za wręcz genialny w tym momencie pomysł.  Taką, która będzie do ciebie pasować.  Spojrzałem w jego ciemne tęczówki.  Znowu powiedziałem to na głos?
 Powiedziałeś.
 Lubisz mnie mimo to, że robię głupie rzeczy?
 Wszyscy robimy głupie rzeczy, Lukey.
 Ale lubisz mnie mimo to?
 Uwielbiam cię.
Twoje uwielbiam cię, to takie lubię czy bardziej lubię, lubię.
 Moje uwielbiam cię, to takie: tracę dla ciebie głowę. Z każdym dniem coraz bardziej.
 Naprawdę?  wydusiłem, będąc tym rozczulony.
 Naprawdę  odpowiedział, zostawiając krótki pocałunek na moim nosie.
– Mam to samo… Mam zdecydowanie to samo. Możemy całować się dalej?  Calum już miał zamiar odpowiedzieć, ale ja szybko mu przerwałem.  Albo nie. Chcę się z tobą poprzytulać.
 W porządku.
               Złożył na moich ustach ostatni pocałunek, a potem podniósł się. Przesunąłem się w bok, by zrobić mu miejsce  leżeliśmy w poprzek łóżka. Chłopak ułożył się wygodnie na poduszkach, a ja po chwili przyczepiłem się do niego, niczym rzep. Przykryłem nas kołdrą. Uśmiechnąłem się, słysząc jego kolejny cichy śmiech. Objął mnie, a ja wtuliłem się w jego klatkę piersiową. Ułożyłem głowę tuż przy jego ramieniu. To chyba stanie się moją ulubioną pozycją do zasypania. Było idealnie i chciałem, by tak już zostało. Już na zawsze.


***
Luke nam się rozkręcił po tych drinkach w klubie XD Taka wersja nieco bardziej odważniejszego Hemmo - i zazdrosnego przy okazji. Zobaczymy, jak będzie się czuł z tym wszystkim, kiedy wytrzeźwieje.
Muszę przyznać, że ten rozdział naprawdę bardzo przyjemnie mi się pisało. Mam nadzieję, że przypadł Wam do gustu.

Standardowo zapraszam Was na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam znajdziecie informacje o tym, co i kiedy się pojawia.

Pozdrawiam i do następnego!

#SaveMeFF

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz